Bankowy tytuł egzekucyjny, to zmora polskich przedsiębiorców

0
14

Bankowy tytuł egzekucyjny to przyczyna rozpadu wielkich fortun, upadku świetnie prosperujących przedsiębiorstw, a nawet śmierci ludzi, którzy nie potrafili pogodzić się z następstwami zastosowania tego dość prostackiego instrumentu odzyskiwania długów.

Banki wydają się bronić bankowego tytułu egzekucyjnego jak niepodległości. To przepis zabezpieczający interesy uczciwych klientów. Bać się go powinni jedynie oszuści – twierdzą przedstawiciele banków. Dorzucają do tego fakt, że w istocie dzisiejszy bankowy tytuł egzekucyjny to i tak już złagodzona w 1998 roku forma bankowego tytułu wykonawczego. Przypominają, że przed tą nowelizacją przepis pozwalał im egzekwować długi nawet bez pytania o zgodę sądów. Przedstawiciele banków nie mówią niczego natomiast o źródle kontrowersyjnego przepisu. A było ono konkretne i od początku ustanowione jako czasowe wyjście z nienormalnej sytuacji gospodarczej. W roku 1998 ówczesny prezes NBP Hanna Gronkiewicz-Waltz nieodzowność wprowadzenia przepisu o bankowym tytule egzekucyjnym tłumaczyła koniecznością „zapewnienia bezpieczeństwa obrotowi gospodarczemu w okresie przejściowym”. Dzisiaj mamy rok 2015. Szybko liczymy i uzyskujemy zastanawiający wynik. Okres przejściowy w polskiej gospodarce trwa już 17 lat. W przyszłym roku osiągnie wiek dojrzały i uzyska prawo głosu. Ale nie do śmiechu tym, którzy mieli okazję tego nieszczęścia posmakować.

Jak ten proceder się odbywa?

Prosto i skutecznie. Bank ma prawo, w sytuacjach nie zawsze jednoznacznych, dokonać błyskawicznej egzekucji długu. Następuje szybka decyzja sądu. Sprawa trafia do komornika. Komornik w ekspresowym tempie pojawia się w niespodziewającej się niczego firmie i kładzie swoją komorniczą rączkę na całym jej majątku. Ręce firmy, w odróżnieniu od wspomnianej rączki komornika, są oczywiście całkowicie skrępowane. Właściciel firmy pozostaje absolutnie bezradny. No przepraszam. Może złożyć do sądu wniosek o wstrzymanie egzekucji do czasu wyjaśnienia wątpliwości. Zazwyczaj jednak komornik sprzedaje majątek, jeszcze zanim sąd rozpatrzy wniosek. Wtedy przedsiębiorcy pozostaje już tylko wynajęcie adwokata i domaganie się swoich praw przed wymiarem sprawiedliwości. Ale to działanie długotrwałe i zazwyczaj bezskuteczne.

Świetnym przykładem na bezskuteczność wszelkich działań mających na celu usunięcie następstw niesłusznie zastosowanego bankowego tytułu egzekucyjnego wydaje się być sprawa Leszka Kopczyńskiego, przedsiębiorcy z Bełchatowa. – Praca trzech pokoleń poszła pod młotek, a ja po ciężkiej harówce muszę udowadniać, że nikogo nie oszukałem ani nie okradłem. Udowadnianie to rozpoczął pan Kopczyński w roku 1995 i nie zdołał tego zakończyć do dzisiaj. W tym czasie stracił cały swój majątek szacowany na ponad 15 mln zł i syna, który nie wytrzymał presji rzeczywistości, w której się znalazł, i popełnił samobójstwo. Przy okazji wskutek decyzji banku na utrzymanie z państwowej kasy poszło prawie 100 nowych bezrobotnych, byłych pracowników świetnie prosperującej firmy. Historię pana Leszka Kopczyńskiego opisywano przez wiele lat w różnych miejscach, także w Internecie. Przejrzałem wiele sieciowych artykułów z tą sprawą związanych i oto, co znalazłem. Przypomnę tę historię pokrótce tym, którzy mogą z uwagi na wiek lub mały staż w biznesie wykazywać nadmierne zaufanie do wszelkich czynności wykonywanych przez banki na terenie naszej ojczyzny. Tym, którzy wciąż hołdują zasadzie „pewne jak w banku”. Otóż drodzy, niedoświadczeni czytelnicy – nic w banku nie jest pewne, dopóki obowiązuje przepis o bankowym tytule egzekucyjnym.

Historia Leszka Kopczyńskiego

Leszek Kopczyński zaczął w 1979 roku. 16 lat później miał już 400 sklepów. We wczesnych latach 90. uzyskał tytuł Bełchatowianina Roku, przedstawiciele tamtejszego biznesu ogłosili go Menedżerem Roku. Sielankę przerwał bank, który oskarżył Kopczyńskiego o wyłudzenie 2 mln zł i zajął cały jego majątek. Zdecydowanie, bezpardonowo i skutecznie pozwolił działać bankowi ów przepis o tytule egzekucyjnym.

Początków ingerencji banku należy szukać w roku 1995. Pan Kopczyński zaciągnął wówczas pierwszy w swoim życiu kredyt – 2,5 mln zł na dofinansowanie budowy salonu i serwisu Opla. Po kilku latach regularnych spłat zaciągnął także 2 mln kredytu obrotowego. Gdy pierwszą pożyczkę miał już praktycznie spłaconą, poprosił o przedłużenie tej drugiej. A że był rzetelnym klientem, uzyskał, czego chciał.

Zbliżał się koniec obowiązywania kredytu obrotowego, a oddział banku jakby tego faktu nie dostrzegał i milczał. Pan Kopczyński pojechał spytać, co się dzieje. Dyrekcja uspokajała, że wszystko zostanie załatwione, jak należy. Co to znaczyło „należy”, miał się pan Kopczyński dowiedzieć już niedługo. Od jednej z pracownic banku, jak sam wielokrotnie zeznał, usłyszał propozycję z tych „nie do odrzucenia” – otrzymasz kredyt, jeśli wypłacisz mi 10 proc. „prowizji”. To, co się stało później, pan Kopczyński ocenia jako swój największy błąd. – Zamiast od razu zgłosić zdarzenie do prokuratury, pobiegłem na skargę do dyrektora oddziału bełchatowskiego, a ten interweniował u dyrektora w Łodzi. Po tym zdarzeniu przedłużono mu wprawdzie kredyt o trzy miesiące, ale bank policzył sobie najwyższą przysługującą prowizję. Chwilowo było OK, ale tylko chwilowo. W październiku 2000 r. pan Kopczyński zmuszony został do przekształcenia swojej spółki z cywilnej w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. W związku z tym wysłał prośbę do banku o sporządzenie aneksu do umowy kredytowej, na mocy którego obsługę zobowiązań będzie mogła przejąć nowa spółka. Cisza. Pan Kopczyński ponawiał tę czynność 16 razy. Cisza. Brak aneksu do umowy uniemożliwił mu obsługę kredytu. Dlatego też zgodnie z orzeczeniem Izby Skarbowej w Łodzi poinformował bank, że musi zaprzestać spłaty kredytu, bo spółka z o.o. nie może księgować i spłacać kredytów należących do spółki cywilnej. Cisza.

Gdy minął termin spłaty kredytu, cisza nagle została przerwana. Bank zaczął działać. Jak wspomina pan Kopczyński: – Natychmiast do sądów trafiły wnioski o upadłość firmy, zamrożono konta dwóch spółek i majątek o wartości ponad 15 mln zł. W odpowiedzi przedsiębiorca złożył do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Wkroczył UOP i aresztował dwoje pracowników banku, mimo to cały majątek został zajęty.

Przewody sądowe w tej sprawie trwają do dzisiaj. Żaden z nich się nie zakończył niczym konkretnym. Niektóre rozprawy przegrywa Kopczyński. – Postępowanie przeciwko byłym pracownikom banku przegrałem, bo zmieniony w trakcie rozprawy sędzia przychylił się do tłumaczenia adwokata oskarżonych, że nie są oni funkcjonariuszami publicznymi, więc nie dotyczy ich ustawa antykorupcyjna.

Sąd wydał też już wyrok po myśli Kopczyńskiego. Skazał na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat byłego dyrektora bełchatowskiego banku oraz 40 tys. zł grzywny, a byłego naczelnika skarbówki na dwa lata w zawieszeniu na okres pięciu lat i 30 tys. zł grzywny. Była pracownica banku została uniewinniona. Oskarżeni i ich obrońcy od wyroku się odwołali. W następstwie tego odwołania odbyła się rozprawa przed łódzkim Sądem Okręgowym. Wyrok został w całości uchylony i sprawa została przekazana do ponownego rozpatrzenia przez sąd rejonowy.

W jednej z internetowych wypowiedzi Roman Sklepowicz ze Stowarzyszenia Poszkodowanych przez Systemy Bankowe twierdzi, że banki, korzystając z uprzywilejowanej pozycji, doprowadziły do bankructwa co najmniej kilka tysięcy przedsiębiorstw. Oczywiście nie wszyscy biznesmeni byli bez winy. Nie brakowało w tym gronie takich, którzy zaciągali kredyty i latami ich nie spłacali. – Rozumiem, że z takimi krętaczami banki muszą jakoś walczyć. Tyle że przy okazji zbyt często krzywdzą także uczciwych.

Pan Kopczyński założył własną stronę internetową www.leszekkopczynskibelchatow.dbv.pl. Jeszcze do niedawna można było przeczytać na niej: „Jest to strona o tym, jak łatwo można zniszczyć w tym kraju każdego. Moją rodzinę i mnie zniszczono tylko dlatego, że odmówiłem bankowcom wręczenia łapówki za przedłużenie kredytu. Syn mój Piotr nie wytrzymał… Nie ma Go już wśród nas. Teraz – na ostatnim, nieludzkim etapie zniszczenia, chce się dokonać sprzedaży mojego domu za cenę mniejszą, niż… działka, na której stoi”. Jeszcze do niedawna można to było przeczytać. Dzisiaj już nie. Strona została zablokowana na wniosek banku.

Panu Kopczyńskiemu nie pozostało nic z wyjątkiem małego mieszkania w Bełchatowie zarzuconego stosami pism, odwołań, pozwów i ekspertyz. Przedsiębiorca wciąż jest pewny, że padł ofiarą zemsty banku. Ciągle podkreśla, że przed sądem walczy nie tylko o swoje pieniądze, lecz także po to, aby pokazać innych polskim przedsiębiorcom, że banki nie są świętymi krowami i można z nimi wygrać. No i przede wszystkim walczy o likwidację bankowego tytułu egzekucyjnego.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here