Brak gospodarności czy nieuczciwość?

0
16

Niemal każdy kolejny rok przynosi nowy rekord sprzedaży długów. W ubiegłym roku było to 14 mld zł, szacuje się, że w bieżącym ich kwota przekroczy 16 mld zł. Banki chętnie pozbywają się niespłacanych długów za ułamek ich wartości. Windykatorzy nieźle na tym zarabiają. Obie strony wydają się zadowolone. A co z dłużnikami? Czy powinni się bać?

W ciągu ostatnich pięciu lat wartość wierzytelności, które trafiły do firm wind-kacyjnych, zwiększyła się trzykrotnie, sięgając około 60 mld zł. Rynek wierzytelności jest częścią rynku usług finansowych, spełniając rolę pożyteczną z makroekonomicznego punktu widzenia, a także pomagając konkretnym podmiotom gospodarczym w odzyskiwaniu należności. Można się więc z jego rozwoju cieszyć, choć rzecz jasna jednocześnie wzrost liczby i wartości niespłacanych długów optymistycznym zjawiskiem nie jest i nie jest nim też dynamiczny wzrost liczby i wartości tych długów przekazywanych firmom windykacyjnym.

Pierwsza część tego stwierdzenia wskazuje na to, że nie jest dobrze, gdy firmy i osoby fizyczne nie radzą sobie z regulowaniem zobowiązań, a w większości przypadków ta niemożność nie jest zamierzona i zawiniona, a więc ma głębsze przyczyny. Druga część sugeruje, że nie jest dobrze, gdy z problemem odzyskiwania należności nie radzą sobie wierzyciele, muszą więc korzystać z usług firm windykacyjnych. Oczywiście można działalność tych ostatnich traktować jako swego rodzaju outsourcing, czyli cedowanie czynności niezwiązanych bezpośrednio z głównym biznesem firmom zewnętrznym, które się w tego rodzaju usługach specjalizują. Trudno wymagać, by w każdej większej firmie funkcjonował dział windykacji na tyle rozbudowany i sprawnie działający, by mógł sobie skutecznie radzić z odzyskiwaniem należności od tysięcy klientów, jak to bywa na przykład w firmach telekomunikacyjnych, energetycznych czy tym podobnych, obsługujących setki tysięcy czy miliony klientów i płatności. Choć podobne działy w tego typu firmach istnieją, zwykle są w stanie realizować część zadań związanych z nieterminowymi płatnościami i realizować je do pewnego etapu, po którego osiągnięciu i tak muszą korzystać z usług wyspecjalizowanych instytucji, takich jak sądy i komornicy. Nie dziwi więc chęć obniżenia kosztów i skrócenia drogi do tego celu w skrajnym przypadku poprzez przekazywanie spraw na wczesnym etapie firmom windykacyjnym lub sprzedaży im wierzytelności. W przypadku mniejszych firm takie działanie bywa wręcz warunkiem odzyskania przynajmniej części należności i utrzymania płynności finansowej.

Niechęć do odpowiedzialności

Z nieco innej perspektywy wypada jednak spojrzeć na tego typu outsourcing czynności windykacyjnych, coraz chętniej i na coraz większą skalę stosowany przez banki, a więc instytucje zaufania publicznego podlegające specjalnym regulacjom i nadzorowi oraz z natury rzeczy powołane do udzielania kredytów i pożyczek oraz ich obsługi. Idąc dalej, banki, stosując odpowiednią politykę udzielania kredytów, a więc również procedury badania zdolności kredytowej klientów i oceny możliwości spłaty przez nich zobowiązań, są wręcz współodpowiedzialne w części za jakość swojego portfela kredytowego czy – mówiąc wprost – współodpowiedzialne za „produkcję” również złych długów. Tym samym można oczekiwać, by wspomniana obsługa kredytów nie sprowadzała się jedynie do ich udzielania i administrowania czy księgowania spłat do momentu, gdy kredytobiorca wywiązuje się z nich regularnie, i sprzedawania wierzytelności, gdy ich spłata staje się problematyczna. Takie działanie zdejmuje z banków część odpowiedzialności nie tylko z tytułu restrukturyzacji zadłużenia czy szerzej rzecz ujmując, zwalnia z działań prowadzących do umożliwienia spłaty całości lub znacznej części zadłużenia klientom mającym problemy, ale także prowadzi do ryzyka obniżenia odpowiedzialności banków już na etapie procedury rozpatrywania wniosków i podejmowania decyzji o udzieleniu kredytu.

Jeszcze nie tak dawno banki radziły sobie z tego typu problemami bez stosowania instrumentów w rodzaju bankowego tytułu egzekucyjnego i bez możliwości sprzedawania portfeli kredytów zagrożonych firmom windykacyjnym. Choć trudno tu o dane porównawcze, można przypuszczać, że wówczas banki były znacznie bardziej skłonne do negocjacji z klientami, którzy mieli trudności ze spłatą kredytów. Obecnie, mając inne możliwości i odpowiednie regulacje prawne oraz podatkowe, chętnie sprzedają złe kredyty o wielomiliardowej wartości firmom windykacyjnym, pozbywając się problemu.

Tracą więcej, niż by musiały

Z danych publikowanych przez firmy windykacyjne wynika, że banki pozbywają się tych kredytów za cenę od dziesięciu do kilkunastu procent ich wartości nominalnej. Można przypuszczać, że stosując odpowiednią politykę restrukturyzacji tego typu kredytów, mogłyby odzyskać od zadłużonych klientów znacznie większą część wierzytelności, skoro udaje się to z powodzeniem firmom windykacyjnym. O skali zjawiska świadczą nie tylko przytoczone wcześniej globalne kwoty sprzedawanych wierzytelności, ale przykłady konkretnych transakcji. W październiku 2015 r. PKO BP w trakcie przetargu sprzedał firmie Kruk portfel wierzytelności o wartości nominalnej 718 mln zł. Była to jedna z większych tego typu transakcji w historii. PKO BP od kilku lat sprzedaje duże portfele złych długów, ale także inne banki korzystają z tej formy. Kruk, firma będąca liderem rynku wierzytelności, tylko w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2015 r. kupiła 48 portfeli wierzytelności o łącznej wartości 2,9 mld zł, płacąc za nie 291 mln zł.

Na szczęście rozwój rynku wierzytelności nie sprowadza się jedynie do kwestii ilościowych, ale także jakościowych, czyli stosowania przez największe firmy windykacyjne metod odzyskiwania w pełni „cywilizowanych”, zakładających także restrukturyzację zadłużenia. Nie mają one wiele wspólnego z istniejącym do niedawna negatywnym stereotypem windykatora, choć warto przypomnieć, że jeszcze osiem lat temu Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na firmy Kruk i Ultimo kary za stosowanie niezgodnych z prawem praktyk wobec zadłużonych. Wciąż jeszcze zdarzają się skargi na działalność licznych mniejszych firm i kancelarii, zajmujących się windykacją wierzytelności. Z ich usług nie korzystają jednak na ogół ani banki, ani duże firmy sprzedające masowe wierzytelności.

Rozwój rynku podąża także w kierunku sprzedaży przez banki kredytów regularnie spłacanych, realizowanej w ramach tzw. transakcji sekurytyzacyjnych. Ich nabywcami są firmy windykacyjne oraz zarządzane przez nie fundusze. Tym tendencjom trudno się przeciwstawiać, ale warto jednocześnie pomyśleć nad odpowiednimi regulacjami i nadzorem nad podmiotami w nich uczestniczącymi, by nie doszło do sytuacji analogicznej do tej, która była jedną z przyczyn wybuchu globalnego kryzysu finansowego sprzed kilku lat. Bezpośrednim jego powodem było udzielanie lekką ręką kredytów osobom, które nie dawały rękojmi ich spłaty, a następnie ich sekurytyzacja i sprzedaż innym instytucjom finansowym i inwestorom.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here