Czas na podwyżkę

0
3

Sytuacja na rynku pracy się poprawia. Firmy deklarują, że będą zatrudniać i płacić więcej. Podpowiadamy, w jaki sposób zażądać podwyżki, by ją dostać.

Wszystko wskazuje na to, że w tym roku sytuacja pracowników znacznie się poprawi. Przyspieszająca gospodarka generuje nowe miejsca pracy. Z ankiety przeprowadzonej przez Narodowy Bank Polski w 1760 firmach wynika, że przedsiębiorstwa z wszystkich badanych sektorów zamierzają w tym roku zwiększyć liczbę pracowników.

Tyle że dziś o nową kadrę wcale nie jest łatwo. Fakt, wciąż 1,5 mln Polaków nie ma pracy, ale zazwyczaj nie są to ci pracownicy, których rynek pracy dziś potrzebuje. Z badań przeprowadzonych w ubiegłym roku przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości wynika, że aż 80 proc. firm w naszym kraju ma problem ze znalezieniem właściwych ludzi. Dlatego, żeby zdobyć nową wysoko wykwalifikowaną i chętną do pracy kadrę, trzeba pracownikom zaproponować coś ekstra. To np. stałe kontrakty zamiast popularnych w ostatnich latach tzw. śmieciówek czy podwyżki pensji. Ale raczej nie ma co liczyć na to, że szef sam zaproponuje wyższe wynagrodzenie. Jeśli chcemy dostać podwyżkę, trzeba najpierw jej zażądać. Jak?

Wybierz moment

HR-owcy na pytanie o to, jak zabiegać o podwyżkę, zawsze zwracają uwagę na to, by przede wszystkim wybrać odpowiedni moment. To oznacza, że nie ma sensu o tym rozmawiać, gdy na rynku źle się dzieje, a firma jest na krawędzi bankructwa. Idąc tym tropem, wydaje się więc, że najlepszy moment na to, by zawalczyć o więcej, nadszedł właśnie teraz. Jak pokazują badania NBP, w I kwartale tego roku aż o 19,5 proc. wzrosła liczba tych firm w Polsce, które zamierzają swoim pracownikom podnieść wynagrodzenie. W ciągu całego roku podwyżki planowane są niemal w co drugiej firmie. Co dziesiąta firma planuje zwiększenie płac w 2017 roku. Ale perspektywy globalne to jednak za mało. Warto także spojrzeć na to, jak obecnie radzi sobie nasza firma. Jeśli nieźle – wykorzystaj ten moment, bo, niestety, nie trwa on wiecznie. A raz przyznanej podwyżki nie cofa się tak łatwo.

Sprawdź, gdzie chcą płacić więcej

Ważne są także perspektywy dla całej branży. Jak z kolei wynika z badań przeprowadzonych przez agencję pracy Randstad, poprawy wynagrodzenia najczęściej mogą się spodziewać osoby zatrudnione w przemyśle (40 proc.), usługach (39 proc.) oraz sektorze transportowym, magazynowym i w logistyce (38 proc.). Jedynie w sektorze budowlanym plany podwyżek są mniej popularne – planuje ich dokonać zaledwie co piąta firma. Co ważne, podwyżki mogą objąć większą część załogi. Do tej pory wyższych pensji mogli spodziewać się nieliczni, np. wysokiej klasy specjaliści. I w dodatku będzie można na nie liczyć we wszystkich rejonach kraju, zarówno w mieście, jak i na wsi. Najczęściej na zachodzie i północy kraju (ponad 40 proc. firm). To oznacza, że jeśli firma działa w branży lub rejonie, gdzie rosną pensje, pracodawcy będą bardziej skorzy do podwyżek obawiając się, by pracowników nie podkupiła im konkurencja.

Przygotuj się do rozmowy

Raczej nie ma co liczyć na to, że zmiękczymy serce szefa opowieściami o problemach materialnych i kłopotach ze spłatą kredytu. Firma to nie pomoc społeczna, a pracownik to nie jej klient. Nie dostajemy pieniędzy za darmo, tylko za wykonaną pracę. Dlatego, idąc na rozmowę w sprawie podwyżki, trzeba najpierw dokładnie się zastanowić, dlaczego większe pieniądze nam się należą. Najważniejszym argumentem, który może przekonać pracodawcę, jest pokazanie, jak nasza praca przyczyniła się do wzrostu sprzedaży, zysków czy produktywności w firmie. Pokażmy, o ile lepiej pracujemy na tle innych, jak bardzo jesteśmy zaangażowani w jej rozwój i jakie mamy pomysły na zwiększenie obrotów. Warto w takiej rozmowie nawiązać także do sytuacji, gdy byliśmy przez szefa chwaleni za wyniki. To może mu uświadomić, że rzeczywiście uważa naszą pracę za potrzebną. Tylko po prostu zapomniał wynagrodzić zaangażowania finansowo.

Nie przesadź z żądaniami

Jeśli myślisz, że masz szanse na podwyżkę w wysokości 50 proc., to lepiej od razu daruj sobie rozmowę. Nikt o tyle nie podnosi wynagrodzenia pracownikowi. A na pewno nie podczas pierwszej rozmowy. Jednak określenie tego, ile powinno się zarabiać jest trudne. Z reguły uważa się, że bez większego problemu powinno się dostać podwyżkę w wysokości 5 proc. dotychczasowego wynagrodzenia. Jednakże jest to z reguły tak niewiele, że tej podwyżki nie czuć. I nie motywuje ona do zwiększonego wysiłku. Dlatego, starając się o większe wynagrodzenie, zaproponujmy co najmniej 10 proc. dotychczasowej pensji. Kiedy więcej? Gdy ktoś próbuje nas podkupić, na rynku brakuje specjalistów w danej dziedzinie, a firma doskonale się rozwija i rysuje się przed nią świetlana przyszłość. Wtedy można liczyć nawet na 15–20 proc. więcej.

Jeśli się nie uda

Jedna nieudana rozmowa o podwyżkach nie przekreśla jednak możliwości podniesienia pensji w dalszej perspektywie. Może być bowiem tak, że firma ma co prawda pieniądze, ale zaplanowała dużą inwestycję i chce na razie wstrzymać się z kolejnymi wydatkami. W takiej sytuacji warto zapytać, kiedy można wrócić do tej rozmowy i w określonym terminie udać się na spotkanie. Gorzej, gdy szef nie jest przekonany, że większe pieniądze rzeczywiście się należą. W takiej sytuacji warto zapytać, co jego zdaniem pracownik powinien zrobić, by zasłużyć na lepsze uposażenie. Jeśli jednak bardzo potrzebujemy większych pieniędzy, można zaproponować rozszerzenie zakresu obowiązków. Wtedy co prawda zarobimy więcej, ale też będziemy pracować ciężej.

Ostatnią deską ratunku jest poszukanie pracy w konkurencyjnej firmie. Nigdy nie można wykluczyć, że szef odmawia podwyżki ze zwykłego skąpstwa. W takiej sytuacji warto poszukać pracy u konkurencji i złożyć wypowiedzenie. Być może nagle się okaże, że jednak jesteśmy w firmie niezastąpieni i pracodawca będzie w stanie zapłacić dużo większe pieniądze. Byleby tylko nie szukać nowego pracownika na nasze stanowisko.

Artykuł pochodzi z nr 3/2016 Eurogospodarki

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here