Dłużnik musi znać prawo?!

0
5

Już dwukrotnie pisaliśmy o 75-letniej pani Marii z Bytomia, która przez dwa lata toczyła sądowe boje z wierzycielem, komornikiem i firmą windykacyjną, którzy próbowali wyegzekwować od niej 523 złote. Dług, którego…. starsza pani wcale nie miała. Teraz wreszcie zobowiązanie zostanie umorzone.

Dziennikarska interwencja odniosła skutek i pani Maria nie będzie musiała już spłacać rzekomego długu. Ale wszystko mogło zakończyć się już w październiku ubiegłego roku. Wtedy komornik powinien umorzyć postępowanie zgodnie art. 825 punkt 2 kodeksu postępowania cywilnego (k.p.c.). Nie zrobił tego, bo emerytka nie wystąpiła z odpowiednim wnioskiem.

– Skąd miałam wiedzieć o tym, że mogę? – wzdycha pani Maria. – Mam 1250 zł emerytury, na adwokata mnie nie było stać. Sąd mnie o takiej możliwości nie poinformował, choć w mojej sprawie wydawał postanowienia. Komornik też tego nie zrobił.

Trzy lata temu

Wszystko zaczęło się w 2012 roku, kiedy w domu starszej pani pojawił się przedstawiciel radomskiej spółki Energetyczne Centrum SA. Zaproponował podpisanie nowej umowy na zakup energii w związku z wycofaniem się ze śląskiego rynku dotychczasowego dostawcy prądu firmy Vattenfall. Podpisała, bo została wprowadzona w błąd, że Energetyczne Centrum jest następcą prawnym Vattenfalla. Kiedy się okazało, że to nieprawda, oburzona emerytka wypowiedziała umowę. Ale choć nowy dostawca energii przyjął wypowiedzenie, to naliczył jej 500 zł kary.

O karze i długu pani Maria dowiedziała się w czerwcu 2014 roku od komornika Rafała Łyszczka. Nazwa firmy wierzyciela nic starszej pani nie mówiła. Egzekucja była prowadzona nie na wniosek Energetycznego Centrum SA, tylko nowego wierzyciela easyDEBT Niestandaryzowany Sekurytyzacyjny Fundusz Inwestycyjny Zamknięty z siedzibą w Warszawie, czyli firmy, która masowo skupuje długi. Nabyła również „wierzytelność” bytomianki.

Fundusz wierzyciel nakaz zapłaty uzyskał w kwietniu 2014 r. w trybie elektronicznego postępowania upominawczego, czyli w e-sądzie. O tym też pani Maria nie mogła się dowiedzieć, bo leżała w szpitalu i nie odbierała korespondencji. A że nie wiedziała, to nie złożyła sprzeciwu, i e-sąd nadał nakazowi klauzulę wykonalności. I tak w życiu emerytki pojawił się komornik.

Emerytka rozpoczęła walkę o umorzenie komorniczego postępowania i pozbycie się długu. – Do sądu rejonowego w Lublinie zwróciłam się o przywrócenie terminu do wniesienia sprzeciwu od nakazu zapłaty, a do sądu okręgowego zażalenie na nadanie nakazowi klauzuli wykonalności – opowiada starsza pani. Dopiero w lipcu Sąd Rejonowy w Bytomiu wstrzymał egzekucję. W tym czasie komornik zdążył z niewysokiej emerytury starszej pani pobrać ponad 1000 zł, bo do takiej kwoty urósł niby-dług.

– W październiku ub.r. sąd przywrócił mi prawo do sprzeciwu – opowiada pani Maria. – Ale do umorzenia egzekucji wtedy nie doszło. Dopiero gdy na początku grudnia 2014 r. e-sąd uchylił klauzulę wykonalności, komornik musiał starszej pani oddać pieniądze.

Nieznajomość prawa szkodzi

Przy okazji tej sprawy zastanowiła mnie pewna rzecz, która odnosi się do przepisów kodeksu postępowania cywilnego.

Dwa lata temu znowelizowano art. 825 pkt 2 k.p.c. Dziś brzmi on tak: „Organ egzekucyjny umorzy postępowanie w całości lub części na wniosek, jeżeli prawomocnym orzeczeniem tytuł wykonawczy został pozbawiony wykonalności albo orzeczenie, na którym oparto klauzulę wykonalności, zostało uchylone lub utraciło moc”. To, co nowe i najważniejsze dla dłużnika, zostało dopisane po słowie „albo”. Cóż z tego, że ważne, ale mało znane i skomplikowane dla laika. Początek przepisu jest jasny. Jeśli sąd uchyli klauzulę wykonalności, egzekucji nie można prowadzić. Dalej jest już trudniej zrozumieć, o co chodzi.

– A chodzi właśnie o to, że jeżeli sąd przywróci termin i będzie można złożyć sprzeciw do nakazu zapłaty, to komornik powinien umorzyć postępowanie egzekucyjne. Ale… jeśli dłużnik złoży taki wniosek – mówi Martyna Kupiecka, radca prawny.

I tu jest pies pogrzebany. „Na wniosek”. Ale żeby wniosek złożyć, trzeba wiedzieć, że można. Tu kółko się zamyka. Pani Maria nie wiedziała i dlatego koniec swojej historii „odroczyła” o trzy miesiące.

Oczywiście w tym miejscu można by powiedzieć: Jeśli ktoś nie zna prawa, to jego problem, nieznajomość prawa nie usprawiedliwia. W tym przypadku usprawiedliwia. Przepis jest nowy i trzeba być prawnikiem, by nie pogubić się w ponad tysiącu artykułów KPC. A komornicy i sądy wydające postanowienia o przywróceniu terminu do sprzeciwu nie informują o takiej możliwości. Nie widziałam pouczenia na postanowieniu komorniczym czy sądowym, w którym wskazywano by na art. 825.

Problem można by rozwiązać. Wystarczy zmienić przepis i usunąć owo „na wniosek”. Umorzenie mogłoby następować z automatu. Jak? Sąd wysyłałby do komornika odpis postanowienia o przywróceniu prawa do sprzeciwu i już. Komornik postępowanie musiałby umorzyć. A że jest jak jest, to tak jak w przypadku pani Marii, bezpodstawne postępowania toczą się miesiącami. Trudno zrozumieć dlaczego ustawodawca przerzucił obowiązek wnioskowania na dłużnika.

Z podobną sytuacją mamy do czynienia wtedy, gdy sąd rozpatruje pozew dotyczący przedawnionego długu. Jeśli dłużnik nie podniesie zarzutu przedawnienia, sąd, choć o tym wie, orzeknie, że płacić trzeba. Komu to rozwiązanie służy? Firmom windykacyjnym, które specjalizują się w egzekucji przedawnionych długów. Komornikom też się to opłaca.

Kiedy w 2010 r. powołano przy sądzie rejonowym w Lublinie e-sąd, czyli procedurę elektronicznego postępowania upominawczego (EPU), przelewało się przez Lublin miliony pozwów (e-sąd rozpatruje średnio 100 tys. spraw w ciągu miesiąca). Do dziś to już ponad 10 mln spraw. Na początku , jak to zwykle bywa, był hurraoptymizm. Obywatel dostał szansę na szybkie odzyskanie swoich pieniędzy ale… Okazało się, że to z założenia słuszne narzędzie prawne, stało się żyłą złota wyłącznie dla windykatorów. Za grosze kupowali oni długi, a potem ścigali ludzi, często za sprawy dawno już przedawnione, w ogóle nieistniejące albo wielokrotnie egzekwowane od tej samej osoby. Dopiero po trzech latach zmieniono przepisy i dziś można dochodzić w e-sądzie wyłącznie roszczeń powstałych do trzech lat przed wniesieniem sprawy. Do „normalnych” sądów pozwy o przeterminowane długi nadal trafiają i jeśli zarzut przedawnienia nie jest podnoszony, wyrokiem sądu są one egzekwowane. Tego typu sprawy mogłyby być załatwione z automatu jak w e-sądzie. Dlaczego nie są? Trudno dociec.

Historia z happy endem

Wróćmy do pani Marii. Na początku lipca zadzwoniła do mnie Karolina Kawska, rzeczniczka Energetycznego Centrum SA, by poinformować, że firma znalazła sposób, aby pomóc naszej czytelniczce. – Odkupimy od easyDEBT Niestandaryzowanego Sekurytyzacyjnego Funduszu Inwestycyjnego Zamkniętego wierzytelność pani Marii – wyjaśniała Kawska. – Potem ją umorzymy.

Kancelaria GetBack zareagowała na naszą publikację. Anna Matuszewska, reprezentantka firmy, przekazała redakcji taką informację:

Szanowni Państwo,

Piszę w imieniu naszego klienta firmy GetBack i w związku z ukazaniem się artykułu „Do trzech razy sztuka”, autorstwa Małgorzaty Kolińskiej-Dąbrowskiej w miesięczniku „Eurogospodarka” z 1.07.2015 r. Chcielibyśmy poinformować, że opisywana sprawa windykowania długu od Marii Kopeć z Bytomia była ewidentnym błędem ze strony GetBack i nie powinna się zdarzyć. Sprawa została już ostatecznie wyjaśniona i zamknięta, a na ręce poszkodowanej złożyliśmy przeprosiny. Zapewniamy, że dołożymy wszelkich starań, by takie przypadki nie miały w przyszłości miejsca. (…)

Pełny tekst wspomnianego artykułu znajduje sie w lipcowym wydaniu „Eurogospodarki”.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here