Dłużnik pozywa komornika, sprzedał więcej niż trzeba było

0
5

Według kodeksu postępowania cywilnego, komornik może sprzedać zajęte ruchomości nie wcześniej niż siedem dni po ich zajęciu. Skierniewicki komornik spieniężył pojazdy dłużnika znacznie szybciej. Twierdzi, że przepisy pozwalały mu na to.

Wojciech Nita prowadził Zakład Usług Elektrycznych w Radomsku (woj. łódzkie). I jak to w biznesie nieraz bywa popadł w długi. Był winny jednemu wierzycielowi Łukaszowi Z. 57 tys. zł, innemu (Projekt-Automatyka i Elektrotechnika Sp. z o.o.) nieco ponad 200 tys. zł. Obie sprawy najpierw były postępowaniami o zabezpieczenie (wykonania nakazu zapłaty), potem stawały się po prostu postępowaniami egzekucyjnymi, by nakaz zrealizować. Pełnomocnikiem spółki-wierzycielki, jak wynika z dokumentów, jest Kancelaria Prawna Euler Hermes, Mierzejewska z Warszawy, zajmująca się także windykacją.

Okiem dłużnika

W drugiej z tych spraw Paweł Pacyński, komornik sądowy przy Sądzie Rejonowym w Skierniewicach, wszczął początkowo postępowanie zabezpieczające, bo jeszcze nakaz zapłaty nie był prawomocny (miał numer Km 2340/13 później wyjaśnię, dlaczego tak skrupulatnie wpisuję sygnatury spraw). Potem 21 listopada 2013 r. zajął Nicie: cztery specjalistyczne auta ciężarowe, małą koparkę i przyczepkę do jej przewożenia. Wycenił je na nieco ponad 160 tys. zł. Pod koniec 2013 r. pojazdy były zajęte w postępowaniach na rzecz obu dłużników. – Zajmując, co najmniej parokrotnie zaniżył ich wartość w porównaniu z ceną rynkową. Sprzedał bez licytacji, komisowo – mówi dłużnik. Oceniam, że straciłem na tym nawet 350 tys. zł. Oto przykłady: samochód marki Iveco z 2000 r. oszacowany na 12 tys., sprzedany komisowi za 13 tys. zł. Potem komis upłynnił go za 35 tys. zł. Podobnie jest z minikoparką. Wyceniona przez komornika na 1200 zł i za tyle kupił ją komis. A kolejny nabywca zapłacił już ponad 22 tys. zł. Zarobiła stołeczna firma Starter, która była komisantem. Komornik Pacyński po zajęciu zostawił pojazdy u dłużnika, choć ustanowił dozorcę. Nieco później zabrał je, argumentując, że dłużnik zamierza uciec z majątkiem. Zablokował Nicie też konta w banku i egzekwował pieniądze.
Po dwóch miesiącach, gdy nakaz zapłaty się uprawomocnił, postępowanie o zabezpieczenie na 200 tys. stało się zwykłą egzekucją o sygnaturze Km 211/14.– Około 20 stycznia 2014 r. dłużnik poinformował komornika telefonicznie, iż w ciągu 10 dni będzie w stanie spłacić całe zadłużenie – mówi mec. Paweł Bzowski, pełnomocnik Nity. Adwokat uważa, że ta informacja, być może, spowodowała u komornika obawę, że nie zdąży zrealizować planu sprzedaży zajętych przedmiotów po zaniżonych cenach, stąd jego pośpiech. Już 24 stycznia 2014 r. Pacyński wydał kilka postanowień: o nowym zajęciu ruchomości poprzez zaznaczenie w protokole, o wszczęciu egzekucji i o ustanowieniu nowego dozorcy – opowiada Nita. Została nim spółka WINGS z Warszawy. Zastanawiające. Czy dozorcą może być firma? Artykuł 855 k.p.c. mówi tylko o „osobie”, która odpowiada za majątek. Ale Nita twierdzi, że nie wiedział o wszczętym postępowaniu egzekucyjnym ani o sprzedaży 27 stycznia 2014 r. samochodów, przyczepy i koparki. Dopiero 3 lutego 2014 r. komornik osobiście przekazał mu wszystkie dokumenty, a z nimi faktury VAT sprzedaży pojazdów spółce Starter Sp. z o.o. oraz protokoły sprzedaży ruchomości w drodze komisowej. – Z dokumentów wynika, że w lutym komornik przyjechał do pana Nity, by zawiadomić go o wszczęciu postępowania egzekucyjnego w stosunku do przedmiotów, które już zdążył sprzedać przed upływem siedmiu dni od zajęcia podkreśla mec. Bzowski, prawnik dłużnika. Potwierdził to, zdaniem prawnika Nity, nieco później Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim, do którego trafia skarga dłużnika na koszty komornicze. Pacyński wyliczył je na ponad 88 tys. zł. Sąd ściął je o 11 tys. zł. Na szóstej stronie uzasadnienia ograniczenia kosztów sędzia podkreśla, że do sprzedaży komisowej doszło przed upływem tygodnia od zajęcia i to bez wniosku wierzyciela, by zrobić to przez komis. W marcu 2014 r. po skardze dłużnika Sąd Rejonowy w Radomsku uchylił czynności komornika Pawła Pacyńskiego. Takiego postanowienia nie można zaskarżyć. Nita poszedł z tą sprawą do prokuratury w Radomsku. Jednak postępowanie przeciwko komornikowi o przekroczenie uprawnień i zajęcie oraz sprzedaż pojazdów po rażąco zaniżonej cenie zostało umorzone. Teraz dłużnik próbuje walczyć o odszkodowanie i ponowne wszczęcie prokuratorskiego śledztwa.

Komornik się broni

Kiedy poprosiłam Monikę Janus, rzeczniczkę prasową Krajowej Rady Komorniczej, o szczegóły tej sprawy, a ona zapytała o to komornika, od razu odezwał się do mnie jego adwokat Bronisław Muszyński. Jak zapewniał, nie po to, by wywierać na mnie nacisk, ale by przedstawić racje Pacyńskiego. Rzeczniczka i adwokat wypowiadają się w jego imieniu. Od razu zwracają moją uwagę na to, że Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim uznał uchylenie przez Sąd Rejonowy w Radomsku czynności komornika za całkowicie błędne. Przypomnę piotrkowski sąd wypowiadał się o kosztach, a nie o postanowieniu o uchyleniu czynności komorniczych. Zresztą na to uzasadnienie powołuje się raz jedna, raz druga strona, cytując inne fragmenty.

Okiem komornika

Dalej historia opowiedziana z perspektywy komornika jest na początku taka sama, jak zaprezentował mi ją dłużnik. Są dwie egzekucje dla dwóch wierzycieli. W tej drugiej na rzecz Projekt-Automatyka i Elektrotechnika Sp. z o.o. komornik zajął ruchomości 21 listopada 2013 r. Dopiero potem jest sporo różnic i wątpliwości. Sprzedaż pojazdów nastąpiła 27 stycznia 2014 r., co oznacza, że od zajęcia minęło ponad dwa miesiące, a nie mniej niż siedem dni – tłumaczy komornika rzeczniczka Monika Janus z Krajowej Rady Komorniczej. Pacyński nie złamał prawa. Podpiera się przy tym orzecznictwem Sądu Najwyższego.
Janus mówi o pierwszym zajęciu w listopadzie 2013 r., a ja nadal nic nie rozumiem. Przecież Pacyński 24 stycznia wysłał do Nity „Zawiadomienie o nowym zajęciu ruchomości przez zaznaczenie w protokole”. To od której daty należy liczyć te przepisowe 7 dni, po których ruchomości można zbyć? Idźmy dalej. Pacyński zapewnia, że wysłał dokumenty (w tym powiadomienie o rozpoczęciu egzekucji, faktury i protokoły sprzedaży z 28 i 29 stycznia) do dłużnika. Ten miał je otrzymać 31 stycznia. Jest tego pewny, bo ma pocztową zwrotkę. A to ma oznaczać, że nie sprzedawał samochodów przed poinformowaniem dłużnika o egzekucji i dał mu czas na obronę swoich praw? Znów się gubię. Zwrotka jest z 31 stycznia, a sprzedaż miała miejsce 27 stycznia, czyli trzy dni wcześniej. Dłużnik miał możliwość obrony swoich praw i majątku (chodzi m.in. o wyceny) czy nie? Nita zarzuca też komornikowi, że sam podjął decyzję o krzywdzącej go finansowo sprzedaży komisowej. Natomiast Pacyński twierdzi, że wniosek był. Postępowanie egzekucyjne toczyło się równolegle w sprawach dwóch wierzycieli: Łukasza Z. i Projekt-Automatyka i Elektrotechnika Sp. z o.o. Właśnie w tej pierwszej sprawie był wniosek o sprzedaż komisową. To już wystarczyło. Na jego podstawie komornik sprzedał wszystkie zajęte ruchomości i zdobytymi pieniędzmi obdzielił obie sprawy i rozliczył swoje koszty. Tak można?

Dłużnika prawo do obrony

Przypominam sobie, co niedawno mówił mi Rafał Fronczek, prezes Krajowej Rady Komorniczej. Postępowanie egzekucyjne rządzi się pewnymi zasadami, które dają dłużnikowi prawo do obrony, np.: nie należy zajmować w przypadku egzekucji z ruchomości więcej niż to jest potrzebne do zaspokojenia należności. Nie można też sprzedawać „z górką”. Czy to oznacza, że można było sprzedać, a wcześniej zająć, jedynie to, co mogło uregulować zobowiązanie wobec Łukasza Z., a reszta była objęta drugą egzekucją? Pytań w tej sprawie jest wiele.
Kolejne: czy dłużnik próbował uciekać z majątkiem, tworząc z teściem nową spółkę? O tym mówi komornik i tym tłumaczy szybkość swojego działania. Nie wiadomo, jakim cudem dłużnik (p. Nita) znalazł kwotę 465 tys. zł na pokrycie udziałów w spółce MET-WAR Sp. z o.o., która „przypadkowo” ma siedzibę w miejscu działalności dłużnika i „przypadkowo” przejęła cały majątek dłużnika, co uniemożliwiłoby skuteczną (a przynajmniej szybką egzekucję) tłumaczy mec. Muszyński. Dłużnik od listopada zobowiązywał się do spłaty swoich zobowiązań, a dziwnym trafem 1 lutego 2014 r. przekazał swój majątek do spółki, co musi oznaczać, że właśnie od listopada przygotowywał się do przeniesienia majątku na spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Jeśli to była ucieczka, to dlaczego z pieniędzy tej nowej spółki pokrył resztę długów, jakie nie zostały spłacone ze sprzedaży pojazdów? Pyta pełnomocnik Nity.
I tak możemy jeszcze długo. Te i tym podobne pytania oraz wątpliwości będzie musiał rozstrzygnąć sąd. Na to, komu przyzna rację, na pewno poczekamy.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here