Dłużnik to dojna krowa

3
18

Gdyby pieniądze z licytacji mieszkania jej syna nie leżały prawie dwa lata na sądowym rachunku depozytowym, teraz nie trzeba by było sprzedawać mieszkania emerytki. Nie trafiły do banku, matka więc jako drugi pożyczkobiorca zostanie bez dachu nad głową.

Trzypokojowe mieszkanie pani Grażyna, 68-letnia emerytka, może stracić w każdej chwili. Niedługo druga licytacja. Komornik, który prowadził postępowanie, to znany z mediów Jarosław Kluczkowski, szef kancelarii komorniczej, w której pracował asesor zajmujący i sprzedający majątek osób niezadłużonych. Między innymi ciągnik rolnika spod Mławy. W lutym podczas pierwszej licytacji wycofali się wszyscy chętni. – Od Kluczkowskiego lokalu nie będziemy kupować – powiedzieli.

Chciała pomóc synowi

Pani Grażyna mieszka w tym samym miejscu, na łódzkiej Retkini, prawie 40 lat.
– W 2005 r. wzięłam kredyt na 25,6 tys. zł we frankach szwajcarskich. Wykupiłam mieszkanie, a potem spłacałam systematycznie raty. W 2007 r. syn Maciej poprosił mnie o pomoc. Nie miał wystarczającej zdolności kredytowej, aby dostać bankową pożyczkę, a chciał rozwijać swoją szkołę jazdy. Czuł, że jest zbyt mało konkurencyjny i w każdej chwili może stracić źródło utrzymania. Potrzebował jeszcze jednego auta do szkolenia przyszłych kierowców. Matka trzykrotnie odmówiła synowi. Wreszcie uległa.
Miało być tak: syn weźmie kredyt konsolidacyjny, czyli jego poprzedni kredyt i kolejny oraz ten pani Grażyny zostaną połączone w jeden. I będą płacić jedną ratę zamiast kilku – 2,4 tys. zł. Syn i jego żona dostali w 2007 r. od PKO BP 335 tys. zł na 30 lat.
Początkowo wszystko szło dobrze. Działalność autoszkoły przynosiła zyski. W 2010 r. nastąpił krach. Maciej splajtował. Syn i synowa (pielęgniarka) przestali spłacać kredyt, nie pomogła im nawet ugoda z bankiem, który obniżył ratę do 1,9 tys. zł. Maciej zaczął też unikać matki.
– Nie mogłam się od niego dowiedzieć, co się dzieje. Także bank nie udzielał informacji, bo do tego, zdaniem pracowników PKO, potrzebni byli wszyscy dłużnicy.

Egzekucja

Od 2012 r. komornik rozpoczął egzekucję i z emerytury pani Grażyny zabierał ponad 500 zł miesięcznie. Dług rósł i bank zażądał całej spłaty. W maju 2013 r. zlicytowano mieszkanie syna emerytki.
– Poszło za 151,5 tys. zł. Komornik wziął 15 proc., czyli ponad 19 tys. zł – opowiada matka. Ale ani złotówka z licytacji mieszkania Macieja nie wpłynęła do banku. I w tym momencie zaczęły się problemy starszej pani. Próbowała coś w tej sprawie zrobić. Nikt nie potrafił nawet odpowiedzieć jej, co się działo przez 21 miesięcy z pieniędzmi. Pani Grażyna chodziła do kancelarii Kluczkowskiego. Próbowała się dowiedzieć, dlaczego to wszystko tak długo trwa. Komornik twierdził, że pieniądze musiały zostać przekazane do banku. A bank zaprzeczał. Miał rację. Wpłynęły dopiero w styczniu tego roku.
Emerytka uważa, że gdyby pieniądze trafiły do wierzyciela szybciej, mogłaby negocjować z bankiem, by ten odstąpił od zlicytowania jej mieszkania. A PKO nie zamierzało czekać na ratalny zwrot długu. Na jego wniosek komornik Kluczkowski rozpoczął egzekucję przeciwko emerytce z nieruchomości, czyli z jej mieszkania.

Ślimacza procedura

Żeby zrozumieć, co się przydarzyło pani Grażynie, trzeba wyjaśnić, jak przebiega procedura prawna tuż po zakończeniu licytacji. Opisuje to wszystko VI dział kodeksu postępowania cywilnego. Komornik sprzedaje nieruchomość na licytacji w sądzie pod nadzorem sędziego. Kiedy wiemy, kto ją wygrał, sąd udziela przybicia. To jest ta część egzekucji, która zatwierdza wybór najkorzystniejszej oferty. Daje także prawo do przysądzenia kupującemu własności nieruchomości. Przybicia dokonuje sąd niezwłocznie po zamknięciu licytacji, ale to nie znaczy, że wszystko odbywa się szybko. Przybicie musi się uprawomocnić, bo można je przecież zaskarżyć. Sąd na rozpatrzenie takiej skargi ma maksymalnie tydzień. Po uprawomocnieniu przybicia sąd wzywa nabywcę do przesłania pieniędzy. Równowartość ceny nabycia wpłaca się na rachunek sądu i dopiero po tym sąd wydaje postanowienie o przysądzeniu własności. I znów to postanowienie można zaskarżyć. Dopiero po uprawomocnieniu przysądzenia własności sąd powiadamia komornika o konieczności przygotowania projektu planu podziału pieniędzy. To też trwa. Gotowy plan potem jest przesyłany do sądu. I kolejny raz procedura egzekucyjna i w tym momencie przewiduje zaskarżenie (zarzuty). Wreszcie sędzia zatwierdza plan, a po jego kolejnym uprawomocnieniu się pieniądze z sądowego konta przepływają do wierzyciela.
– 20 lat to standardowy czas takiego postępowania – zaskakuje mnie swoją opinią Jarosław Świeczkowski, komornik z Rumii i Wejherowa. – Jeśli kolejne postanowienia „poegzekucyjne” są zaskarżane, to nie ma się czemu dziwić.
Z dokumentów, które trafiły do kancelarii mec. Lecha Obary, który pomaga pani Grażynie, wynika, że licytacja mieszkania Macieja i jego żony była w maju 2013 r. Przysądzenie było już w lipcu 2013 r. Do stycznia 2015 r. jeszcze daleko. Wysłałam pytania o przebieg postępowania do Kluczkowskiego (poprzez rzecznika Krajowej Rady Komorniczej), ale odpowiedzi nie dostałam.
Nie wiadomo, co się przez te 21 miesięcy z pieniędzmi działo. „Przetrzymał” je sąd, niemrawo wydając postanowienia? A może bieg sprawy wstrzymywały bezpodstawne skargi dłużników – Macieja i jego żony? Lub komornik grzebał się ze sporządzeniem planu podziału pieniędzy? Albo sąd nie przesyłał pieniędzy? Nie wiem, ale wiemy, jaki jest tego efekt. Dramatycznie wzrosła kwota zadłużenia pani Grażyny. Same odsetki wynoszą teraz ponad 232 tys. złotych. Do tego trzeba doliczyć kwotę główną prawie 200 tys. i ponad 60 tys. kosztów komorniczych.
Jednak najważniejsze pozostaje pytanie: Czy pani Grażyna ma szanse uzyskać rekompensatę za „naprodukowane” w ten sposób odsetki?
– Częściową rekompensatą jest oprocentowanie kwoty na rachunku depozytowym sądu. Z tym, że to są najczęściej odsetki ustawowe niższe od karnych bankowych. Innej rekompensaty prawodawca nie przewidział – komentuje Jarosław Świeczkowski, komornik z Rumii.

Coś z tymi przepisami jest nie tak

Bardzo podobną historię opowiada mi jeden z komorników. Prosił o anonimowość.
– Prowadziłem taką egzekucję, gdy żona dłużnika spłacała ze swojej dość wysokiej pensji dług męża i jego wspólników (dopisała się do długu ich Spółki Jawnej, by dostali kredyt). Licytacja zajętej działki odbyła się rok wcześniej. Nabywca nawet zaczął na niej budować, a kobieta dalej spłacała. Sąd w tym czasie robił plan podziału i czekał na jego uprawomocnienie a ona dalej spłacała. Sąd ma już prawomocny plan, ale nie rozsyła pieniędzy. Dłużniczka płaci. Wreszcie sąd rozsyła pieniądze. Kobieta przez dwa lata dopłacała wierzycielowi, mimo że pieniądze ze sprzedaży działki wystarczały na pokrycie długu. Ale zanim sąd ich nie podzieli i nie roześle, trzeba cały czas zabierać jej z pensji pieniądze do ostatniego dnia.
– Kiedy dostaję taką sprawę jak pani Grażyny lub słyszę taką historię, myślę sobie, że konieczna jest kolejna nowelizacja prawa. Czy nie należałoby wprowadzić przepisów, które uniemożliwiałaby bankowi naliczanie odsetek od dnia licytacji zakończonej sukcesem oraz prowadzenia egzekucji przeciwko dłużnikowi? – zastanawia się Obara.

Tylko nie Kluczkowski

Na koniec lutego br. komornik wyznaczył licytację mieszkania pani Grażyny w Sądzie Rejonowym dla Łodzi-Śródmieścia. Cena wywoławcza 140 tys. zł. 28 lutego z dłużników (zabrakło syna i synowej) stawiła się tylko starsza pani. Występowała sama we własnym imieniu bez pełnomocnika. Przekazała jedynie sądowi wnioski przygotowane szybko i pro bono przez mecenasa Lecha Obarę. On sam reprezentuje w innych postępowaniach sześcioro poszkodowanych przez asesora z kancelarii Kluczkowskiego, który zajmował i sprzedawał majątek niedłużników (między innymi ciągnik rolnika spod Mławy). Pisma miały wstrzymać licytację ze względu na nieaktualną wycenę mieszkania. Była robiona dwa lata wcześniej. Pani Grażyna w tej sprawie złożyła zawiadomienie do prokuratury, bo uznała, że komornik złamał prawo.
– Komornik oszacował wartość mieszkania w styczniu 2013 roku. Po dwóch latach wartość nieruchomości mogła się zmienić na korzyść dłużniczki – przyznaje Obara.
Pani Grażyna wnioskowała także o wyłączenie z postępowania komornika Kluczkowskiego. Ten pojawił się na sali, jednak do sprawy wyznaczył swojego zastępcę Antoniego Nowakowskiego.
Do licytacji zgłosiło się dwóch chętnych, którzy wpłacili rękojmie. Ale od razu wycofali swoje oferty.
– Nie zdecydowaliśmy się ze względu na komornika i jego sytuację – wyjaśniali obecnym w sądzie dziennikarzom. Znali historię z ciągnikiem i z zajęciami majątków osób niezadłużonych. Odwołanie licytacji dało pani Grażynie trochę czasu na działanie.
– Na pewno przy kolejnej licytacji cena mieszkania będzie o kilkanaście tysięcy niższa, ale pani dłużniczka ma czas na to, żeby naprawić błędy, które zrobiła. Teraz przeciwko sobie ma nie tylko komornika, ale jego całą kancelarię – komentowało małżeństwo, które odstąpiło od licytacji.
Mec. Lech Obara deklaruje, że nadal będzie zajmował się sprawą emerytki. – Chcemy skorzystać z możliwości ogłoszenia upadłości konsumenckiej. Wówczas sprawę pani Grażyny przejąłby syndyk. Mieszkanie zostanie co prawda sprzedane, ale przez dwa lata pani Grażyna będzie dostawała pieniądze na wynajem innego lokalu. Przy upadłości istnieje także możliwość zawieszenia pozostałych postępowań egzekucyjnych wobec niej. To jakieś rozwiązanie – podkreśla pełnomocnik.

3 COMMENTS

  1. Mam jakieś takie niejasne przeczucie, że w kancelarii tego komornika jest więcej takich dziwnych przypadków. Po raz kolejny jest to dowód, ze prawo powinno być jak najszybciej znowelizowane.

  2. Prawo nie może być skonstruowane w ten sposób, aby pozwalać nieuczciwym urzędnikom wyzyskiwać nieświadomych ludzi.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here