Dobre oblicze kryzysu

0
7

Rozmowa z dr. Janem Rączką, prezesem Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej

Czy inwestycje w oźe są rentowne?

– Nie byłyby, gdyby państwo nie wspierało ich na różne sposoby. Fundusz poddaje analizie rzeczywiste koszty wytworzenia jednej megawatogodziny. Myślę oczywiście o dofinansowywanych przez nas instalacjach. W przyszłym roku opracujemy dane, które pochodzić będą z blisko 100 inwestycji i opublikujemy je, aby zarówno opinia publiczna, jak i politycy mogli dowiedzieć się, ile to nas naprawdę kosztuje. Na bazie dotychczasowych analiz rysuje się klarowny obraz – 1 MWh to 300–370 zł. Oznacza to, że jest znacznie droższa od elektryczności pochodzącej z konwencjonalnych elektrowni węglowych. Z drugiej strony jednak jest to mniej niż łączna cena MWh na rynku elektryczności (160–200 zł) i zielonych certyfikatów (240 zł). Pokazuje to, że wsparcie finansowe jest na rozsądnym poziomie i przyciąga prywatny kapitał do tego sektora gospodarki.

Więc jednak się opłaca?

– W obecnych, przyjaznych warunkach tworzonych przez rząd oźe są rentowne, przy czym poszczególnych podsektorów dotyczy to w różnym stopniu. Najbardziej rentowne są farmy wiatrowe, następnie technologie oparte na biomasie i biogazie, w dalszej kolejności energetyka wodna, geotermika,
wreszcie technologie solarne. Oczywiście jest to uzależnione od specyficznych warunków, np. jeżeli istnieje obiekt hydrotechniczny i należy
tylko dołożyć turbinę, w efekcie możemy uzyskać całkiem rentowną inwestycję. Jeśli elektrownia wiatrowa została źle zlokalizowana, to nawet przychody z zielonych certyfikatów nie uczynią z niej dochodowego biznesu.

Może poda pan jakieś przykłady?

– W grudniu ubiegłego roku Narodowy Fundusz zebrał na liście rankingowej
40 projektów oźe. I tak np. dla elektrociepłowni z wykorzystaniem biomasy w okolicach Gdańska stopa zwrotu wynosi ponad 12 proc. Jeśli taka inwestycja była finansowana kredytem na poziomie 7–8 proc., to będzie ona przynosić wymierny zysk. Inna elektrociepłownia opalana słomą – 8,6 proc. Dalej mamy rozbudowę elektrowni wiatrowej – 10-proc. stopa zwrotu, mała farma 1,5 MW – 15 proc., oraz biogazownię wykorzystującą biodegradowalne odpady przemysłowe  4,9 proc. Taka inwestycja musi być dofinansowana: albo bardzo silnie subsydiowanym kredytem, albo dotacją. Tak też się stało – Narodowy Fundusz przyznał 15-proc. dotację inwestycyjną.

Do kogo adresowana jest oferta Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej?

– Do małych i średnich inwestycji łącznych nakładach od 10 do 100 mln zł. Przy czym już teraz obserwujemy tendencję, że w przypadku biogazowni i niedużych farm wiatrowych mamy do czynienia z krajowym biznesem reprezentującym małe i średnie przedsiębiorstwa. To nas cieszy.
Jeśli chcemy promować energetykę rozproszoną – a tak właśnie postępujemy, bo jest to kierunek zgodny ze współczesnym myśleniem o energetyce – to ten segment jest optymalny. Choć trudno przewidzieć, czy w przyszłości nie zasilą one dużych koncernów energetycznych. Skala pojedynczej inwestycji jest na tyle mała, że w procedurach wielkich korporacji nie byłaby efektywnie przygotowana. Byłoby to zbyt drogie, o ile w ogóle wykonalne. Zatem pozostawienie małym przedsiębiorstwom krajowym poszukiwania dobrej lokalizacji, zapewnienie dostaw surowca do biogazowni czy instalacji na biomasę mają sens. Dla przykładu jednomegawatowa biogazownia zasilana keiszonką kukurydzianą wymaga zakontraktowania dostaw z 400 ha!
Przy założeniu, że struktura polskiego rolnictwa jest bardzo rozproszona, zwłaszcza w Polsce Południowo-wschodniej, nie ma możliwości, by zakontraktować od jednego rolnika cały potrzebny wsad. Dla kilkumegawatowej lektrowni na biomasę należy zakontraktować dostawy u kilkudziesięciu
rolników. To żmudny i czasochłonny proces, nieprzystający do sposobu działania dużych korporacji.

Pojawiają się zarzuty, że Narodowy Fundusz dyskryminuje duże korporacje.

– Istnieje grupa inwestycji, które interesują wielkie korporacje ze względu na niezwykle wysokie nakłady inwestycyjne oraz satysfakcjonującą skalę działalności. Są to np. przemysłowe farmy wiatrowe od 50 do 100 megawatów wartości inwestycji od 300 do 600 mln zł. Nie ma dla nas uzasadnienia
wspierania bogatych korporacji, zasobniejszych wszystkich funduszy ochrony środowiska razem wziętych. Te inwestycje powstaną niezależnie od tego, czy dorzucimy parę groszy z publicznej kiesy, czy nie. Tak więc byłaby o pomoc zbędna. Koncentrujemy się na inwestycjach średnich również po to, by rozproszyć nasze ryzyko finansowania tego sektora. Postawienie znaczącej części naszego budżetu na jedną inwestycję byłoby z wielu względów nieodpowiedzialne. Co zatem z inwestorami mniejszymi, których nie stać na ubieganie się o dofinansowanie w przedziale zaproponowanym przez Narodowy Fundusz?

– Myślimy o tym segmencie. Jesteśmy bliscy uruchomienia instrumentu finansowego wspierającego segment inwestycji od 1 do 10 mln zł. Już latem podpiszemy pierwsze umowy z Wojewódzkimi Funduszami Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, które dostaną od nas „hurtowe pożyczki” i rozdzielą je pomiędzy wnioskodawców ze swoich województw. Zostanie ogłoszony konkurs, w wyniku którego podzielonych zostanie 560 mln zł. Będą to 10-letnie pożyczki oprocentowane proc. rocznie. Łącznie z programem Narodowego Funduszu (pożyczki preferencyjne na łączną kwotę 1,5 mld zł) w najbliższych latach ten sektor otrzyma wsparcie przekraczające 2 mld zł. O rozwoju oźe w kraju mówi się dużo, ale wielu naszych sąsiadów odnotowuje znacznie lepsze wyniki. Dlaczego?

– Podstawowym problemem jest współpraca dystrybutorów elektryczności z małymi wytwórcami zielonej energii. Trudno jest uzyskać podłączenie do sieci. Zaważyły na tym błędy z przeszłości, kiedy to wydano duże ilości warunków technicznych przyłącza, które nie zostały wykorzystane i utrudnią dostęp tym inwestorom posiadającym zaawansowane projekty. Widać też obawy sektora energetycznego przed gwałtownym rozwojem tego segmentu, który nie może zdominować całego rynku, ale jest w stanie uszczknąć spory kawałek tortu. Innym powodem są żmudne procedury wdrożeniowe, złożona struktura projektów (np. potrzeba zawarcia kontraktów długoterminowych na dostawy elektryczności, a w przypadku biogazowni – także na pozyskanie wsadu). Myślę, że w kolejnych latach te trudności ustąpią i będziemy świadkami dynamicznego rozwoju oźe.

Czy kryzys finansowy odwraca uwagę inwestorów od ochrony środowiska?

– Określenie tendencji spadkowej w czasie obecnego kryzysu było przedmiotem analiz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Do przedstawicieli przedsiębiorstw produkcyjnych oraz energetyki wysłaliśmy ankiety. Ich wyniki są jednoznaczne. Przypadki, gdy wnioskodawca rezygnował z ubiegania się o dofinansowanie, nie były podyktowane trudnościami w realizacji inwestycji. Paradoksalnie, kryzys polepszył warunki w sektorze publicznym. Ceny uzyskiwane w przetargach są niższe, ponieważ firmy wykonawcze mają teraz mniej zamówień komercyjnych. Dla sektora publicznego jest to doskonały moment do realizacji takich przedsięwzięć, ponieważ mogą wykonać te roboty po niższych kosztach. Bez względu jednak na to, czy mamy kryzys, czy też nie, przedsiębiorstwa muszą spełniać standardy ekologiczne. Dlatego zainteresowanie w tym obszarze jest stabilne, a w sektorze odnawialnych źródeł energii jest bardzo duże, z tendencją wzrostową. Jestem przekonany, że kryzys obniży presję przemysłu na środowisko, dlatego że mniejsza produkcja wiąże się z mniejszą ilością odpadów, emisji zanieczyszczeń i intensywnością ruchu drogowego. W aspekcie finansowym kryzys wymusza restrukturyzację obejmującą także wymiar surowcowy, a więc pośrednio ekologiczny. Przykładem odwzorowującym tę tendencję jest odpowiedź przedsiębiorstw na podwyżki cen elektryczności. Zakłady i przedsiębiorstwa produkcyjne chętniej rozważają projekty pozwalające na jej oszczędzanie w procesach produkcji. Polski przemysł po kryzysie będzie efektywniejszy oraz w mniejszym stopniu będzie negatywnie oddziaływał na środowisko naturalne. Trudno się jednak spodziewać, by w sytuacji kryzysu gospodarczego przedsiębiorstwa podejmowały projekty ekologiczne, które wykraczają poza spełnienie obligatoryjnych standardów albo poza racjonalizację kosztów energii i surowców naturalnych. Zatem kryzys można pojmować w kategoriach korzyści?

– Kryzys jest szansą dla sektora środowiskowego z tego powodu, że jego finansowanie jest zapewnione ze środków unijnych, podczas gdy koszty kształtowane są przez warunki rynkowe. A te wpływają na obniżenie cen robót budowlano-montażowych i cen materiałów. Tak więc z puli pieniędzy zarezerwowanej w Brukseli możemy uzyskać znacznie więcej. Kryzys to także szansa na to, że inwestycje proekologiczne dadzą pracę Polakom i zlecenia polskim firmom.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here