Finansowi oprawcy gwiazd

Czas czytania
8 minut
Przeczytałeś już
Odsłony
2 702

Finansowi oprawcy gwiazd

18 Maj 2015 - 20:34
Kategoria:
0 Komentarze/y)

Leonard Cohen stracił oszczędności całego życia, okradziony przez swoją menedżerkę. W wieku prawie 80 lat artysta musiał więc wrócić do pracy – nagrywania płyt i koncertów. Legendarny bard to nie pierwsza i nie ostatnia ofiara chciwości w świecie show-biznesu.

Podobno został muzykiem dlatego, że nie mógł się utrzymać z pisania. To niezupełnie prawda – Leonard Cohen mógł żyć na przyzwoitym poziomie dzięki zyskom z rodzinnej firmy, honorariom z publikowanych regularnie książek i stypendiom naukowym. Karierę piosenkarza zaczął dopiero po trzydziestce, wbrew radom przyjaciół i wydawców muzycznych. Dobrze, że ich nie posłuchał – do dziś Cohen sprzedał na świecie kilkanaście milionów płyt i zyskał status ikony popkultury. Jego piosenki doczekały się tysięcy coverów w wykonaniu artystów kilku pokoleń. Słynne „Hallelujah” jest nie tylko jedną z ulubionych piosenek weselnych na świecie i fragmentem ścieżki dźwiękowej niezliczonych filmów, np. „Shreka” (2001) – w najsłynniejszej wersji Jeffa Buckleya, to także jeden z najczęściej wykonywanych utworów we wszelkiego rodzaju programach typu talent-show. Niezłe pieniądze przynosiły też poecie przez lata tantiemy z radiowej emisji jego przebojów, takich „I'm Your Man”, „Suzanne” albo „The Last Waltz”. I tak Leonard Cohen został multimilionerem. A potem z naiwności bankrutem.

Praca dla przyjemności

A wszystko to za sprawą Kelley Lynch, która była menedżerką Leonarda Cohena przez 17 lat. Artysta zatrudniał też jej ojca, a przez krótki czas łączyła go z kobietą – jak sam mówi – „niezobowiązująca relacja intymna”. Szybko zakończyli romans, ale pozostali bliskimi przyjaciółmi i partnerami w interesach. Cohen ufał Lynch bezgranicznie – do tego stopnia, że dał jej całkowite pełnomocnictwo do zarządzania swoimi prawami autorskimi i majątkiem.
W 1994 roku – po prawie trzech dekadach błyskotliwej kariery – sześćdziesięcioletni wówczas pieśniarz, który miał na koncie 11 albumów, 11 książek i miliony dolarów, postanowił odpocząć. Następne pięć lat walczący z ciężką depresją Cohen spędził w klasztorze zen na Mount Baldy koło Los Angeles, gdzie był asystentem i osobistym kucharzem mistrza Kyozana Joshu Sasaki Roshiego. – Narkotyki, kobiety, alkohol, religia. To wszystko miało poprawić mój stan psychiczny. Ludzie nie rozumieją, w jakiej rozpaczy wtedy byłem. Dziwią się: ma pieniądze, fani go kochają, zrobił karierę, napisał sporo pięknych piosenek – na co tu narzekać? – mówił bard w jednym z wywiadów. W 1996 roku został mnichem i przybrał imię Jikan, czyli Milczący. Wstawał o 2.30 nad ranem, czas dzielił między gotowanie i medytację. Odmieniony i wyleczony wrócił do Los Angeles, by nagrywać kolejne płyty – m.in. „Ten New Songs” (2002), która tylko w Polsce sprzedała się w ponadstutysięcznym nakładzie. Jednak wciąż mówił o sobie, że jest emerytowanym poetą i wyznawał dziennikarzom, jaką artystyczną wolność daje mu świadomość, że pracuje już tylko dla przyjemności.

Bankructwo

Tymczasem jeszcze podczas pobytu artysty w buddyjskiej świątyni Kelley Lynch sprzedała prawa do mnóstwa jego piosenek firmie Sony. Dwie transakcje – z 1997 i 2001 roku – miały w sumie wartość ok. 13 milionów dolarów. Pięć milionów natychmiast zainwestowano, by Cohen uniknął zapłacenia podatku. Pozostała suma trafiła do założonej przez Lynch firmy, która miała zapewnić artyście dostatnią emeryturę. Także z powodów podatkowych menedżerka miała w owym przedsiębiorstwie  95 proc. udziałów, kanadyjski bard – 5. Jednak wszystkie pieniądze z lukratywnych transakcji z muzycznym gigantem, a także z długofalowych inwestycji i tantiem trafiły na konto Lynch. Rachunek Cohena latami obciążano też horrendalnymi wydatkami z jej karty kredytowej. Zajmujący się również majątkiem pieśniarza Neal Greenberg (wynajęty w 1996 roku przez Lynch) podobno ostrzegał Cohena, że z jego kont znikają pieniądze, ten jednak zlekceważył te informacje. Nie miał więc pojęcia o stanie swoich finansów do czasu, aż jego córka Lorca, zaalarmowana przez jednego z pracowników Kelley, w 2005 roku namówiła go, by wreszcie odwiedził swój bank. – Wydawało mi się, że kontroluję wszystko, co dotyczy moich pieniędzy. Nie pomyślałem tylko, że najbliższa współpracownica i przyjaciółka będzie chciała mnie oszukać – zdruzgotany wyznał prasie. Okazało się, że z wielomilionowych oszczędności poety pozostało tylko ok. 150 tys. dolarów, a ta suma nie wystarczała nawet na pokrycie jego zobowiązań wobec fiskusa, które wynosiły ok. 10 razy więcej.

Prześladowany bard

Leonard Cohen natychmiast zablokował dostęp Kelley do kont, zwolnił ją, a wkrótce potem oskarżył o kradzież ponad 5 milionów dolarów. Dawna kochanka zdążyła jeszcze wypłacić z banku należące do artysty 40 tysięcy dolarów i... zaczęła go prześladować. Wysyłała mu dziesiątki obraźliwych SMS-ów i wulgarnych e-maili dziennie, nagrywała pogróżki na poczcie głosowej, nachodziła w domu, terroryzowała jego rodzinę i rzucała publicznie fałszywe oskarżenia. Cohen zdobył wprawdzie dla Lynch sądowy zakaz zbliżania się w kilku stanach, ale kobieta notorycznie go łamała. – Nie tylko chciała zniszczyć moją reputację, ale zamieniła moje życie w piekło na ziemi – żalił się artysta w trakcie rozprawy, jaką wytoczył swojej byłej menedżerce.
Jego adwokaci przedstawili kilkanaście opasłych segregatorów z kopiami e-maili, jakimi pięćdziesięciopięcioletnia pozwana zasypywała swojego dawnego pracodawcę. Kobieta, która rocznie dostawała od Cohena pensję w wysokości ok. 90 tysięcy dolarów, nazywała go m.in. „chorym człowiekiem”, „narkomanem” i „zboczeńcem zasługującym na powieszenie”.
Jednocześnie ze sprawą wytoczoną przez Cohena ruszył proces, jaki za zrujnowanie reputacji wytoczył pieśniarzowi Neal Greenberg. Finansista poczuł się dotknięty stwierdzeniami artysty, że wcale dobrze nie zarządzał jego majątkiem. Ta sprawa szybko zakończyła się ugodą – jej warunki były tajne.

Wszystko dla sztuki

Cohen wygrał sądową batalię z Kelly Lynch, chociaż odniósł tylko moralne zwycięstwo. Zgodnie z wyrokiem wydanym w 2006 roku menedżerka miała zapłacić artyście 9,5 miliona dolarów, do dziś jednak tego nie zrobiła. W 2012 roku ponownie złamała zakaz zbliżania się do Leonarda. Tym razem skazano ją na 18 miesięcy więzienia w zawieszeniu na pięć lat i – ponownie – nakazano wpłacenie 9,5 miliona dolarów na konto Cohena. I znów bez skutku.
Żeby pokryć koszty procesu przeciw Lynch i podatków, Cohen zastawił swój pozostały majątek. Nie był on imponujący, bowiem autor „Everybody Knows” zawsze żył dość skromnie. Należy do niego stary, przez dekady nieremontowany dom rodzinny w Montrealu. Drugi, w Los Angeles, dzieli z córką Lorcą oraz przyjaciółką – piosenkarką i kompozytorką Anjani Thomas.
Zmuszony przez okoliczności Kawaler Orderu Kanady i zdobywca nagrody Grammy wrócił do studia nagraniowego i na koncerty. Wkrótce artysta – rocznik 1934 – wyruszył w pierwszą od 15 lat i najdłuższą (2008–2010) w swej karierze trasę koncertową, podczas której odwiedził także kilka polskich miast. Wydał kolejne świetne płyty – „Old Ideas” (2012) i „Popular Problems” (2014), a ostatnio zapowiedział, że w maju 2015 roku ukaże się kolejna „Can't Forget: A Souvenir of the Grand Tour”. Będzie to swoista pamiątka z owego tournée sprzed pięciu laty, podczas którego pieśniarz wystąpił 256 razy dla prawie trzech milionów widzów na czterech kontynentach. Fani Leonarda Cohena i krytycy muzyczni uważają więc, że jego pazerna menedżerka – choć pozbawiła go oszczędności całego życia – przysłużyła się sztuce. A koncerty tylko z 2009 roku przyniosły niedawnemu bankrutowi... ok. 9,5 miliona dolarów, czyli tyle, ile według sądu powinna zapłacić mu Lynch.

Wina i kara

Okazuje się jednak, że przypadek Leonarda Cohena nie jest odosobniony. W 2012 roku wyszło na jaw, że Rickey Charles Goodrich, menedżer kultowego zespołu Pearl Jam, przez lata okradał swoich pracodawców. Z kont grupy wyprowadził w sumie ok. 380 tysięcy dolarów i wykorzystał je, by spłacić długi własne i zaciągnięte przez jego uzależnioną od zakupów żonę. Sprawa sądowa przeciw złodziejowi ciągnęła się przez rok i zakończyła ugodą, w ramach której menedżer ma zwrócić część „łupu” w ratach.
Ofiarą nieuczciwej pracownicy padł także Adam Clayton, basista irlandzkiej formacji U2. Muzyk oskarżył swoją asystentkę o kradzież ponad 2,5 miliona dolarów. Carol Hawkins została przyłapana w 2009 roku, gdy wypłacała kolejną dużą sumę pieniędzy z konta Claytona za pomocą karty debetowej, regularnie korzystała też z jego kart kredytowych. Śledczy ustalili, że z tych funduszy Hawkins kupiła luksusowy apartament w Nowym Jorku, 22 konie i egzotyczne wakacje dla swojej licznej rodziny. Swoim mieszkającym w USA dzieciom fundowała też kursy plastyczne, filmowe i projektowania mody. Clayton zwolnił nieuczciwą asystentkę, ale tak martwił się o jej stan psychiczny, że przez kilka miesięcy... opłacał jej terapeutę, by nie targnęła się na swoje życie. Irlandzki sąd okazał się mniej troskliwy i w ubiegłym roku skazał Hawkins na siedem lat więzienia.
Z kolei na pieniądze aktora, reżysera i scenarzysty Jamesa Franco połasił się jego menedżer Miles Levy. Co ciekawe, proces przeciw niemu wytoczył nie nominowany do Oscara artysta, ale... wspólnicy Levy’ego. Oszust oznajmił bowiem pewnego dnia swoim biznesowym partnerom, że za usługi ich wspólnej firmy Franco nie będzie już płacił – jak przez lata – 15 proc. od swoich zysków, a tylko 10 proc. Jedną trzecią należnej przedsiębiorstwu sumy Levy zachowywał więc dla siebie i przelewał na konto fikcyjnej firmy, którą stworzył w tym celu. Sprawa toczyła się w sądzie przez trzy miesiące i zakończyła cichą ugodą, a James Franco zrezygnował z usług dotychczasowych menedżerów, którzy reprezentowali go przez prawie dwie dekady.

Wszystko zostaje w rodzinie

Młode hollywoodzkie gwiazdy wielokrotnie oskarżały o nieuczciwość... swoich rodziców. Macaulay Culkin, niezapomniany odtwórca tytułowej roli w komedii „Kevin sam w domu” (1990), równą jak w filmie rezolutnością wykazał się w sądzie. O wyłączne prawa do opieki nad 15-letnim aktorem toczyli bezpardonową walkę jego rodzice, Kit Culkin i Patricia Bentrup. Sprawy sądowe doprowadziły ich na skraj bankructwa. Chłopak podejrzewał więc, że jego najbliższym chodzi nie tyle o jego dobro, ile o fortunę, której dorobił się dzięki rolom filmowym. Jego majątek szacowano wówczas na 17 milionów dolarów, czyli jedną trzecią sumy, jaka była na koncie Macaulaya, zanim jego opiekunowie zaczęli prawne spory. Nastolatek wystąpił więc w 1995 roku o uniemożliwienie rodzicom dostępu do pieniędzy z jego funduszu powierniczego. Sąd przyznał mu prawo do wyłącznego korzystania z majątku. Culkin junior zaś zerwał wszelkie kontakty z chciwym i despotycznym ojcem, który przez lata był też jego menedżerem.
Ostatnio szastanie cudzymi pieniędzmi zarzuciło swoim rodzicom dwoje innych młodych aktorów. Siedemnastoletni Billy Unger, grający m.in. w disnejowskim serialu „Szczury laboratoryjne”, kilka tygodni temu zerwał kontrakt ze swoim agentem i ojcem Williamem, który miał wydawać pieniądze syna na utrzymanie swojej przyjaciółki. Z kolei w kwietniu tego roku nieco starsza od Billy’ego Mischa Barton, gwiazdka młodzieżowego serialu „Życie na fali”, pozwała swoją matkę Nualę za wieloletnie sprzeniewierzanie majątku i wykorzystywanie sławy córki do własnych celów.
Burzliwie rozstali się też najsłynniejszy szef kuchni Gordon Ramsay i jego teść Chris Hutcheson. Kucharz celebryta wyrzucił ojca żony ze swojej firmy, gdy się okazało, że Hutcheson opłaca z nieswoich pieniędzy liczne kochanki.

Uchodźca z Hollywood

Wśród wielu smutnych spraw o sprzeniewierzenie majątku nie brakuje też humorystycznej. Oto bowiem na fortuny, a nawet życie słynnych aktorów ma dybać – zdaniem Randy’ego Quaida (starszego brata słynniejszego Dennisa) – „gang oprawców hollywoodzkich gwiazd”. Nominowany do Oscara Randy, który wystąpił w ok. 100 produkcjach filmowych i telewizyjnych, utrzymuje, że kilka lat temu wplątano go w misterną i niebezpieczną intrygę. W 2011 roku zabiegał nawet z tego powodu o status uchodźcy w Kanadzie, dokąd uciekł z Los Angeles ze swoją żoną Evi. Grupa równie bezwzględnych co tajemniczych przestępców stoi – według Quaida i wbrew wynikom oficjalnych śledztw – za śmiercią m.in. Davida Carradine’a, Heatha Ledgera i Chrisa Penna (brata Seana). – Śledzą nas, namierzają nasze telefony, hakują komputery – twierdził Randy w jednym z wywiadów. – Gang księgowych, agentów nieruchomości i prawników od lat mnie okrada, niszczy i zniesławia. Teraz chcą mnie zamordować, żeby zagarnąć mój majątek.
Aktor nie znalazł wiele zrozumienia dla swojej spiskowej teorii. Dziennikarze, a nawet jego przyjaciele mówią, że popada w chorobę psychiczną. Albo sądzą, że niedorzeczne opowieści 65-letniego aktora to sposób na uporanie się z dramatyczną sytuacją finansową. Państwo Quaidowie mają bowiem wielomilionowe długi. I często trafiają przed sąd – albo w roli pozwanych za niezapłacone rachunki, niestawianie się na rozprawach i wandalizm, albo jako pozywający swoich menedżerów i prawników, którzy rzekomo ukradli im mnóstwo pieniędzy. Niedawno Randy opublikował w serwisie YouTube wideo, które przez internautów już jest nazywane najdziwniejszym filmem 2015 roku. Aktor przedstawia tam własną, mocno pokrętną i raczej niezamierzenie zabawną wizję rzeczywistości. Ci, którzy nie wierzą w jego postępującą paranoję, uważają, że to kolejna rozpaczliwa próba odzyskania popularności.

 

Dodaj nowy komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.