Ilu z nas jest bez pracy?

0
7

W polskich urzędach pracy zarejestrowanych jest nieco ponad 1,5 mln osób. Nie oznacza to jednak, że tylu z nas faktycznie pozostaje bez zarobku.

Oficjalne dane nie biorą pod uwagę szarej strefy, osób zniechęconych długotrwałym poszukiwaniem zajęcia, a także wielu rolników. Słuchając komunikatów na temat stopy bezrobocia, niezorientowana osoba może odnieść wrażenie, że ktoś manipuluje publikowanymi danymi. O ile bowiem według odczytu z końca listopada 2015 roku, który opublikował Główny Urząd Statystyczny, bez pracy w naszym kraju pozostawało 9,6 proc. osób, o tyle komunikat Eurostatu mówi, że w tym czasie bezrobocie wynosiło u nas zaledwie 7,2 proc. Mimo że podane wartości znacząco różnią się od siebie, to w rzeczywistości oba odczyty są prawidłowe! Dysproporcje wynikają bowiem nie z błędów pomiaru czy prób naginania rzeczywistości, ale z powodu innej metodologii stosowanej przez oba urzędy.

Bezrobocie po polsku

W polskich warunkach stopę bezrobocia ustala się jako odsetek osób zarejestrowanych w urzędach pracy w stosunku do całkowitej liczby osób aktywnych zawodowo. Bezrobotnym jest osoba, która ukończyła 18. rok życia i nie posiada żadnej umowy o pracę lub innej umowy, która wiązałaby ją z pracodawcą (umowa o dzieło, zlecenie). Bardzo istotna jest także chęć podjęcia pracy oraz aktywne starania, aby ją pozyskać. Ostatnie odczyty poziomu bezrobocia rejestrowanego pokazywały dynamiczny spadek liczby osób korzystających z usług „pośredniaków”. Według stanu z 30 listopada 2015 roku było ich zaledwie 1,53 mln, co w porównaniu z podobnym okresem rok wcześniej jest wynikiem niemal o 0,27 mln osób niższym. Spadająca liczba bezrobotnych jest efektem utrzymującej się od dłuższego czasu korzystnej koniunktury gospodarczej – polskie PKB nieprzerwanie od I kwartału 2014 roku rośnie w tempie powyżej 3 proc. rocznie.

Pewne zasługi w poprawie sytuacji na polskim rynku pracy należy przypisać także niedawnej reformie urzędów pracy. W myśl nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, która weszła w życie w maju 2014 roku, wprowadzono m.in. programy aktywizujące osoby bez doświadczenia zawodowego, a także grupę pracowników w wieku powyżej 50. roku życia. Dodatkowo przyjęto także system premiowania osób zatrudnionych w urzędach pracy, co zwiększyło ich efektywność. Stopa bezrobocia już jesienią ubiegłego roku trwale zeszła poniżej poziomu 10 proc. Tak dobrze na polskim rynku pracy ostatni raz było w 2008 roku.

Jak to się robi w Europie?

Osoba bezrobotna według metodologii BAEL, a taką stosuje Europejski Urząd Statystyczny, definiowana jest w zupełnie inny sposób. Przede wszystkim szerszy jest przedział wiekowy, gdyż do grupy bezrobotnych może być zaliczona każda osoba w wieku pomiędzy 15. a 74. rokiem życia. Największa różnica polega jednak na kwestii podejścia do stosunku pracy. Unijna metodologia nie mówi bowiem niczego na temat prawnej formy zatrudnienia – ważne jest jedynie to, czy badany w ostatnim tygodniu pracował czy nie. Tu pojawia się słowo klucz: „badany”. O ile bowiem GUS wykorzystuje twarde dane pochodzące z urzędów pracy, o tyle pomiar bezrobocia metodą BAEL odbywa się w formie ankietowej. W polskich warunkach próba liczy sobie z reguły około 30 tys. gospodarstw domowych i co chyba najistotniejsze – kwalifikacja danej osoby jako bezrobotnego odbywa się wyłącznie na podstawie jego osobistej deklaracji, co w rzeczywistości nie musi wcale być prawdą. Jest jeszcze jedna różnica – jeśli ankietowany informuje, że jeszcze nie podjął pracy, ale już ją znalazł i zamierza rozpocząć nie później niż za trzy miesiące – wówczas także trafia do grupy zatrudnionych. Odrębną kwestię stanowią tutaj rolnicy – według krajowej definicji status bezrobotnego nie przysługuje posiadaczowi nieruchomości rolnej o powierzchni powyżej 2 hektarów. Wyliczona w ten sposób stopa bezrobocia wynosiła w ostatnich latach od 2,5 do 3,5 proc. mniej niż ta ustalana w oparciu o dane z urzędów pracy.

GUS nie pozostaje dłużny

Główny Urząd Statystyczny nie ogranicza się jednak do pomiaru bezrobocia rejestrowego. Równolegle z Eurostatem prowadzi własne badanie aktywności ekonomicznej ludności (skrót to właśnie BAEL). Dane publikowane są raz na kwartał. Ostatni odczyt za III kwartał 2015 roku wykazał, że odsetek bezrobotnych w naszym kraju wynosił zaledwie 7,1 proc. Warto tu zwrócić uwagę na niemal 100-procentową zbieżność z danymi europejskiej agencji.

Interesujące podejście do rynku pracy prezentują także analitycy spółki PMR Research, którzy co kwartał publikują wskaźnik tzw. rzeczywistej stopy bezrobocia. Odczyt z końca września 2015 roku mówi, że bez pracy pozostawało w Polsce 11 proc. osób. To wynik znacznie wyższy niż dane za ten okres publikowane przez GUS czy Eurostat (odpowiednio 9,7 oraz 7,1 proc.). Różnica polega bowiem na uwzględnieniu w wyliczeniach tzw. wskaźnika U2. Jest to kategoria biorąca pod uwagę również osoby zniechęcone długotrwałym poszukiwaniem pracy oraz te, które zmuszone są do pracy w niepełnym wymiarze godzinowym. Taka forma pomiaru wydaje się znacznie lepiej prezentować faktyczną sytuację panującą na rynku pracy.

Co z szarą strefą?

W kontekście pomiaru stopy bezrobocia nie można zapomnieć także o szarej strefie gospodarczej. Jej badaniem zajmuje się m.in. Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową. Według niego w ubiegłym roku w drugim obiegu zostały wytworzone dobra i usługi o wartości blisko 340 miliardów złotych. Stanowi to równowartość aż 19,2 proc. polskiego PKB, a liczba osób pracująca w szarej strefie szacowana jest nawet na milion osób. Należy jednak zaznaczyć, że nie można traktować tej grupy jako osobnej kategorii pracowników. Osoba wykonująca usługi „na czarno” rów-nocześnie może pracować w ramach pełnoprawnego stosunku pracy. Nie-możliwe jest więc skorygowanie oficjalnej stopy bezrobocia o szacunkową liczbę osób zasilających drugi obieg, gdyż w wielu przypadkach takie osoby kwalifikują się do obu obszarów. Dane IBnGR pokazują jednak pozytywne tendencje zachodzące w polskiej gospodarce. Z roku na rok wielkość szarej strefy ulega bowiem zmniejszeniu. Jeszcze w 2012 roku jej rozmiar szacowany był na ponad 21 proc. wielkości PKB. Marginalizacji tego obszaru sprzyja m.in. upowszechnienie bezgotówkowej formy płatności, a także wzrost oficjalnego poziomu wynagrodzeń w naszym kraju. Niestety, Polsce wciąż jest jednak daleko do europejskich liderów. W przypadku takich państw, jak Niemcy czy Holandia, wielkość szarej strefy jest nawet dwukrotnie mniejsza niż u nas.

Dobrze w Wielkopolsce, źle na Mazurach

W zależności od regionu sytuacja panująca na rynku pracy jest bardzo zróżnicowana. Zdecydowanie najłatwiej o pracę jest obecnie w województwie wielkopolskim. Tutaj stopa bezrobocia rejestrowanego na koniec listopada ubiegłego roku wyniosła zaledwie 6,1 proc., a dla samego Poznania zaledwie 2,4 proc. Mocny rynek pracy znajduje się także w województwach śląskim i mazowieckim z bezrobociem na poziomie odpowiednio: 8,1 i 8,4 proc. Tutaj podobnie jak w przypadku Wielkopolski motorami aktywności zawodowej są główne miasta regionów. W przypadku Katowic tylko 3,9 proc. osób korzystało z usług urzędów pracy, a w Warszawie zaledwie 3,5 proc. Stopa bezrobocia poniżej 4,5 proc. utrzymywała się także we Wrocławiu oraz Trójmieście. Zdecydowanie najtrudniej o pracę jest natomiast w województwie warmińsko-mazurskim, gdzie stopa bezrobocia pod koniec 2015 roku wynosiła aż 15,9 proc. Listopadowy odczyt pokazuje jednak znaczną poprawę sytuacji w regionie. Jeszcze dwa lata wcześniej co piąta osoba pozostawała tam bez zajęcia. Niemniej w dalszym ciągu występują w województwie takie miejsca, gdzie praca postrzegana jest jako symbol luksusu. W powiatach piskim i kętrzyńskim bezrobocie wynosi powyżej 26,5 proc. We wszystkich pozostałych województwach stopa bezrobocia rejestrowanego jest równa lub niższa niż 13 proc.

Co czeka nas w przyszłości?

Zdania co do przyszłej sytuacji na polskim rynku pracy są podzielone. Według dominującej opinii stopa bezrobocia w kolejnych latach będzie w dalszym ciągu systematycznie spadać. Potwierdzeniem tej tezy są m.in. prognozy demograficzne dla naszego kraju. GUS szacuje, że liczba osób w wieku poprodukcyjnym (powyżej 65. roku życia) w ciągu najbliższych 20 lat zwiększy się niemal o połowę, natomiast udział grupy aktywnej zawodowo znacznie się obniży. Tego typu tendencje już zaczynają być widoczne na polskim rynku pracy. Pokazują je m.in. dane na temat liczby osób zatrudnionych w krajowej gospodarce. W ostatnim czasie mamy bowiem do czynienia ze zjawiskiem, w którym spadek stopy bezrobocia wcale nie prowadzi do wzrostu łącznej liczby osób zatrudnionych.

Przykładowo w okresie między styczniem 2014 a majem 2015 roku liczba osób zarejestrowanych w urzędach pracy zmniejszyła się o prawie 560 tys. osób. Jednak w tym samym czasie łączny poziom zatrudnienia wzrósł jedynie o ok. 415 tys. osób. Sporą część z powstałej różnicy stanowią osoby, które odeszły na emeryturę. Z tego powodu w bliskiej przyszłości możemy doświadczyć dynamicznego wzrost wynagrodzeń w polskiej gospodarce – malejąca liczba pracowników nasili bowiem presję na wyższe płace. Ale jednocześnie bardzo mocno obciążony zostanie polski system emerytalny.Spotkać się można jednak także z odmienną teorią, w myśl której braki w krajowej sile roboczej zostaną uzupełnione imigrantami – głównie z Ukrainy czy państw azjatyckich.

Stopa bezrobocia nie jest wcale jedynym wskaźnikiem obrazującym kondycję rynku pracy, choć najpopularniejszym. Przy analizie należy brać pod uwagę także takie dane, jak: dynamika płac, perspektywy dla wzrostu gospodarczego danego kraju oraz wspominane już tendencje demograficzne. Nie bez znaczenia są także pozornie nieistotne dla bezrobocia wskaźniki, jak np. odsetek osób wynajmujących nieruchomość oraz posiadających ją na własność (z reguły kupioną na kredyt). Pierwszy z przypadków istotnie zwiększa mobilność pracowników, podczas gdy drugi znacznie ogranicza ich potencjał. Dopiero tak skonstruowana analiza pozwala określić, jaka jest faktyczna kondycja danego rynku pracy.

Artykuł pochodzi z nr 2/2016 Eurogospodarki

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here