Komornicza bezsilność. Bo tylko chodzi o odprawę?

0
12

Emeryt od ponad dwóch lat walczy, by były pracodawca wypłacił mu zaległą odprawę emerytalną. Ma tytuł egzekucyjny, ale poznański komornik umorzył postępowanie.

Pan Marian Flunt z Brzegu Dolnego jest po sześćdziesiątce. Dwa lata temu pod koniec sierpnia pracodawca wypowiedział mu umowę o pracę, choć był już w okresie ochronnym. Co to oznacza, mówi art. 39 kodeksu pracy: „Pracodawca nie może wypowiedzieć umowy o pracę pracownikowi, któremu brakuje nie więcej niż 4 lata do osiągnięcia wieku emerytalnego, jeżeli okres zatrudnienia umożliwia mu uzyskanie prawa do emerytury z osiągnięciem tego wieku”.
– Zwolnili mnie na niecałe pięć miesięcy przed przejściem na emeryturę – opowiada Flunt.
Sprzedawał pościel wełnianą, materace, masujące poduszki. Drogie. – Ale starłem się nie naciągać klientów. Bo to najczęściej osoby starsze. Mam żonę po czterech udarach, więc wiem, co oznacza dla rodziny osoba chora lub niepełnosprawna – opowiada emeryt.
Towar oferował głównie klientom, którzy posiadali orzeczony stopień niepełnosprawności i na tej podstawie mogli otrzymać 60-procentową dotację z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Niektóre produkty mogły być kwalifikowane jako sprzęt rehabilitacyjny.
– Tylko wtedy klientów było na to stać. Np. poduszka masująca firmy Casada, którą Remes sprzedawał, kosztowała 1650 zł (23 proc. VAT) i na nią moi klienci otrzymywali 60 proc. dotacji z PFRON – mówi Flunt. – Ale właściciel firmy wymyślił „superpromocję”. Klient za tę samą poduszkę płacił 1 zł (od tego 23 proc. VAT firma odprowadzała fiskusowi), ale kupujący dostawał do tej poduszki prezent w postaci materaca wełnianego (7 proc. VAT) za cenę 1649 zł. Miałem wciskać klientom, że to jest dla nich korzystne. Dobre było dla firmy, bo zamiast 23 proc. VAT od kwoty 1650 zł odprowadzała 7 proc. od 1549 zł. A niepełnosprawny mógł z PFRON uzyskać jedynie 60 proc. od 1 zł, bo materac nie jest sprzętem rehabilitacyjnym. Dlatego nie chciałem sprzedawać produktów promocyjnych i pewnie za to mnie wyrzucili.
Ponieważ nie dostał odprawy, pozwał pracodawcę. I wygrał. 2 października 2013 r. Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Śródmieście, Wydział Pracy i Ubezpieczeń zasądził na rzecz pracownika prawie 6,5 tys. zł i nadał klauzulę natychmiastowej wykonalności. Dziś z odsetkami to ponad 9 tys. zł.

Pracodawca jest, ale go nie ma

Flunt był zatrudniony jako przedstawiciel handlowy na Dolny Śląsk w spółkach zajmujących się między innymi handlem bezpośrednim: Remes, Agna, Remes Prestige. Ale tak naprawdę sprawa wcale nie jest tak prosta.
– Wyrok o wypłatę odprawy emerytalnej i odszkodowania dotyczył firmy Remes Prestige, która w trakcie procesu sądowego zmieniła nazwę na Listop. Według Krajowego Rejestru Sądowego właścicielem tych spółek była firma Remes należąca do Bartosza Remplewicza. Jest on także właścicielem hotelu Remes w Opalenicy – wyjaśnia emeryt. Flunt przeprowadził skrupulatne śledztwo w sprawie powiązań osób i spółek, które są jego dłużnikami.
Jak się okazało spółki: Remes, Agna, Remes Prestige, Listop to jedna i ta sama firma tylko zmieniająca nazwy. Nazwiska osób zarządzających nimi też się powtarzają: Bogdan Ofierzyński, Bartosz Remplewicz, Romana Remplewicz oraz Marek Knobloch. Kiedy zagląda się do Krajowego Rejestru Sądowego, widać, jak jedna przekształca się w następną, a ta w kolejną, jak zmieniają się adresy siedzib, a to Poznań, a to Opalenica. Dziś ostatnia firma z tego łańcuszka spółek – Listop – jest w likwidacji.

Sfałszowane świadectwo pracy

Na początku 2013 r. postępowanie sądowe w sprawie pana Mariana zostało zawieszone do momentu, gdy ZUS przyzna mu emeryturę. Dlaczego?
– Ponieważ pracodawca zakwestionował prawdziwość moich świadectw pracy. Twierdził, że je sfałszowałem i wcale nie byłem w okresie ochronnym. To mogła być zagrywka na przedłużanie procesu – wspomina z oburzeniem Flunt.
Dwa miesiące później ZUS przyznał Marianowi emeryturę.
– W tym momencie zaczęły się znów dziać dziwne rzeczy u mojego byłego pracodawcy. Nagle jeden z prezesów złożył rezygnację z funkcji w zarządzie Remes Prestige Sp. z o.o i na tej podstawie pełnomocnik pozwanej spółki złożył wniosek o odroczenie rozprawy do momentu powołania nowego prezesa – opowiada Marian.
Odroczenie trwało kilka miesięcy.
– Zniecierpliwiony wystąpiłem z wnioskiem do sądu, by zobowiązać stronę pozwaną do ustalenia osoby odpowiedzialnej za to, by proces mógł się toczyć – kontynuuje emeryt. – Ale w odpowiedzi pełnomocnik pozwanego poinformował sąd, że firma Remes Prestige Sp. z o.o zmieniła nazwę na Listop. Jedne nazwiska znikały z zarządów spółek, inne się pojawiały. Aż wreszcie firma Remes należąca do Remplewicza (głównego udziałowca Listopa) wycofała się i Listop upadł. Dziś jest w stanie likwidacji. Myśli pani, że to wszystko działo się przypadkiem?
Chciałam poprosić o komentarz prezesów spółek, które zatrudniały Flunta. Zwracałam się o pomoc do kancelarii prawnej, która występowała w imieniu pozwanych firm, ale odmówiła mi pomocy. Pytania wysłałam poprzez biuro markietingowe hotelu w Opalenicy, którego właścicielem jest Bartosz Remplewicz. Dzwoniłam. Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Wreszcie dodzwoniłam się do prezesa Bogdana Ofierzyńskiego. Nie chciał rozmawiać.

Komornik spasował

Choć Flunt wskazał majątek spółek, w których pracował: biurowiec, magazyny, konta, hotel w Opalenicy, komornik jednak nawet tych jego kilku tysięcy złotych nie odzyskał.
– Postępowanie egzekucyjne było prowadzone przez poznańskiego komornika Tymoteusza Jacynę-Onyszkiewicza od 17.03.2014 do 20.02.2015 .r i zostało umorzone „wobec całkowitej bezskuteczności”– wyjaśnia Marek Grzelak, rzecznik prasowy poznańskiej Izby Komorniczej.
Według komornika dłużnik nie posiada żadnego majątku.
– A hotel w Opalenicy, budynki firmowe czy siedziba firmy Remes? – dziwi się Marian.– Nie potrafię zrozumieć, dlaczego komornik nie może się do tego dobrać.
Sprawdziłam w KRS część tego majątku należy lub należała do spółek Remplewicza. A sam hotel Remes w 2013 r. zarobił ponad 830 tys. zł.
Jacyna-Onyszkiewicz twierdzi, że dokonał zajęcia konta bankowego dłużników (Remes Prestige i Listop), ale do zajętego rachunku wystąpili inni wierzyciele, w tym urząd skarbowy.
– Reasumując, komornik wykorzystał wszystkie możliwości wyegzekwowania należnych panu Marianowi środków, jednak, mówiąc kolokwialnie, „z pustego to i Salomon nie naleje”– podsumowuje Marek Grzelak.
– Po umorzeniu postępowania komornik poinformował mnie, że mogę zwrócić się do sądu o nadanie klauzuli wykonalności na członków zarządu spółek i wszcząć egzekucję z ich majątku osobistego – dodaje emeryt. – Zrobię to. Na razie wysłał do prezesów Ofierzyńskiego i Knoblocha wezwanie do zapłaty. Jak nie zapłacą, pójdzie po sądową klauzulę wykonalności.
– Czy moi dawni pracodawcy są tak sprytni, czy komornik nieporadny? – zastanawia się Flunt.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here