Kupił komórkę. Zadzwonił. Zapłacił ponad 7 tysięcy.

0
6

Jak Walduś napykał sobie długów przez komórkę?

Przed zimą zdjęli dach. Przedtem odcięli ciepłą wodę, potem załatwili – odmownie – kanalizację. Z zacnej kamienicy zrobił się chlew.
Owa kamienica stała (i mam nadzieję, że nadal stoi!) w pewnym bliskostutysięcznym mieście na zachodzie kraju, przy ulicy Słowackiego 7. Wieszcz nic wspólnego z owym grodem nie miał. Na trzecim piętrze pod numerem 13 mieszkała wdowa Wanda K. lat 63 wraz z synem Waldemarem, 36-letnim kawalerem. – Mąż mój, nieboszczyk, zalet żadnych nie posiadał – mawiała Wanda K. – Ale dwie cenne rzeczy mi po sobie pozostawił: syna i to mieszkanko. Panie, świeć nad jego nędzną duszą!

Waldemar po tatusiu odziedziczył umiejętność rozmijania się z robotą

Aż wreszcie pani Wanda nie wytrzymała, trochę pogroziła, trochę obiecała (głównie telefon komórkowy), no i Walduś najpierw udał się na kurs prawa jazdy do kierowania autobusem, czyli D+E, finansowany przez miasto, a następnie – o cudzie! – zatrudnił się w charakterze szofera jednej z dwu istniejących tu linii komunikacyjnych, konkretnie na „2”. Kilka tygodni potem otrzymał od kochającej mamusi upragniony aparat łączności bezprzewodowej.
Początkowo robota Waldemarowi się podobała. Trochę pokręcił kółkiem i pół godziny odpoczynku na pętli. I od nowa. Czasem na tę pętle tak mu się spieszyło, że kilka przystanków, jako mniej ważnych – pomijał. A na postoju wyciągał komórkę i…
No właśnie, i dzwonił. Najpierw na sekstelefony („wciśnij 1, a pokażę ci to, czego nikt nie widział”, a pod spodem ukazywało się 7,89 zł/min., albo 6,99 zł/min.). Potem Waldek odkrył, że może stać się za darmo, no niemal za darmo, posiadaczem luksusowego volvo V40, o ile tylko będzie właściwie „pykał” w komórce. Oczywiście, każda minuta pykania odpowiednio kosztowała i pykanie kończyło się zawsze komunikatem o niepowodzeniu oraz zaproszeniem do ponownej próby…
…i się napykało. „Nasz klient zapewne zlekceważył dopisek +VAT” – tłumaczył po wystawieniu rachunku na 7 170,58 zł przedstawiciel operatora. A VAT w naszym kraju to 23%, czyli blisko 1/4 rachunku wyjściowego.

Z VAT-em czy bez, Walduś mógł pokryć 70,58 zł, ale 7170,58 zł  to już   zdecydowanie nie

Mama Waldusiowa zresztą – też nie.
Chcąc nie chcąc, ostro przy tym klnąc na system, na ludzi, na życie oraz na nieuczciwą telefonię komórkową, Walduś przyznał się rodzicielce do owego braku 7 tys. zł z „małym haczykiem”. Matka, jak każda matka, najpierw się popłakała, potem się rozdarła, a na koniec podreptała do pani Celinki, która też mieszkała przy ulicy Słowackiego, tyle że pod numerem 13. Pani Celinka często słyszała takie historie jak ta, opowiedziana przez panią Wandeczkę, więc po wypiciu kawusi skierowała ją do pana Ludwisia, który niedaleko prowadził zakład pomocy sąsiedzkiej z bardzo długim, ale wymownym szyldem: Lombard. Skup złota, zegarków, telefonów komórkowych, smartfonów, laptopów, palmtopów, i-podów oraz samochodów. Pożyczki i chwilówki pod zastaw. BIK – zbędny. Jeśli ktoś jeszcze nie wie, to skrót BIK oznacza Biuro Informacji Kredytowej, które informuje, kto ma zdolność kredytową, a kto jej nie ma zdolności kredytowej.
Niemniej prawdą pozostaje, że ani Wanda, ani Waldemar K. przez BIK by raczej nie przeszli. Więc poszli do pana Ludwisia, 50-latka wyposażonego w złoty łańcuch, szafirowy sweter z napisem Ferrari i wspaniały „mięsień piwny” oraz uśmiech od ucha do ucha. Pan Ludwiś przyjął łaskawie w zastaw telefon komórkowy Waldemara z jedyne 70 zł, którą to sumę natychmiast odjął od pożyczki.
A z tą pożyczką poszło tak: pan Ludwiś powiedział, że nijak nie może dać akuratnej sumy 7 170,58 zł, bo „takie coś to przez kompa nie przechodzi względem oprocentowania”. Natomiast może zaoferować 10 tys., żeby pani Wanda miała też „cuś” na zbliżające się święta.

Rat było by 20 po 500 zł miesięcznie,  do tego po 50 zł do każdej raty odnośnie procentu oraz podpis pod zabezpieczeniem. Warunki – lepsze niż w banku!

A jakie to zabezpieczenie? – zapytała ostrożnie pani Wanda.
A co pani ma? – zapytał z głupia frant pan Ludwiś.
Pani Wanda podumała, podumała, aż w końcu jej wyszło, że jedyną wartościową rzeczą, jaką posiada, jest mieszkanko. Waldek wypadł z tej kategorii.
Mieszkanko własnościowe? – zapytał menedżer lombardu.
Tttaaaa
Po dłuższych pertraktacjach pan Ludwiś dał pani Wandzie do podpisania kilkustronicowy formularz, z którego wynikało, że w razie opóźnienia spłaty powyżej 2 tygodni (14 dni!), lombard może przejąć dany lokal tytułem zabezpieczenia długu. Tyle że to wszystko w formularzu zapisane było czcionką bodaj 4-punktową, a pani Wanda wzięła nie te okulary.
Po tej operacji Walduś nadal szoferował w MPK, tyle że na obu pętlach bez komórki mocno się nudził. Z radością zatem przyjął towarzystwo niejakiego „Szczeciny”, występującego ze złotym łańcuchem imponującej grubości oraz w kaszmirowym pulowerku z napisem Ferrari. Pogawędki jęły się powtarzać. Któregoś razu „Szczecina” przyniósł piwo, innym razem dwa.
Wówczas jakiś anonim zadzwonił na policję, ledwie Waldusiowy solbus ruszył z pętli. Kierowca wyleciał z pracy, dostał 1000 zł mandatu i liczne punkty karne. Byłoby „pudło”, gdyby promili było ciut więcej.

Miesięczne raty w lombardzie stały się     niemożliwe do płacenia.

Pan Ludwiś odczekał… 15 dni i sprzedał już swoje mieszkanko pewnemu dżentelmenowi, który dziwnym zbiegiem okoliczności w równie niejasny sposób wszedł uprzednio w posiadanie trzech innych lokali przy ul. Słowackiego 7. W październiku odciął ciepłą wodę, w listopadzie – kanalizację, a w grudniu zabrał się za dach.
Pani Wanda, którą nowy właściciel eksmitował, pobiegła do mecenasów, a ci założyli sprawę o unieważnienie pożyczki. Kiedy wysoki sąd rozpatrzy tę sprawę – trudno wyczuć. Ale chyba wtedy kamienicy już nie będzie…

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here