Lista win się wydłuża

0
4

Łódzki komornik Jarosław Kluczkowski nie tylko nie nadzorował swoich asesorów, którzy zajmowali i sprzedawali majątek osób niezadłużonych. Jako pracodawca łamał przepisy prawa pracy, co potwierdziła kontrola Państwowej Inspekcji Pracy.

We wrześniu i w październiku trwała kontrola inspektorów pracy w kancelarii komornika Jarosława Kluczkowskiego. Nie tylko tam. Weszli także do firmy prowadzonej przez osobę związaną z jednym z pracujących u Kluczkowskiego asesorów. Kontrola trwała 10 dni.

Komornik, o którym głośno

Jarosław Kluczkowski jest zawieszonym w swych czynnościach komornikiem przy Sądzie Rejonowym dla Łodzi-Śródmieścia. Toczy się przeciwko niemu postępowanie dyscyplinarne związane z brakiem nadzoru nad pracą kancelarii i asesorów. O Kluczkowskim było głośno w mediach na początku tego roku, kiedy opisałam aferę z zajęciem i sprzedażą ciągnika należącego do niezadłużonego Radosława Zaremby, rolnika spod Mławy. Traktor został zajęty, bo zdaniem asesora Michała K. był we władaniu prawdziwego dłużnika, czyli szwagra Zaremby. Mało tego. Został bardzo szybko sprzedany bez licytacji. To niejedyna taka sprawa w osławionej kancelarii. Zajmowane były też auta należące do rodzin innych dłużników.

Kiedy sprawy zostały nagłośnione, trzej asesorzy od Kluczkowskiego zaczęli mieć kłopoty. Michał K. dostał zakaz wykonywania zawodu, a dwóch pozostałych zawieszono. Podobnie jak samego komornika. Jego za to, że ciągle był nieobecny w pracy, ustanawiał asesorów swoimi zastępcami, a ci robili, co chcieli. W kancelarii odkryto też inne nieprawidłowości.

Skargi

Dostałam kilka e-maili od ludzi pracujących u Kluczkowskiego. A w nich informacje o łamaniu przepisów kodeksu pracy. Pisali: „Pracownicy pracują w wymiarze ponad ośmiu godzin dziennie, pomimo że zatrudnieni są na jeden etat. Robią tzw. nadgodziny, czyli pracują od godz. 8 do godz. 19.15. Za czas pracy od godz.16 do godz. 19.15 otrzymują dodatkowe, niezaewidencjonowane wynagrodzenie. Liczba takich nadgodzin i rodzaj wykonywanej podczas nich pracy wpisywany jest do zeszytu, który leży na biurku komornika”.

To nie koniec zarzutów stawianych pracodawcy. „Większość pracowników otrzymuje dodatkowe, nierejestrowane wynagrodzenie w kwocie około 500 złotych miesięcznie. Wynagrodzenie to nazywane jest w kancelarii premią. Jednym z warunków otrzymania tego wynagrodzenia jest niekorzystanie ze zwolnienia lekarskiego podczas choroby. Jeżeli jakiś pracownik ze względu na stan zdrowia nie jest w stanie przyjść do pracy, a chce zachować prawo do tzw. premii, to bierze 2–3 dni urlopu wypoczynkowego. Jak tylko apogeum złego samopoczucia mija, to wraca do pracy. Dla większości pracowników 500 zł przy ich minimalnym wynagrodzeniu 1280 zł to ogromna kwota. Dlatego też większość z nich przystaje w milczeniu na taki stan rzeczy”.

Moi informatorzy pisali także o pracy na czarno, a raczej o „wypożyczaniu” przez kancelarię pracowników oficjalnie zatrudnianych w firmie prowadzonej przez kobietę związaną z jednym z asesorów. Takie zarzuty weryfikowali inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy.

Zeznania

Jedna z pracownic przesłuchiwanych przez inspektorów zeznała, iż od maja 2013 roku była zatrudniona w pełnym wymiarze czasu pracy w firmie Marzus, której właścicielką jest Marzena K. Od samego początku została oddelegowana do pracy w kancelarii komornika Kluczkowskiego, ale wynagrodzenie było wypłacane przez macierzystą firmę. Kolejna osoba oświadczyła, iż wykonywała pracę bez pisemnej umowy o pracę od lipca 2015 roku. Wynagrodzenie dostawała „pod stołem”. I podobnie jak inni była „oddelegowana” do komornika.

Wynik kontroli

Inspektorzy potwierdzili zarzuty stawiane przez osoby pracujące u Kluczkowskiego. Dowiedziałam się o tym od Kamila Kałużnego, rzecznika prasowego łódzkiej PIP. Części pracowników nie płacono nadgodzin, umowy o pracę nie były sporządzane na piśmie, w kancelarii zatrudniano bezro-botnych zarejestrowanych w Urzędzie Pracy i pobierających zasiłek. Część pracowników nie została zgłoszona do ubezpieczenia społecznego. A inni nie mieli ważnych badań dopuszczających do pracy lub nie odbyli szkolenia BHP. W dokumentach kadrowych panował bałagan.

Komornik ratuje własną skórę

Komornik poddał się karze. 20 października br. Kluczkowski został przesłuchany przez inspektora pracy jako osoba, której można postawić zarzut ośmiu wykroczeń. Pouczono komornika o prawie do odmowy składania wyjaśnień. Ale jednak przyznał się „do popełnienia zarzucanych czynów”. Wyjaśnił, że do wykroczeń doszło z powodu „zaniedbań w związku z aferą medialną i wyjazdem na wakacje”. W oświadczeniu, które odebrał inspektor pracy, napisał: „Nie miałem na celu oszukać system ubezpieczeń nie zgłaszając osób do ubezpieczenia społecznego, w związku z tym, że posiadam nadpłatę na kontach w ZUS-ie”. „W trakcie kontroli uzupełniłem wszystkie nieprawidłowości i zobowiązuję się przestrzegać przepisów prawa pracy w przyszłości”. „Oświadczam, że wyrażam zgodę na ukaranie (grzywną – red.) i skierowanie wniosku o skazanie mnie bez przeprowadzenia rozprawy”. PIP nie ujawnia wysokości grzywny.

Sprawa Kluczkowskiego trafiła do Sądu Rejonowego dla Łodzi-Śródmieścia.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here