Między czarnym a białym

0
6

Szara strefa to nie jest polski wynalazek. Co dziesiąty Europejczyk w 2014 roku otarł się o nią. 4 proc. przyznało, że pobierało niedeklarowane wynagrodzenie, a 3 proc. – że część pensji otrzymywało od pracodawcy „pod stołem”.

Straty Skarbu Państwa – tylko z tytułu samych wynagrodzeń – szacuje się w Polsce na około 6 mld zł rocznie. To mniej więcej połowa tego, ile kosztuje nas obrona narodowa. Udział szarej strefy w polskim PKB jest szacowany przez eksperta Pawła Wójcika na 25 proc. – średnia europejska to 15 proc. Ernst & Young (EY) ocenia, że z racji funkcjonowania w Polsce szarej strefy ubytek dochodów budżetu państwa w podatku CIT wyniósł w 2014 roku około 40 mld zł. 215 mld zł – tyle warte są transakcje, których nie zarejestrowano, co stanowiło 12,4 proc. PKB.

Nieformalnie pod stołem

Szara strefa (informal economy, informal sektor, czyli gospodarka/sektor nieformalna) – część gospodarki państwa, w której dochody osiągane z działalności niezakazanej przez prawo są ukrywane przed organami administracji państwowej, podatkowej, celnej itp. Jest nielegalnym obrotem legalnymi towarami i usługami. Nie należy jej mylić z czarnym rynkiem, który obejmuje nielegalne towary i usługi. Szarą strefę łączy się z pracą „na czarno”, czyli omijaniem wpłat na ZUS. To w Polsce częsty sposób pracodawców na obniżenie kosztów zatrudnienia. A pracownicy nie mają wyboru, bo w okolicy innych ofert nie ma. Polska siła robocza wciąż jest mało mobilna. Nagminną praktyką jest u nas wypłacanie części wynagrodzenia „pod stołem” i deklarowanie władzy najniższych możliwych stawek. Wbrew potocznym opiniom to nie podatki, lecz właśnie składki ZUS, sięgające 38 proc. wynagrodzenia brutto, skłaniają wielu Polaków do funkcjonowania w szarej strefie. W porównaniu z 2010 rokiem liczba pracujących w szarej strefie obniżyła się o 21 tys. i w 2014 roku wyniosła 711 tys. Udział pracujących nieformalnie w ogólnej liczbie pracujących pozostaje niezmienny: 4,5 proc. w 2014 roku wobec 4,9 proc. w 2010 roku.

W 28 krajach Europy

Istotnym czynnikiem sprzyjającym powstawaniu szarej strefy jest niska jakość usług publicznych oraz niska kultura prawna administracji publicznej. Czynniki te z jednej strony zmniejszają ryzyko prowadzenia działalności nieewidencjonowanej, z drugiej ograniczają korzyści z prowadzenia jej pod ochroną prawa. Szara strefa przekłada się także na zmniejszenie wpływów podatkowych i wzrost inflacji. Badania przeprowadzane w 28 krajach Unii Europejskiej wskazują, że jest to zjawisko powszechne na naszym kontynencie. W 2012 roku w badaniach PKPP Lewiatan 33,2 proc. polskich firm zatrudniało pracowników w szarej strefie (w porównaniu z 28,9 proc. w 2011 roku). Według GUS w 2010 roku udział pracujących w szarej strefie wynosił 4,9 proc. ogółu pracujących. Z badań CBOS przeprowadzonych w 2013 roku wynikało, że 47 proc. badanych zna osoby zatrudnione na czarno, 25 proc. zna osoby, które bezpodstawnie pobierają zasiłki z pomocy społecznej, 17 proc. zna osobę wyłudza-jącą rentę. W 2015 roku firma EY szacowała wielkość szarej strefy na 12,4 proc. polskiego PKB ogółem, przy czym w niektórych branżach – np. tytoniowej czy paliwowej – sięga ona 23 proc.

Cały świat jest szary?

Błędnie realizowana pomoc społeczna prowadzi do uzależnienia i dalszego zmniejszenia szans ludzi na oficjalne zatrudnienie. 50 proc. respondentów Eurobarometru stwierdziło, że główną przyczyną podejmowania pracy „na czarno” były korzyści wyciągane przez obie strony takiego układu; 21 proc. wspomina o trudnościach ze znalezieniem legalnej pracy; 16 proc. twierdzi, że podatki są w ich mniemaniu zbyt wysokie, a 15 proc. nie ma innych źródeł dochodu. Mieszkańcy południa Europy szczególnie często wspominają o problemach ze znalezieniem normalnej pracy (41 proc.) lub o braku innych źródeł dochodu (26 proc.). Ale nie tylko to – ważny jest też klimat społeczny. Niektóre źródła podają, że w Italii do 60 proc. urzędników państwowych i samorządowych posiada drugą pracę, „na czarno”. Włosi się bynajmniej nie przepracowują, lecz wykonują dodatkowe obowiązki w czasie pierwszej pracy.

Zanim pospieszymy z potępieniem, to przyjmijmy do wiadomości, że mimo wszystko oznacza to wzrost dochodu narodowego i indywidualnego. Z badań europejskich wynika, że szara strefa stymuluje gospodarkę w czasie kryzysu, zwiększając płynność przedsiębiorstw dzięki niższym kosztom obrotu gospodarczego. Jest środkiem łagodzącym społeczne skutki bezrobocia. Szara strefa to jeden ze sposobów na przetrwanie w czasach spowolnienia gospodarczego. Innym aspektem gospodarki nieewidencjonowanej jest niesłychana trudność precyzyjnego zaklasyfikowania takich zjawisk, jak: współpraca rodzinna i sąsiedzka funkcjonująca w Polsce ciągle na wsi; praca kobiet przy dzieciach, we wspólnym gotowaniu, praniu itp. W niektórych sektorach odsetek szarej strefy jest wyższy ponad przeciętną – w budownictwie wynosi ponad 60 proc.!

Wzorem państw zachodnioeuropejskich w Polsce zaczęło się rozwijać zjawisko squatu – zajmowania opuszczonych budynków, remontowania ich, adaptowania do nowych potrzeb i wspólnotowego zamieszkiwania bez jakichkolwiek opłat. A woda, gaz czy energia elektryczna często przez takich lokatorów są traktowane jako „dobra wolne”.

Praca „na czarno” ratuje godność

W 2014 roku – w porównaniu z 2010 rokiem – nieznacznemu zwiększeniu uległ odsetek pracujących „na czarno”, dla których ostatnio wykonywana praca nierejestrowana była pracą główną – 55,7 proc. (w 2010 rok – 54 proc.). Wśród pracujących w szarej strefie przeważali mężczyźni, a biorąc pod uwagę miejsce zamieszkania – mieszkańcy wsi. Kolejne zjawisko to handel uliczny i domokrążny. Z reguły poza ewidencją, poza ZUS-em, ale przecież dający nie tylko jakieś niewielkie środki na utrzymanie, ale też – co bardzo istotne poczucie społecznej godności: „nie jestem nierobem!”.

Jak wynika z badań socjologicznych, praca „na czarno”, choć występująca w Polsce dość powszechnie, ma charakter doraźny, krótkotrwały – ponad 89,5 proc. tak pracujących miało zatrudnienie tylko raz w miesiącu. W szarej strefie pracują wszystkie generacje Polaków, od młodzieży po osoby w wieku emerytalnym. Największy odsetek – 27 proc. stanowią osoby w wieku 45–59 lat. Z badania wynika, że szara strefa oferuje stosunkowo dużą liczbę miejsc pracy dla osób o niskich kwalifikacjach zawodowych (niemal 58 proc. w niej pracujących miało wykształcenie co najwyżej zasadnicze zawodowe) i dla znacznej części stanowi główne źródło utrzymania. W porównaniu z 2010 rokiem udział pracujących słabiej wykształconych w ogólnej liczbie pracujących „na czarno” pozostał na zbliżonym poziomie (57,8 proc. w 2014 roku wobec 56,1 proc. w 2010 roku). Zatrudnieni w szarej strefie najczęściej zajmowali się pracami ogrodniczo-rolnymi, a także wykonywali usługi budowlane i instalacyjne, remonty i naprawy budowlano-instalacyjne oraz usługi sąsiedzkie. Dla ok. 69 proc. z nich pracodawcami były osoby prywatne, a dla blisko 27 proc. – firmy prywatne lub spółdzielnie.

Fajeczki i bajeczki dla dzieci

Straty wynikające z nieopłacania akcyzy na wyroby tytoniowe szacowane były na blisko 5 mld zł – powiedział agencji Newseria Biznes dr Marek Rozkrut, partner i główny ekonomista w firmie doradczej EY. – Znacząca część tego typu produktów jest nabywana za gotówkę. W związku z tym ubytek dochodów z tytułu samego podatku CIT wyniósł blisko 40 mld zł. Polskie gospodarstwa domowe zatrudniały pracowników „na czarno” średnio przez 12 dni, a przeciętnie najdłużej trwały prace związane z opieką nad dzieckiem lub starszą osobą – 90 dni. Miesięczne wydatki gospodarstw domowych związane z nieformalnym zatrudnieniem wyniosły przeciętnie 534 zł.

Od remontów po żywność

Powoli maleje szara strefa w Polsce. Według GUS w 2014 roku „na czarno” pracowało w Polsce 711 tys. osób. Co oznacza, że 4,5 proc. pracujących unikało oficjalnego rynku pracy. W 2004 roku było to 1,3 mln osób, po czym kolejne badanie w 2009 roku wykazało, że liczba ta obniżyła się o ponad jedną trzecią. W kolejnych badaniach poświęconych pracy nierejestrowanej (2010, 2014), co prawda obserwowano dalsze systematyczne zmniejszanie się skali tego zjawiska, ale tempo tych zmian było już dużo niższe. W Polsce miesięczne dochody z pracy nierejestrowanej charakteryzowała duża rozpiętość z uwagi na różnorodność wykonywanych prac, jak i zróżnicowanie stawek umownych za konkretne prace. Przeciętny dochód miesięczny z pracy nierejestrowanej wyniósł 842 zł i był zdecydowanie wyższy w przypadku mężczyzn (906 zł) niż kobiet (722 zł). Okazuje się, że przeciętne miesięczne dochody z pracy głównej były wyższe niż z pracy dodatkowej (odpowiednio: 1003 zł i 616 zł). Przeciętny udział dochodów z ostatnio wykonywanej pracy w szarej strefie w ogólnych miesięcznych dochodach netto wyniósł blisko 67 proc., a w przypadku, gdy praca ta miała charakter pracy głównej – prawie 92 proc.

Mediana środków, jakie Europejczycy rocznie wydają na niezgłoszone towary lub usługi, wynosi 200 euro; mediana rocznych dochodów osób, które pracują na czarno, to 300 euro. Niezgłoszone towary i usługi cieszące się największym zainteresowaniem nabywców to: remonty i renowacje domów i mieszkań (29 proc.), naprawy samochodów (22 proc.), sprzątanie domów i mieszkań (15 proc.) oraz żywność (12 proc.). Europejczycy najczęściej pracują „na czarno” przy remontach i renowacjach domów i mieszkań (19 proc.), w ogrodnictwie (14 proc.), sprzątaniu (13 proc.) i opiece nad dziećmi (12 proc.).

Na Łotwie, w Holandii i Estonii do pracy „na czarno” przyznał się najwyższy odsetek respondentów Eurobarometru – 11 proc. Pomiędzy różnymi krajami istnieją jednak znaczne różnice pod względem stosunku do pracy „na czarno” oraz postrzegania tego zjawiska; inne też są charakter i liczba usług obejmujących pracę nierejestrowaną.

Od stycznia do września 2014 roku w Polsce z pracy nierejestrowanej skorzystało 380 tys. gospodarstw domowych (w analogicznym okresie 2010 roku – 429 tys.). Zło? Dobro? Moim zdaniem coś pośrodku, coś szarego.

Artykuł pochodzi z nr 2/2016 Eurogospodarki

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here