Nie pożyczaj niczego dłużnikowi, zwłaszcza auta

7
12

Radosław Turlejski nie zdążył powstrzymać licytacji swojego w połowie auta. I jeszcze do tego grozi mu pozew ze strony asesora i komornika za pomówienie.

Radosław Turlejski to, jak zażartował ktoś z poszkodowanych przez łódzką kancelarię komorniczą, czwarty do brydża. Napisał o nim dziennikarz z Łodzi niedługo po tym, gdy dotarłam do trzech pierwszych poszkodowanych: rolnika z Mławy (stracił ciągnik) i przedsiębiorców z Sieradza i Gostynina (stracili auta). Asesor z tejże kancelarii zabrał Radosławowi Turlejskiemu – tak jak pozostałym – pojazd i sprzedał. Turlejski jest przedsiębiorcą z Kamieńska. Zajmuje się dostarczaniem Internetu. Pewien czas temu kupił na kredyt toyotę yaris, bo potrzebna była w firmie. W kwietniu 2013 r. asesor komorniczy Michał Kubik zajął auto, a w lipcu sprzedał. Nie cały samochód, ale udział, bo Turlejski był współwłaścicielem wraz z Getin Bankiem. Bankowi asesor odpuścił. Cały pojazd był wart 25 tys. zł. Ktoś kupił część Turlejskiego za nieco ponad 9 tys. zł i ma tak naprawdę do dyspozycji całe auto. Turlejski podobnie jak inne „ofiary” asesora z kancelarii komorniczej należącej do Jarosława Kluczkowskiego nie miał żadnych długów. Dłużnikiem jest były wspólnik.

Przejazd w jedną stronę

Turlejski pożyczył yarisę byłemu wspólnikowi, który miał pozałatwiać swoje sprawy. A ten pojechał do łódzkiej kancelarii komorniczej, by coś wyjaśnić. Trafił na asesora Michała Kubika. Tego samego, który zajmował traktor i auta pozostałych poszkodowanych. Gdy Kubik zobaczył samochód, od razu go zajął.
– Był arogancki. Nie dał dojść do słowa. Potraktował mnie jak przestępcę. Informowałem go, że auto nie jest moje – opowiadał potem w sądzie były wspólnik Turlejskiego.
Choć przepisy mówią o tym, że zajęte ruchomości pozostawia się u dłużnika (odbiera się je tylko w wyjątkowych sytuacjach), auta Kubik nie oddał. Kolega Turlejskiego wracał do domu okazją.

Po ratunek do sądu

Turlejski czym prędzej zwrócił się do sądu z wnioskiem o zawieszenie egzekucji. Dołączył dokumenty, że jest wraz  z bankiem właścicielem toyoty, że od czterech lat dłużnik nie jest jego wspólnikiem, że to on płaci raty kredytu za samochód. Liczył na szybki wyrok.
Postanowienie o zawieszeniu egzekucji sąd powinien wydać niezwłocznie po wpłynięciu wniosku od właściciela lub osoby trzeciej, ale nie później niż w ciągu siedmiu dni. Tyle przepisy. Turlejski czekał ponad pięć miesięcy. Dlaczego? Bo miał „pecha”. Wysłał pozew nie do tego sądu co trzeba. W takich sytuacjach zawsze są wątpliwości, czy właściwy jest sąd w miejscu zamieszkania, czy ten przy którym działa komornik. Zanim niewłaściwy sąd przesłał dokumenty do właściwego i nim ten właściwy rozpatrzył sprawę, to auto komornik zlicytował.
– W międzyczasie informowałem komornika, że samochód jest mój, a nie dłużnika.
Andrzej Ritmann, rzecznik prasowy Rady Izby Komorniczej w Łodzi: – Jeśli w ciągu 30 dni komornik nie dostanie z sądu decyzji o zawieszeniu egzekucji, a wierzyciel będzie domagał się sprzedaży, przedmiot sprzeda.
Rzeczywiście do Turlejskiego przyszło zawiadomienie, że 5 lipca 2013 r. odbędzie się licytacja toyoty. Komornik podał datę, godzinę i miejsce.
– Pojechałem, ale licytacji wcale tam nie było. Mała uliczka. Plac z metalową bramą. Wszystko pozamykane. Mojego auta nie zauważyłem. Poczekałem pół godziny i uznałem, że licytacja jest odwołana – opowiada przedsiębiorca.
Czy była? Gdzie? Nikt teraz nie potrafi tego udowodnić. Słowo komornika i asesora przeciwko słowu właściciela.
– Gdybym przypuszczał, że tak będzie, wziąłbym świadka, zrobił zdjęcia – dodaje Turlejski.

Sprzedaż za mniej niż połowę wartości

Wartość pojazdu w momencie sprzedaży to 25 tys. zł. Asesor wycenił go na 14 tys. zł i chciał sprzedać cały samochód. Nie mógł. Właścicielem drugiej połowy jest Getin Bank. A ten nie zgodził się na sprzedaż swojej części. Dlatego Kubik sprzedał tylko udział Turlejskiego. Z protokołu sprzedaży wynika, że kupujący zapłacił 9,2 tys. zł.

Łódzka Izba Komornicza wie najlepiej

Kiedy sprawa Turlejskiego trafiła do mediów, łódzka Okręgowa Izba Komornicza poinformowała, że przeprowadziła kontrolę tej sprawy i uchybień w postępowaniu nie ma. Oświadczenie w tej sprawie zamieściła na swojej stronie internetowej. Dlaczego nie ma? Asesor sprawdzał w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców – dłużnik figurował tam jako współwłaściciel pojazdu.
– A to dobre. Komornik czy asesor ustalił, kto jest właścicielem auta: ja, były wspólnik i bank. Ale jak przedstawiałem dowody na to, że auto należy do mnie i kredytodawcy, wtedy zasłaniali się przepisami. Twierdzili, że nie mają uprawnień, żeby badać prawa własności, że zrobi to sąd – mówi Turlejski.
Czytam dalej: „Z akt sprawy nie wynika również, aby Pan Radosław Turlejski, pomimo podejmowania kierowanych do niego pism, skorzystał z przysługujących środków prawnych” – pisze rzecznik Izby.
– Korzystałem – wyjaśnia poszkodowany. – Tylko moja sprawa wędrowała z sądu do sądu. A komornik bardzo się spieszył.
I ciąg dalszy oświadczenia OIK: „Złożone przez niego (Turlejskiego – red.) w 2014 roku powództwo o wyłączenie rzeczy spod egzekucji zostało umorzone na jego własny wniosek”.
– To już przegięcie. Auto było już sprzedane, to dlatego wycofałem powództwo, by kosztów sądowych nie płacić – denerwuje się Turlejski.
Zacytowane przeze mnie pismo do dziś wisi na internetowej stronie łódzkiej Izby Komorniczej. Ale i do Turlejskiego Izba napisała: „Nie ma możliwości traktowania Pana jako właściciela zajętego i sprzedanego w toku egzekucji samochodu”.
– Dalej sugerują, że moja decyzja o zgodzie na umorzenie postępowania wynika z zeznań mego byłego wspólnika. Miałyby być dla mnie niekorzystne? Miałem ich zdaniem nie wykazać, że „czynności komornika dotknęły składników mojego majątku”. To jest po prostu oburzające.
Jednak Turlejski najbardziej jest poruszony końcówką listu podpisanego przez Pawła Pazdygę, wiceprzewodniczącego Izby Komorniczej.
– Chce, bym go poinformował, czy to ja czy to łódzki dziennikarz źle podał kwotę, za którą mój udział w aucie sprzedano. Dlaczego? Bo Izba się zastanawia, czy nie wejść na drogę prawną, by chronić dobra osobiste komornika lub jego asesora ponoć pomówionych, że sprzedali toyotę za 3 tys. zł. Straszą mnie?
Turlejski nie ma samochodu, spłaca kredyt i obawia się pozwu sądowego.

7 COMMENTS

  1. Najwyższy czas, aby wziąć się za ściganie samowolnych komorników i ich pracowników. Dłużej nie można tolerować ich notorycznego łamania prawa.

  2. jak komornik zabierze komus samochod i zrobi to bezprawnie to nie jest zlodziejem a jego czyn nie nosi znamion przestepstwa a jak ja zabiore komus samochod , bezprawnie… to jestem zlodziejem.

    • Ale popełnia przestępstwo też jak zabiera coś do nie należącego dłużnika,bez mojej wiedzy jeśli chcesz wiedzieć dostaje również po dupie jak skarga wpłynie do sądu i prokuratury nawet jak spisze ołówkiem protokół zajęcie auta bez przekazania dla osób trzecich to popełnia przestępstwo, tak jak było z ciągnikiem.

  3. komornik – zawód zaufania publicznego ??

    Jak tu ufać komornikom, skoro podają informację o licytacji naszego samochodu, skądinąd niesłusznie zabranego, która nawet się nie odbywa?! Strata czasu, pieniędzy i przede wszystkim nerwów… I zaufania, a to najtrudniej odbudować

  4. Wiinne jest prawo

    Komornik – zgodnie z prawem – gdy zajmuje np. samochód nie bada czyją jest własnością. Ma prawo zająć wszystkie rzeczy, których używa dłużnik. Jeśli to samochód matki może ona żądać od sądu zwolnienia zajętego auta, ale musi z tym zdążyć w ciągu miesiąca. Jak komornik się pospieszy i zlicytuje auto, sprawa przepadła. PRZECIEŻ KTOŚ SPECJALNIE TAK USTANAWIA PRAWO, żeby pewne grupy bogaciły się kosztem innych. W te procedury od początku do końca zamieszani są prawnicy: ustawodawcy, komornicy, sędziowie, adwokaci, których poszkodowani muszą opłacić …i interes się kreci

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here