Ofiara układu zamkniętego

2
13

Sprawa Gerarda Knosowskiego uległa petryfikacji i wydaje się, że tego kamienia nikt już nie będzie w stanie ruszyć

Notki internetowe zaczęły się ukazywać w październiku 2003 roku. Opisywały historię, która mogłaby posłużyć jako egzemplifikacja amerykańskiego snu à rebours. Ten amerykański opisywał karierę od pucybuta do milionera, ten polski odwrotnie – od milionera do biedaka.
wp.pl
Gerard Knosowski zamierza ubiegać się o odszkodowanie . Gdy niesłusznie poszedł do aresztu, jego fabryka warta 20 milionów złotych została sprzedana za… 700 tysięcy.
Kiedy Gerard Knosowski szedł do aresztu, wszystkie jego kredyty sięgały 10 mln zł. Wartość majątku, którym były zabezpieczone, on sam ocenia na 26 mln zł. A mimo to kredyty wciąż nie są spłacone. Jak to możliwe, że bogaty niegdyś biznesmen z Piły po trwających osiem lat procesach sprząta dziś ulice?

Gerard Knosowski działał w branży budowlanej. Od kilkunastu lat produkował lastriko. Znajomi przekonali go, żeby zainwestował w budownictwo. Wziął jeden kredyt, drugi. Zaczął budować zakład we Wrzącej koło Piły.
wp.pl
– Gdyby banki nie zwlekały z wypłatami, postawiłbym fabrykę od razu. A tak trwało to trzy lata – mówi Knosowski. Z kolejnego kredytu Knosowski kupił fabrykę w Jastrowiu. Po reformach Balcerowicza oprocentowanie kredytów wzrosło do 45 proc. miesięcznie, Knosowski zaś przestał spłacać długi.
Gdy aresztowała go prokuratura z Trzcianki, na dobrej drodze były już sądowe rozmowy dotyczące układu z wierzycielami. Mężczyzna uważa, że gdyby nie aresztowanie zakład do dziś by prosperował w jego rękach. Dziś prokuratorzy nie pamiętają, dlaczego biznesmena trzeba było aresztować. Wiadomo tylko, jaki był zarzut: wyłudzenie kredytów.
Poznański sąd ostatecznie uniewinnił Knosowskiego. Ale komornicy działali.
wp.pl
W 1995 roku komornik, który pod nieobecność Gerarda Knosowskiego zajął część jego majątku, sprzedał najważniejszą z fabryk biznesmena – we Wrzącej. Byłemu właścicielowi zarzucano wówczas, że w wyniku źle sprawowanego zarządu – a przecież siedział wówczas w areszcie – jego majątek niszczał.
Knosowski, który pogodził się już wówczas z upadłością firmy, próbował zablokować licytację. – Nie zgadzałem się z wyceną majątku – według komornika ta fabryka była warta 900 tysięcy złotych. Dlaczego tak niska była wycena? W kancelarii komorniczej utrzymywano, że „wycena musiała być prawidłowa”. Ale wart 20 mln zł zakład we Wrzącej (budynki i prawie 7 hektarów gruntów) zostały sprzedane nawet poniżej kontrowersyjnej wyceny – za 716 tysięcy złotych. Pieniędzy starczyło ledwie dla ZUS-u i urzędów skarbowych. Kupcem okazał się Jerzy Teichmann, mąż ówczesnej ambasador Polski na Litwie. W 1996 roku ostatecznie sąd zatwierdził sprzedaż.

W tym momencie zaczynają się działania, których normalny zjadacz chleba nie jest w stanie pojąć. Może by i był w stanie, gdyby jednak wyzbył się jakichkolwiek oporów moralnych.
wp.pl
Dwa lata później – w kwietniu 1998 roku – miejscowe władze przeżyły szok, gdy na konto urzędu wpłynęło – ponad 1 mln zł zapłaconych przez Jerzego Teichmanna z tytułu podatku–- za sprzedaż Wrzącej. Kupiony za 716 tys. zł zakład, sprzedano za 20,342 mln zł! Nabywcą okazał się koncern Henkel.
Komornik się upiera, że właściwie wycenił zakład we Wrzącej. Jego wartość wzrosła, bo Jerzy Teichmann zainwestował w niego prawie 10 mln zł. Według jednej z ówczesnych publikacji prasowych, inwestycja kosztowała 9 mln zł. Ale inwestować miał nie Teichmann, a… Henkel. Według Henkla inwestował Teichmann. Według Gerarda Knosowskiego przed sprzedażą firmy Henkelowi, nie włożono w nią ani złotówki.
Gerard Knosowski zamierza ubiegać się o odszkodowanie za niesłuszny areszt i utracony majątek. Fabryki Henkel na pewno nie zwróci, inni nabywcy również. Według polskiego prawa, kupując od komornika czy syndyka masy upadłości, zdobywa się majątek wolny od jakichkolwiek obciążeń i wad prawnych. Jeśli Knosowskiemu uda się wygrać, odszkodowanie będzie musiał zapłacić Skarb Państwa.

Minęło kilka lat. Nadszedł listopad 2005 roku. Temat ożył.
wirtualnemedia.pl.
Gerard Knosowski, były biznesmen branży budowlanej z Piły, domaga się 32 mln złotych odszkodowania od Skarbu Państwa.
Jak zeznał przed Sądem Okręgowym w Poznaniu, takiej wartości majątek stracił w wyniku aresztowania. Knosowski mówił przed sądem, że był właścicielem trzech zakładów produkcyjnych wartych łącznie ponad 25 mln złotych i zatrudniał 300 osób. Miał też podpisać z niemiecką firmą lukratywny kontrakt na budowę domów, ale kilka dni przed tym, w czerwcu 1994 roku, został aresztowany. Zrobiono to – jak podkreślił – bezpodstawnie, bo wszystkie zobowiązania, jakie miał wobec banków, miały pokrycie w majątku jego firmy.
– Zostałem aresztowany specjalnie, żebym nie przeszkadzał w sprzedaży moich zakładów – powiedział Knosowski. Dodał, że obecnie utrzymuje się z zasiłku przedemerytalnego. – Jeśli uda mi się wywalczyć odszkodowanie, odbuduję mój interes–  podkreślił.

Pięć lat później Gerard Knosowski opublikował list otwarty:
czarnkow.naszemiasto.pl
Pomóżcie mi! Prawo z biznesmena zrobiło bankruta. 380 dni spędziłem w areszcie obciążony fałszywymi zarzutami, od których zostałem dwukrotnie uniewinniony w czasie trwającego siedem lat procesu. Mój zakład, który stanowił dorobek całego życia, został zlikwidowany i sprzedany za bezcen przez komornika…
Do mojego bezprawnego aresztowania i bankructwa doprowadziły działania Prokuratury Rejonowej i Sądu Rejonowego w Trzciance oraz byłego Sądu Wojewódzkiego w Poznaniu, które to organy, działając rzekomo w imieniu prawa, złamały nie tylko moje prawa, ale także moje życie.

Wiele wskazuje na to, że aresztowanie Knosowskiego służyło wyłącznie przejęciu jego zakładu. Przynajmniej on sam tak twierdzi. Zakład przepadł. Po latach państwo przyznało Knosowskiemu odszkodowanie za niesłuszne aresztowanie i zadośćuczynienie za odebrany mu w tym czasie zakład w wysokości… 118 tysięcy złotych. Większa część tej sumy poszła na opłacenie adwokata. Proces ciągnął się siedem lat, a przedłużały go bezzasadne często apelacje prokuratury. Tymczasem dawni wierzyciele nadal go nękają. Kredyt Bank domaga się od niego spłaty 1,3 mln złotych. Nie tylko domaga: wywalczył również egzekucję tego długu z emerytury. Na nic zdały się skargi i zażalenia Knosowskiego. Komornik ściąga dług.
W Internecie Gerard Knosowski opublikował też list otwarty do premiera Donalda Tuska. Traktował go jako ostatnią deskę ratunku.
Szanowny Panie Premierze!
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej gwarantuje poszanowanie wszystkich praw obywatelskich, uważanych za standard demokratycznego państwa prawa, w tym prawa do wolności i prawa własności. W moim przypadku te podstawowe prawa zostały pogwałcone przez organy państwowe, które, stojąc na straży praworządności naszego państwa, mają zapewnić jego obywatelom poczucie osobistego bezpieczeństwa. Prawo do wolności? 380 dni spędziłem w areszcie obciążony fałszywymi zarzutami, od których zostałem dwukrotnie uniewinniony w czasie trwającego siedem lat procesu. Prawo własności? Mój zakład, który stanowił dorobek całego życia, został zlikwidowany i sprzedany za bezcen przez komornika. Do mojego bezprawnego aresztowania i bankructwa doprowadziły działania Prokuratury Rejonowej i Sądu Rejonowego w Trzciance oraz byłego Sądu Wojewódzkiego w Poznaniu […].
W 1994 roku byłem właścicielem nowo wybudowanego zakładu ENOSBUD we Wrzącej koło Trzcianki. Obecnie utrzymuję się z emerytury w wysokości 870 złotych, z której komornik sądowy potrąca mi 375 złotych z tytułu niespłaconego kredytu w Kredytu Bank, który wynosi 1,3 miliona złotych. W 1994 roku Kredyt Bank zgodził się na drastycznie zaniżoną wycenę mojego zakładu, co zdecydowało o tym, że ten kredyt nie został spłacony. Związek przyczynowo-skutkowy między moją obecną sytuacją życiową a aresztowaniem, upadkiem i zlicytowaniem mojego zakładu poniżej jego faktycznej wartości sam się narzuca. Nikt z urzędników odpowiedzialnych za moją osobistą tragedię nie poniósł konsekwencji. Zwracam się do Pana, Panie Premierze z prośbą o osobistą interwencję w mojej sprawie i faktyczne zadośćuczynienie wyrządzonym mi krzywdom.

A to już informacja najświeższa:
naszemiasto.pl
W kinach furorę robił film Ryszarda Bugajskiego „Układ zamknięty”. Obraz opowiada o działaniach prokuratora, który w 2003 roku oskarżył trzech biznesmenów, właścicieli zakładów mięsnych w Krakowie, o malwersację 65 mln zł. Biznesmeni dziewięć miesięcy spędzili w areszcie, a w tym czasie naczelnik urzędu skarbowego wystawił na sprzedaż ich udziały w przedsiębiorstwie. Po latach się okazało, że byli niewinni. Stracili jednak dorobek życia, a funkcjonariusze publiczni nie ponieśli żadnych konsekwencji. Tymczasem w Pile mieszka Gerard Knosowski, były biznesmen, którego historia do złudzenia przypomina losy bohaterów filmu. O ile o nich było głośno, o tyle o nim słuch zaginął, a za wyrządzone przed laty krzywdy przez urzędników państwowych płaci do dzisiaj.

Oprac. WD

2 COMMENTS

  1. W niemal każdym państwie zdarzają się przypadki podobne do powyżej opisanych, natomiast nie w każdym państwie obywatela traktuje się jak domniemanego przestępcę . Przeraża mnie stosunek urzędnika do obywatela – jak za caratu , a przecież urzędnik państwowy powinien pełnić rolę służebną – opłacany jest w końcu z naszych podatków. To, że takie rzeczy uchodzą bezkarnie świadczy też o słabości prawa, które powinno obywateli chronić.

    • Zgadzam się z twoją wypowiedzią. Sytuacje rodem z zeszłych, niewolniczych wieków. Zepsuty aparat władzy oraz system układów na poziomie administracyjnym doszczętnie zatruły pozycję wyjściową współczesnego przedsiębiorcy/biznesmana. Trzeba być przygotowanym, że na każdym kroku będzie się nas chciało oskubać, bądź zrobić z nas kłamcę i złodzieja.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here