Pierwszy chudnie portfel

0
7

Odchudzać się trzeba z głową, mocno trzymając się za kieszeń. Co prawda zdrowie jest bezcenne, ale za nic nie warto przepłacać.

Połowa Polaków cierpi na nadwagę lub otyłość. A wiosna wyjątkowo sprzyja powrotowi do noworocznego postanowienia: „Schudnę!”. Na horyzoncie wakacje, perspektywa plaży lub po prostu lżejszych strojów, które nie pozwalają maskować zbędnych kilogramów.

Długofalowa inwestycja

Otyłość i duża nadwaga to przede wszystkim problem zdrowotny – warto o tym pamiętać, podejmując decyzję o traceniu dodatkowych kilogramów. W perspektywie kilkunastu, może kilkudziesięciu lat balast będzie kosztował znacznie więcej niż nawet najdroższa kuracja odchudzająca. W skrajnej sytuacji ceną jest życie, a zawsze leczenie powiązanych z otyłością chorób, takich jak cukrzyca, nadciśnienie, choroby wątroby i nerek, zwyrodnienia kręgosłupa czy stawów. Można więc powiedzieć, że odchudzanie to długofalowa inwestycja, a nie tylko zdrowie.

Kto zarabia na odchudzaniu

Komu najczęściej dajemy zarobić, podejmując decyzję o odchudzaniu? Przemysłowi farmaceutycznemu, producentom kosmetyków, dietetykom. Ale coraz częściej – również firmom oferującym gotowe zestawy dietetyczne. To oferta przede wszystkim dla mieszkańców największych miast. Jeśli nie korzystamy z takich usług, zazwyczaj – zwłaszcza przy dużym problemie z wagą – więcej wydajemy na jedzenie. Produkty pełnowartościowe, którymi musi się odżywiać każdy walczący z nadwagą i otyłością, kosztują więcej. Kolejnym beneficjentem są producenci sprzętu sportowego czy kluby fitness i inne miejsca, oferujące aktywność sportową pod nadzorem. Warto pamiętać: aktywność ruchową eksperci uznali za podstawę piramidy żywieniowej!

Pod okiem dietetyka

Pierwsze pytanie – samodzielnie czy pod okiem dietetyka? W tej chwili nie trzeba wychodzić z domu, żeby dietetyk nas skonsultował, rozpoznał podstawowy problem i zalecił odpowiednią dietę – to wszystko możemy mieć, poświęcając kilka(naście) minut na wypełnienie formularza w Internecie. Na specjalistycznych portalach różne usługi dietetyków kosztują od kilkunastu (porada jednorazowa) do kilkuset złotych (kompleksowa opieka przez kilkadziesiąt dni).

Po trzykroć – ruch!

Tylko osoby cierpiące na otyłość olbrzymią nie są namawiane w pierwszym etapie odchudzania do podjęcia bardziej forsownych ćwiczeń fizycznych, co nie znaczy, że nie mają się ruszać. Dla pozostałych nie ma litości: bez ruchu nie ma odchudzania. Ruch może kosztować zero złotych (marsze, regularne spacery jednostajnie szybkim tempem, minimum 40 minut codziennie), a możemy za niego mniej lub więcej zapłacić. Jeśli chcemy chodzić z kijkami, czyli uprawiać nordic walking, musimy zainwestować w sprzęt – kijki kosztują minimum kilkadziesiąt złotych. A co zrobić, gdy aura za oknem nie sprzyja marszom? Można zakupić sprzęt umożliwiający ćwiczenie w domu. Dobrą opcją jest rower stacjonarny (koszt od ok. 400 zł do kilku tysięcy). Droższa opcja to wioślarz (dobry sprzęt kosztuje nawet kilka tysięcy złotych) czy bieżnia (nawet kilkanaście tysięcy). Za samodzielne pływanie na basenie zapłacimy ok. 20 zł za 40 minut, minimum trzy razy w tygodniu, czyli – przynajmniej 60 zł. Ale już zorganizowane zajęcia w wodzie kosztują od 40 do 80 złotych (zamiast klasycznego aerobiku, można wybrać zajęcia zumby, nowością jest spinning wodny, czyli jazda na rowerach stacjonarnych w basenie). Podobny koszt (kilkadziesiąt złotych, w zależności od miasta i klubu) to ćwiczenia w klubie fitness. Żeby obniżyć koszty, trzeba jednorazowo wydać więcej i kupić karnet. Dla niektórych jest to dodatkowa motywacja do tego, by ćwiczyć (nie zawsze, niestety, działa). Oczywiście – wszystkie te aktywności wiążą się z koniecznością zainwestowania w strój sportowy: koszulki, spodenki, w przypadku pań również sportowy biustonosz – w zależności od marki, rozmiaru (te dla XXXL są najczęściej dużo droższe) zapłacimy od kilkudziesięciu do ponad stu złotych za sztukę. I nie, nie każdy ma coś w szafie, w czym można iść na basen czy do klubu. Osoby z dużą nadwagą najczęściej nie mają – i dlatego (między innymi) muszą zrzucać dodatkowe kilogramy. Chyba że strój do pływania, podkoszulki, spodenki i buty sportowe są pozostałością po poprzednim odchudzaniu…

Jedzenie to podstawa diety

To mit, że odchudzanie polega na niejedzeniu lub jedzeniu mikroskopijnych porcji. W ten sposób można zgubić 2–3 kilogramy. Każdy, kto chce lub musi stracić więcej – musi jeść. Jeść dużo i często, starannie dobierając produkty, by bilansować posiłki. Codzienna porcja wody to w przypadku odchudzania minimum 2,5 litra (czyli ok. 4–5 zł). Zamiana najczęściej pojawiającego się na polskich talerzach mięsa wieprzowego na wołowinę (chude, wartościowe białko), ryby (białko wysokiej jakości i niezbędne tłuszcze nienasycone) czy drób ekologiczny (kurczaki z supermarketów, choć tanie, odpadają jako podstawa codziennej diety, bo są nafaszerowane chemią) podraża koszt posiłków domowych nawet o 100–200 proc. (w zależności od dostępności produktów). Trzy posiłki zasadnicze (śniadanie, obiad i kolacja) plus dwie przekąski (drugie śniadanie i podwieczorek), skomponowane i przyrządzone z produktów zalecanych w racjonalnych dietach, czyli pełnowartościowych, zawierających wszystkie niezbędne dla organizmu składniki, muszą kosztować minimum 35–40 zł dziennie. Można wygodniej – i drożej. W kilkudziesięciu miastach Polski posiłki prosto pod drzwi domu lub firmy dostarczają wyspecjalizowane firmy kateringu dietetycznego. Koszt? Zróżnicowany, w zależności od kaloryczności diety (od tysiąca do nawet 3 tysięcy kalorii), dodatkowych czynników (np. dieta wegańska czy bezglutenowa), okresu zamówienia (najtaniej wychodzą zamówienia minimum miesięczne, w przeliczeniu na dzień, ale można dietę zamówić też np. na dwa tygodnie). W najtańszej wersji jeden dzień może kosztować niewiele ponad 50 zł.

Wsparcie z apteki

Polacy wydają krocie w aptekach – w tym na preparaty, które nie są lekami. Setki milionów złotych wydajemy pod wpływem reklam na środki, które mają ułatwić odchudzanie. Za tabletki, mieszanki witamin i minerałów, trzeba płacić przynajmniej kilkanaście złotych za opakowanie, które – stosowane zgodnie z zaleceniem – wystarczy na maksimum dwa tygodnie. W aptekach znajdziemy tabletki na detoks, ułatwiające pracę wątroby, przyspieszające trawienie, poprawiające metabolizm, zmniejszające wchłanianie tłuszczów – tutaj koszty rosną, opakowanie może kosztować kilkadziesiąt, nawet sto złotych. Do tego dochodzą ziołowe herbatki (detoks, lepszą pracę wątroby, szybsze trawienie etc.) – koszt to kilkanaście, 20 zł za 20 saszetek. Warto? Raczej nie. Po pierwsze, nie są to leki tylko suplementy diety. To znaczy, że ich skuteczność nie została potwierdzona żadnymi badaniami klinicznymi. Może się więc okazać, że działa głównie efekt placebo – wierzymy, że pomagają, więc spadek kilogramów spowodowany np. przestrzeganiem diety przypisujemy tabletkom. Co oczywiście nie znaczy, że w ogóle nie warto wspomagać organizmu. Przy długofalowym odchudzaniu, najlepiej po konsultacji z lekarzem, można sięgnąć po preparaty witaminowe (to ważne zwłaszcza przy dietach redukcyjnych, gdy spożywamy 1,2–1,5 tys. kalorii zamiast 2–2,5 tys. kalorii, organizm może nie otrzymywać minerałów i witamin w potrzebnej mu ilości) czy ziołowe herbatki, jako uzupełnienie dziennego bilansu płynów (picie samej niegazowanej wody bardzo szybko staje się nużące, a tylko woda oraz niesłodzone herbatki owocowe, ziołowe ewentualnie zielona herbata wliczają się do dziennej, wymaganej przy odchudzaniu, porcji płynów). Czy warto wspomagać się dietami „proszkowymi”, suplementami oferowanymi przede wszystkim w sprzedaży bezpośredniej? Kosztują niemało, a ich stosowanie na dłuższą metę nie jest zalecane przez lekarzy. To opcja dla najbardziej zdeterminowanych, i to raczej krótkoterminowa. Tygodniowy koszt najbardziej popularnej diety opartej na saszetkach to ok. 200 zł. Drogo i niesmacznie.

Kosmetykiem w tkankę

W aptekach i drogeriach półki uginają się pod, nomen omen, ciężarem kosmetyków odchudzających – mają przyspieszać spalanie tłuszczu, walczyć z cellulitisem, wygładzać ciało, niwelować rozstępy. Kosztują różnie. Od kilkunastu złotych za zwykły krem wyszczuplający do nawet kilkuset – za preparat znanej firmy kosmetycznej z górnej półki. Ich działanie odchudzające zostało udowodnione głównie na portfelach, ale zwłaszcza kobiety nie potrafią się bez nich obejść. Co więcej – powinny je stosować! Niekoniecznie w wersji najdroższej, bo kosmetyk za 300 zł nie działa dużo lepiej (albo wcale nie działa lepiej) niż taki za 20 zł. Warto poznać potrzeby swojej skóry i o nią w czasie odchudzania zadbać. A skóra przede wszystkim potrzebuje codziennego masażu. Warto zainwestować w dobrą rękawicę, którą będziemy masować ciało pod prysznicem, pobudzając krążenie, wspomagające pozbywanie się toksyn, warto kupić krem i regularnie – minimum raz dziennie – go stosować. Koszt w wersji podstawowej to ok. 30–50 zł za rękawicę (starcza na długo) i ok. 20–25 zł za preparat pielęgnacyjny (starcza na dwa tygodnie).

Zabiegi, wczasy, konsultacje

Najzdrowsze odchudzanie zakłada utratę nie więcej niż kilograma tygodniowo. Średnio, bo osoba z dużym problemem na początku odchudzania (przy stosowaniu zdrowej diety) może tracić nawet trzy, cztery kilogramy w tydzień – ale to trwa nie dłużej niż dwa, trzy tygodnie. Im dłuższe odchudzanie, tym tempo spadania kilogramów mniejsze. Co więcej, pojawiają się zastoje, a nawet – o zgrozo – wahania wagi. Poza pokusą rzucenia diety w diabły pojawia się inna – pójścia na skróty. W prasie (zwłaszcza kobiecej) można znaleźć mnóstwo ofert zabiegów odchudzających, wyszczuplających. Technologia w służbie odchudzania – można zafundować sobie ponadgodzinny masaż falami dźwiękowymi w celu rozbicia tkanki tłuszczowej, połączony z zabiegiem drenującym – koszt 600–800 zł. Problem? Aby efekt był trwały i widoczny, takich zabiegów trzeba zrobić minimum cztery w serii plus dwa utrwalające. Morale odchudzającego się mogą poprawić też specjalne wczasy – tygodniowy (minimum) lub dwutygodniowy turnus, podczas którego pozostajemy pod okiem dietetyków, specjalistów od fitnessu i przede wszystkim towarzyszy broni, tak samo walczących z wrogiem, czyli tkanką tłuszczową,to koszt od ok. 800 do nawet 4 tysięcy złotych (w zależności od długości pobytu i ośrodka). Wczasy można potraktować jako zachętę do dalszego odchudzania albo nagrodę i sposób na utrwalenie efektu.

Artykuł z nr 5/2016 Eurogospodarki dostępny w ramach bezpłatnego limitu

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here