Plagiatorzy się nie obronią

0
7

Od tego roku każda polska uczelnia ma obowiązek sprawdzać, czy prace licencjackie i magisterskie ich studentów są oryginalne. Przyłapanym na ściąganiu grozi nawet więzienie lub grzywna.

W znowelizowanej ustawie – Prawo o szkolnictwie wyższym czytamy, że „Praca dyplomowa jest samodzielnym opracowaniem określonego zagadnienia naukowego lub artystycznego (…). Uczelnia jest obowiązana do sprawdzania pisemnych prac dyplomowych przed egzaminem dyplomowym z wykorzystaniem programów antyplagiatowych współpracujących z ogólnopolskim repozytorium pisemnych prac dyplomowych” (art. 167a). Nowe przepisy nie dotyczą absolwentów, którzy 1 października 2014 roku studiowali na ostatnim roku ze względu na vacatio legis ustawy.

Dwa miliony prac w bazie

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego udostępniło uczelniom bazę Ogólnopolskie Repozytorium Pisemnych Prac Dyplomowych (ORPPD), w której będą wszystkie prace dyplomowe obronione w kraju od 2009 roku. Uczelnie mają czas do końca 2016 roku na przekazanie wszystkich prac do tej bazy.

Obecnie znajduje się w niej ok. 350 tys. Każda praca musi być dokładnie opisana. Oprócz jej treści, podany jest tytuł, autor, dane promotora i recenzentów, nazwa podstawowej jednostki organizacyjnej, nazwa uczelni, data zdania egzaminu dyplomowego oraz nazwa kierunku studiów. – Teoretycznie od początku 2016 roku każda uczelnia ma obowiązek sprawdzać prace dyplomowe swoich studentów w systemach antyplagiatowych. Na razie jednak uczelnie korzystają z własnych programów antyplagiatowych, bowiem ORPPD ma być w pełni gotowe dopiero we wrześniu. W praktyce więc, nowe przepisy zaczną działać dopiero w nowym roku akademickim 2016/2017 – mówi Marcin Paluch, współtwórca Genuino, jednego z antyplagiatowych systemów dostępnych w Polsce.

Nowa ustawa najwięcej obowiązków nakłada na promotorów. To oni będą mieli pełen dostęp do bazy centralnej ORPPD i danych każdej z zamieszczonych tam prac dyplomowych. Promotor zobaczy szczegółowy raport końcowy analizy antyplagiatowej. Dostanie informacje m.in., z jakiej pracy student dokonał zapożyczenia. – Ustawa nie narzuca żadnych sankcji wobec promotora, który dopuści do obrony studenta z plagiatem. Konsekwencje będą zależały od wewnętrznych ustaleń uczelni. Dlatego uczelnie już dziś ograniczają liczbę studentów pod opieką jednego promotora, aby łatwiej było im sprawować opiekę merytoryczną nad przebiegiem powstawania pracy dyplomowej – mówi Paluch. Jedno jest pewne – odpowiedzialność za plagiat ponosi autor, uczelnia jest zobowiązana jedynie do dołożenia wszelkich starań, by nie dopuścić do oszustwa.

Algorytmy genetyczne

W Polsce obecnie korzysta się z czterech systemów antyplagiatowych: Plagiat.pl, Otwarty System Antyplagiatowy (OSA), Podkarpacka Platforma Antyplagiatowa (PPA) oraz Genuino. Uczelnie same wybierają system, z którego będą korzystać. Systemy antyplagiatowe sprawdzają dokumenty na różne sposoby, np. poprzez porównywanie tekstów metodą „jeden do jednego”, gdzie program komputerowy skanuje prace w poszukiwaniu identycznych fragmentów. Tak działają najstarsze systemy antyplagiatowe. Wystarczy zamienić w zdaniu kolejność wyrazów albo wstawić mikrospacje czy biały znak (łączymy np. dwa wyrazy symbolem z klawiatury, wpisanym białą czcionką), a plagiat pozostanie niewykryty. Inna metoda działania systemu polega na przekształcaniu zdania przez program antyplagiatowy w wartości matematyczne, a potem na wyszukiwaniu identycznych wartości w porównywanych dokumentach. Są też nowsze metody wykorzystujące zaawansowane algorytmy genetyczne, np. system Genuino, których łatwo nie da się obejść.

Autolustracja

W Polsce studenci mogą samodzielnie sprawdzić prace w programach antyplagiatowych, dostępnych bezpłatnie online. Mają one jednak ograniczoną funkcjonalność i by skorzystać z ich wszystkich funkcji trzeba zapłacić kilkadziesiąt złotych. Po dodaniu swojej pracy do programu antyplagiatowego, student się dowie, czy jego dzieło jest podobne do innej pracy, zamieszczonej w centralnej bazie ORPPD. Jeśli fragmenty jego pracy będą się pokrywały z inną, system poinformuje o tym, dzięki temu dany akapit będzie można zmienić. Sprawdzona przez studenta praca i tak będzie jeszcze skontrolowana przez promotora.

Syzyfowa walka

Zdaniem prof. Tadeusza Grabińskiego z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, który od lat zajmuje się problematyką plagiatów, polskie systemy antyplagiatowe są dziurawe. – Chodzi o to, że nawet z identyczną pracą jeden student się obroni, a drugi zostanie odrzucony za plagiat. Wszystko zależy od tego, z jakiego programu antyplagiatowego uczelnia korzysta – mówi. Prof. Tadeusz Grabiński porównał wymienione cztery systemy antyplagiatowe działające w Polsce. Skorzystał z przepisu na plagiat doskonały, który polecają „eksperci” ze studenckich forów internetowych. Polega on na skopiowaniu fragmentu cudzej pracy, zmianie kolejności zdań, wymianie zwrotów na synonimy, użyciu deklinacji, a także zastosowaniu podwójnych spacji i wprowadzeniu liter z obcego alfabetu. – Chciałem sprawdzić, czy istnieją jakieś istotne różnice w tej kwestii między obecnymi na polskim rynku rozwiązaniami – mówi prof. Grabiński. Ze zbioru każdego z istniejących systemów profesor pobrał fragmenty prac. Tak powstały tzw. prace bazowe. Następnie profesor podzielił je na trzy części. W pierwszej podstawił synonimy i zmienił szyk zdań, drugą skopiował bez zmian, w trzeciej części dołożył mikrospacje, tzw. białe znaki (tabulacja, przejście do nowej linii) oraz litery z innych języków. Tak powstała tzw. praca testowa. Następnie obie wersje zostały przetestowane w systemach antyplagiatowych. Prace bazowe i testowe powstały dla każdego systemu osobno, ponieważ każdy z nich dysponuje inną bazą prac. Plagiat.pl określił pracę na 12,3 proc. zapożyczeń, Genuino potraktował jako plagiat w 100 proc. System OSA nie wykrył zmian w szyku zdań, synonimy i mikrospacje przeszły też bez zauważenia. Za to nie dał się nabrać na podstawione obce litery i wykrył fragment w całości skopiowany. W całej pracy OSA określił stopień podobieństwa na poziomie 74 proc. Natomiast Podkarpacka Platforma Antyplagiatowa zaakceptowała dosłowny fragment z własnego zbioru bez zastrzeżeń i cienia podejrzenia o plagiat.

Ile zapożyczeń

– Nie ma jednej klarownej i obowiązującej w każdej sytuacji definicji plagiatu. Przyjmuje się ogólnie, że chodzi o podpisanie własnym nazwiskiem dzieła innej osoby. Dotyczy to zarówno całości pracy, jak i jej fragmentów oraz dzieł z wielu dziedzin, nie tylko tekstów. Plagiat traktuje się więc jako istotne naruszenie prawa autorskiego. Takie podejście wymaga oczywiście każdorazowej interpretacji. Z tego też powodu trudno znaleźć jednoznaczną definicję plagiatu, problemem zawsze będzie odpowiedź na pytanie: na ile procent zapożyczeń można sobie pozwolić, a ile będzie plagiatem? Takie dylematy będzie za każdym razem rozstrzygać sąd. Jednak wobec prac licencjackich i magisterskich polskie uczelnie przyjmują, że 40 proc. zapożyczeń kwalifikuje pracę jako plagiat – mówi Marcin Paluch.

Grzywna lub więzienie

Student, który przepisze cudze treści lub nie poda źródeł, nie zaznaczy cytatów, a promotor uzna jego pracę za niesamodzielne dzieło, może zostać skreślony z listy studentów, a nawet stracić uzyskany już tytuł licencjata czy magistra. Podpisanie się pod cudzym materiałem może podlegać także karze grzywny lub pozbawienia wolności do trzech lat. – Jeśli więc ktoś odkryje, że nasza praca była niesamodzielna i uzyskaliśmy np. tytuł magistra, staniemy przed sądem. Wymiar kary będzie zależał m.in. od skali zapożyczeń oraz strat, jakie poniósł autor przepisanej pracy – mówi Paluch. Przedawnienie następuje po pięciu latach od daty popełnienia przestępstwa.

Uczelnie są przygotowane

Niebawem na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu ma wejść w życie zarządzenie rektora, które wprowadzi obowiązek sprawdzania każdej pracy dyplomowej z wykorzystaniem OSA. Promotor będzie wysyłał pracę dyplomową do OSA, otrzyma raport badania pracy – na tej podstawie będzie mógł ocenić i porównać pracę studenta z innymi dziełami oraz materiałami dostępnymi w Internecie. Promotor ostatecznie podejmuje decyzję o akceptacji pracy i skierowaniu jej do recenzji lub przekazaniu sprawy do dziekana w związku ze stwierdzeniem istnienia w pracy nieuprawnionych zapożyczeń. Należy podkreślić, że dotąd plagiaty zdarzały się na UAM bardzo rzadko – były to jedna, dwie sprawy rocznie, które trafiają do komisji dyscyplinarnej – mówi Agnieszka Książkiewicz z biura prasowego UAM.

W Akademii Górniczo-Hutniczej od 1 października każdy pracownik AGH może sprawdzić w Otwartym Systemie Antyplagiatowym prace swojego dyplomanta. – Jeśli chodzi o wykrywalność popełnionych plagiatów, to nie ma wątpliwości, że każde przedsięwzięcie w tym kierunku działa na korzyść. Generalnie jednak, jeśli chodzi o plagiaty na uczelni technicznej, to zdarzają się one zdecydowanie rzadziej niż na uniwersytetach. Podyktowane to jest charakterem prac, jakie u nas powstają. Najczęściej są to projekty, rozwiązania techniczne, działające urządzania, trudno więc tu mówić o oszustwie – mówi prof. Andrzej Tytko, prorektor ds. kształcenia w AGH.

Artykuł pochodzi z nr 3/2016 Eurogospodarki

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here