Pole do nadużyć. Niedorzeczności w przepisach egzekucyjnych

0
8

Wystarczy niezapłacony mandat za przekroczenie prędkości czy za jazdę na gapę, by zostać obiektem zainteresowania komornika. Od długu 100 zł można zapłacić koszty egzekucji 5 zł 40 gr, albo tysiąc razy więcej.

Dochodzeniem takiej należności może zajmować się komornik sądowy albo komornik skarbowy, bo egzekucja może być prowadzona w trybie sądowym lub w postępowaniu administracyjnym, ale tak czy inaczej zapłacić trzeba. Ile? Albo dużo, albo mało, bo przy jednej i drugiej egzekucji przepisy przewidują inne opłaty i inne koszty. Jaka jest różnica? Ogromna.

Kara za ciężką nogę

Mandat wynosił 100 zł. W tym roku w czerwcu pod Bydgoszczą młody kierowca przekroczył prędkość o niecałe 30 km na godzinę. Mandatu, choć powinien, do końca września nie zapłacił. Dlatego 7 października urząd skarbowy rozpoczął egzekucję i przysłał pocztą tytuł wykonawczy i zawiadomienie o zajęciu wynagrodzenia za pracę. Wierzycielem dłużnika-kierowcy był wojewoda kujawsko-pomorski, który należność skierował do egzekucji administracyjnej. Organem egzekucyjnym został Urząd Skarbowy Warszawa-Mokotów.

Koszty kosztom nierówne

Dłużnik ma zapłacić 100 zł długu głównego (bez odsetek) plus koszty egzekucyjne w wysokości 5 zł 40 gr. Tak mówi pismo, które dłużnik otrzymał. Zero odsetek i innych opłat. Kiedy zapominalski kierowca dostał dokumenty egzekucyjne ze skarbówki, czym prędzej pobiegł do banku i zapłacił. Ale teraz się zastanówmy, co by było, gdyby egzekucja poszła drogą sądową do komornika, a nie przez urząd skarbowy. Przeszłaby przez e-sąd albo taki zwykły, rejonowy. Wydany zostałby nakaz zapłaty. Potem wierzyciel zwróciłby się o klauzulę wykonalności i złożył wniosek do komornika o egzekucję. Wszystkie te czynności pociągają za sobą koszty obciążające dłużnika. Wysokie. Po dodaniu ich do samego długu kwota będzie kilka razy wyższa.

Co na nią się składa?

Przede wszystkim koszty sądowe i adwokackie (zastępstwa procesowego i zastępstwa w egzekucji). Przy niewielkiej należności w wysokości 100 zł, to ok. 105 zł (koszty te liczone są procentowo od należności). Potem trzeba doliczyć koszty komornicze i opłaty. Gdyby komornikowi od razu udało się wyegzekwować owe 100 złotych, to koszty nie przekroczą 300 zł. Czyli łącznie: 100 zł mandat plus koszty sądowe i komornicze, razem ponad 500 zł. Ale jeśli komornik na wniosek wierzyciela będzie poszukiwał majątku dłużnika, to koszty poszybują w górę. Podam dla przykładu niektóre opłaty związane z poszukiwaniem majątku, jakie poniesie na zakończenie postępowania egzekucyjnego dłużnik. Opłata za zapytanie do urzędu skarbowego wynosi 45 zł. Pytanie do ZUS – 40,47 zł, do wszystkich banków – 143 zł. Wgląd do ksiąg wieczystych – 20 zł. A gdyby komornik bardzo się uparł (może to zrobić) i szukałby nieruchomości należącej do dłużnika, to koszty przekroczą wielokrotnie dług. Dlaczego? Taka opłata ma dwie części: pierwsza (niezależna od wyniku poszukiwań ) wynosi 2 proc. przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego. To dziś sześćdziesiąt parę złotych. Drugą część komornik pobierze w razie odnalezienia majątku. Wynosi ona 5 proc. szacunkowej wartości tego, co odnalazł, ale nie więcej niż 100 proc. średniej pensji, czyli nieco ponad 3850 zł. Oczywiście większość komorników czegoś takiego nie robi przy tak małym długu, znam jednak takie przypadki. Dopiero sąd po skardze dłużnika „uchylał” napompowane koszty. Obliczmy teraz kwotę, do jakiej te 100 zł mandatu mogło urosnąć. Z kosztami i opłatami zwykłymi będzie to nieco ponad 100 zł. Gdyby komornik chciał naciągnąć dłużnika, doliczyłby jeszcze 3800 zł plus koszty poszukiwania majątku i mamy prawie 5 tys. zł.
UWAGA! Od 1 października 2015 roku koszty ponoszone przez dłużnika w przypadku egzekucji komorniczej zwiększyły się o 23-procentowy VAT.

Dłużnicy i dłużnicy

Jedni ponoszą wysokie koszty egzekucyjne, inni – niskie. Dyskryminacja? Można tak powiedzieć. Są różnie traktowani w egzekucji sądowej i administracyjnej. Dlaczego? Wiąże się to z tym, że komornik skarbowy żyje na państwowym garnuszku, czyli jego wynagrodzenie i pensje całego aparatu, który wykorzystuje, koszty wynajmu i eksploatacji lokalu itp. są pokrywane z budżetu państwa. Jest „tani” dla dłużnika. Komornik sądowy sam siebie utrzymuje, zarabia na kancelarię, płaci pensję pracownikom. Musi zarabiać i przepisy mu to umożliwiają. A jeśli jeszcze umie i chce wykorzystać prawo, a także zna luki w nim występujące, to może głęboko sięgnąć do kieszeni dłużnika.

Trudno jednak zrozumieć, dlaczego funkcjonują dwie tak różne procedury egzekucyjne. Dlaczego jeden dłużnik jest traktowany przez prawo surowiej niż drugi? Faktycznie różnica wynika jedynie z tego, że jeden miał szczęście i wobec niego egzekucja mandatu za przekroczenie prędkości następuje w drodze administracyjnej, a drugi miał pecha i tej samej wysokości mandat za jazdę au-tobusem na gapę egzekwuje od niego komornik.

Od roku wyszukuję w przepisach egzekucyjnych różnych niedorzeczności. To jedna z nich. Stopniowo dochodzę do wniosku, że pilnie trzeba znowelizować przepisy. A najlepiej stworzyć jedną zupełnie nową ustawę o egzekucji i komornikach. Pytanie brzmi: Czy ktoś wreszcie się za to weźmie?

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here