Pomysłowość w nieprzyzwoitości

0
6

Weronika się boi, że Wojtek pewnego dnia zobaczy w drzwiach obcego mężczyznę, który wyciągnie rękę i stwierdzi bardziej, niż zapyta: – Ojcu nie pomożesz?

Ona – specjalistka od HR w sporej firmie. On – biznesmen z branży samochodowej, konkretnie właściciel kilku warsztatów. Widać było, że kochają się ogromnie. Weronika, Marek i dwuletni Wojtuś, o którego starali się długich siedem lat. Poznałam ich kilka lat temu na wakacjach. Ich najbliższe wtedy plany: podróż życia do Nowej Zelandii, potem – budowa domu. – Dwa lata i postaramy się o Isię, Wojtuś musi mieć siostrę – mówili. Sądząc po ognistych spojrzeniach, jakie wymieniali, starania cały czas szły pełną parą. Zazdrościłam jej, przyznaję. Gdy się widzi TAKĄ miłość i TYLE szczęścia, porzucenie i samotne macierzyństwo mocniej uwiera. Ech!

Zapracowanie

Za rok spotkaliśmy się znów. W zasadzie spotkałyśmy, bo Marek tylko przywiózł Weronikę i Wojtka na wakacje i pojechał. – Dużo pracuje, wiesz… Dom. Do Nowej Zelandii nie lecimy, bo euro podrożało i dolar też – tłumaczyła Weronika. Wojtuś składał przed domkiem duży warsztat samochodowy z niezliczonymi autami. – Chce być taki jak tata, patrzy w niego jak w obraz – śmiała się.

Zdrada

Dwa miesiące później niespodziewanie zadzwoniła. – Skurwysyn – powiedziała. Marek zdradzał ją od kilku miesięcy. Rozpoczęta na kredyt budowa domu, z powodu której rzekomo się zaharowywał, leżała odłogiem. Nie zapłacił fachowcom. Weronika obawiała się otwierać skrzynkę na listy, odkąd zaczęła wyciągać coraz więcej ponagleń do zapłaty z banków, z którymi – jak błędnie sądziła – nic ją nigdy nie łączyło. Nie mogło być gorzej? Owszem, mogło. O zaległości upomniały się ZUS i skarbówka, które weszły na hipotekę działki.

Ucieczka

Marek z dnia na dzień zlikwidował firmę, zarejestrował się jako bezrobotny. Nagle się okazało, że dla Wojtka ma najpierw godzinę w tygodniu, potem – nawet tyle nie. Chłopiec przestał widywać ojca, mimo że obaj mieszkają w tym samym, średniej wielkości mieście. – Ty to masz szczęście – mówiła coraz częściej Weronika. Komornik, ściągający z jej pensji długi Marka, okazał się bezsilny wobec męża, konsekwentnie wykazującego brak dochodów. Na wyrok sądu przyznający 500 zł alimentów na dziecko Weronika nie może patrzeć. Sprawa o podział majątku toczy się od czterech lat.

Szczęście?

Zaczęłam inaczej patrzeć na to, co mam. Na regularnie wpływające na konto alimenty, często wyższe niż uzgodnione. I na to, że w podbramkowych sytuacjach mogę powiedzieć: – Brakuje mi, pożycz, dołóż. I pożycza, dokłada. Na regularne odwiedziny i czas spędzany z naszym dzieckiem. Na to, że ojciec zabiera je do siebie – w przerwach świątecznych, podczas ferii i wakacji. Chyba rzeczywiście mam szczęście.

Odpowiedzialność

Ważniejsza niż motyle w brzuchu, pożądanie i zauroczenie. Niby oczywiste, a przecież tysiące kobiet przeżywają to samo co Weronika. Jeśli mają więcej szczęścia, nie muszą spłacać długów byłego męża. Jeśli jeszcze mniej niż ona – zobowiązania są na tyle wysokie, że zostają bez mieszkania, bez żadnego majątku.

Alimenciarzem może zostać każdy, bez względu na zasobność portfela – profesor, artysta, polityk z pierwszych stron gazet. Niektórzy toczą sądowe batalie o obniżenie alimentów, inni ich po prostu nie płacą, próbując ukryć dochody przed byłą żoną i matką dziecka (dzieci). Pomysłowość w przekraczaniu granic przyzwoitości nie zna granic ni kordonów – udowodnił to pewien europoseł dowodzący, iż podczas pełnienia tej hojnie opłacanej tysiącami euro funkcji zbiedniał.

Nie można nikogo zmusić do miłości. Nie można nikogo zmusić do przyzwoitego zachowania. Ale jest coś niesłychanie demoralizującego w tym, że państwo nie wypracowało żadnych skutecznych mechanizmów egzekwowania minimum odpowiedzialności ze strony rodzica, który zostawia swoje dziecko. Zwłaszcza gdy czyta się historie o tychże rodzicach, zgłaszających się po alimenty do swoich opuszczonych przed laty dzieci.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here