Pozwólcie nam taniej chorować

0
6

Polak rocznie wydaje na lekarstwa średnio 326 dolarów. To dużo mniej niż Amerykanin ze swoim ponad tysiącem dolarów. Niepokoi jednak to, że Polacy pokrywają z własnej kieszeni ponad 60 proc. kosztu swych leków.

W Ameryce czy Kanadzie portfele pacjentów chronią polisy zdrowotne, które obejmują również zakup leków.

Bez recepty, bez głowy

Jak wynika m.in. z najnowszego raportu OECD „Health at a Glance” dużą część wydatków Polaków na leki pochłaniają zakupy leków OTC (over-the-counter drug), dostępnych bez recepty. W rankingu konsumentów tych leków jesteśmy w ścisłej czołówce, na co eksperci od lat zwracają uwagę. Dlaczego? Wśród przyczyn wymieniane są najczęściej: problemy z dostępem do specjalistów (Polacy leczą na własną rękę nie tylko banalne przeziębienia, ale też np. problemy z przewodem pokarmowym czy bezsenność, które powinny być skonsultowane ze specjalistami) i słaba edukacja. Jedne z badań wykazały np., że duża część społeczeństwa sądzi, iż różne nazwy handlowe tego samego leku to różne lekarstwa. Lekarze alarmują o licznych przypadkach przedawkowania, co nawet w przypadku uznawanego za bezpieczny paracetamolu może się skończyć poważnymi powikłaniami, łącznie ze zgonem. Nie bez znaczenia jest wszechobecna reklama leków OTC – zarówno w telewizji, jak i radiu, a coraz częściej w Internecie – całe bloki reklamowe mają charakter apteczny.

NFZ oszczędza na lekach dla nas

W Polsce prawdziwym problemem jest system refundacji leków, które dostępne są tylko na receptę. Od 2012 roku obowiązuje nowa ustawa refundacyjna, z której zadowoleni są przede wszystkim urzędnicy Narodowego Funduszu Zdrowia. Dzięki nowym przepisom NFZ wydaje na leki tyle, ile zaplanował, w dodatku – ma oszczędności! Od 2012 roku wyniosły one już ok. 4 mld zł, ponad miliard zł rocznie. Teoretycznie te pieniądze powinny również być wydane na refundację leków, tych najnowocześniejszych. Tak się jednak nie dzieje – Fundusz ma wiele innych wydatków (np. musi zapłacić za tzw. nadwykonania, czyli zabiegi i operacje przeprowadzone przez szpitale ponad zakontraktowany limit). Efekt? Wielu Polaków, zwłaszcza starszych, wychodzi z apteki bez zrealizowania wszystkich recept. Wielu, dla których ratunkiem są terapie nowoczesnymi preparatami, musi szukać pomocy w zbiórkach publicznych.

Jak ewoluują przedwyborcze obietnice

Nic dziwnego, że w czasie kampanii przed wyborami parlamentarnymi dwie największe partie – Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość – zapowiadały zmiany w zasadach refundacji leków. PO obiecywała wprowadzenie bonu refundacyjnego, z którego miałoby skorzystać nawet 3,5 mln osób o najniższych dochodach. PiS w kampanii opowiadał się za wprowadzeniem stałej ceny, jaką pacjenci płaciliby za opakowanie leku w aptece – ok. 9 zł. Potem ta obietnica została zmieniona na hasło „Darmowe leki dla seniorów”, by ostatecznie w exposé premier Beaty Szydło skonkretyzować się jako „Darmowe leki dla osób powyżej 75. roku życia”, w trakcie zaś dalszych prac – jako „Niektóre darmowe leki dla osób powyżej 75. roku życia”. Konkretów na razie jeszcze nie ma (ten projekt ma być zrealizowany w pierwszych 100 dniach rządu, a więc do 23 lutego), ale już dziś wiadomo, że na liście leków bezpłatnych znajdą się leki przepisywane przez lekarzy głównie pacjentom najstarszym i leki najtańsze. Program ma kosztować rocznie około pół miliarda złotych, ale nie poprawi w sposób znaczący dostępności (cenowej i faktycznej) leków dla polskich pacjentów.

Rozmrożony projekt niezależny

Pojawił się natomiast projekt niezależny politycznie, obywatelski. Federacja Porozumienie Zielonogórskie, zrzeszająca lekarzy rodzinnych, złożyła w Sejmie już w poprzedniej kadencji obywatelski projekt ustawy refundacyjnej. Wtedy ugrzązł w parlamentarnej zamrażarce, teraz został skierowany na ścieżkę legislacyjną. Prace już się zaczęły, a nowy minister zdrowia poparł część lekarskich (i pacjenckich, bo lekarze zbierali podpisy pod tym projektem wśród swoich pacjentów) propozycji zmian. Jakich?

Najważniejszą, i mającą największe szanse na wejście w życie, jest ta dotycząca usunięcia z ustawy refundacyjnej przepisu, który pozwala lekarzom przepisywać leki tylko na te choroby, które zostały wymienione przez producentów przy ich rejestracji, w dokumencie, który nazywa się „Charakterystyka produktu leczniczego” (ChPL). Dla pacjentów to może brzmieć abstrakcyjnie, ale abstrakcyjne wcale nie jest – o czym przekonują się często pacjenci wymagający leczenia antybiotykiem. Duża część lekarzy wypisuje od 2012 roku antybiotyki niemal wyłącznie na 100 proc. odpłatności, choć pacjent ma prawo do refundacji leków. Dlaczego? Bo zgodnie z prawem przed przepisaniem antybiotyku lekarz powinien wykonać badanie i określić szczep bakterii, by dobrać antybiotyk, który w ChPL ma wymieniony właśnie ten szczep. Tymczasem na wiele chorób – np. przy anginie czy szkarlatynie – antybiotyki lekarze wypisują bez posiewu, bo mają wiedzę – wynikającą z praktyki – jaka bakteria wywołała chorobę i jaki lek jest skuteczny. W dodatku producenci często w ChPL wymieniają tylko jedno lub kilka wskazań, tymczasem lek z powodzeniem może pomagać pacjentom w wielu chorobach. Minister zdrowia popiera ten postulat lekarzy.

Lekarze chcieliby rezygnacji z przepisu, który każe im wypisywać na receptach poziom refundacji (30, 50 albo 100 proc.). Muszą za każdym razem sprawdzać, jaka zniżka należy się chorym przewlekle, a jaka innym. Jednak na to ministerstwo z pewnością nie przystanie.

Z korzyścią dla chorych w każdym wieku

W projekcie Federacji Porozumienia Zielonogórskiego i popierających ją pacjentów najważniejszym punktem dla nich, i równocześnie takim, który rzeczywiście mógłby zmienić położenie wielu najbardziej potrzebujących wsparcia chorych, jest propozycja wprowadzenia progu wydatków na leki. FPZ proponuje, by pacjent rocznie z własnej kieszeni mógł wydać na nie określoną kwotę (proponowany limit to 3 tys. zł rocznie, dotyczy wyłącznie leków przepisywanych na receptę). Po przekroczeniu tego pułapu resztę leków otrzymywałby za darmo – koszty pokrywałby płatnik. To prawo przysługiwałoby pacjentom niezależnie od wieku – więc propozycja FPZ stoi w pewnej sprzeczności z rządowym programem darmowych leków dla osób 75+. Takie rozwiązanie jest stosowane w krajach skandynawskich (m.in. w Szwecji) i jest korzystne zarówno dla osób starszych, które konsumują dużą ilość leków przepisywanych na receptę, jak i pacjentów wymagających terapii droższymi lekami, niezależnie od wieku. Skorzystaliby przede wszystkim pacjenci chorujący przewlekle.

Potrzebny fundusz na innowacyjne terapie

A co z pacjentami, dla których ratunkiem są leki najnowszej generacji, np. onkologiczne? Z opublikowanego pod koniec roku raportu firmy konsultingowej EY wynika, że dostępność takich terapii w Polsce jest tragicznie niska. Większość leków, którymi leczeni są pacjenci w wysoko rozwiniętych krajach, w tym w Unii Europejskiej, w ogóle nie jest w Polsce dostępna. Część jest dostępna, ale tylko w bardzo wąskich grupach wskazań (czyli nie mogą z nich korzystać wszyscy pacjenci, którym lek mógłby pomóc). EY jako rozwiązanie proponuje stworzenie odrębnego funduszu, z którego byłyby finansowane drogie, nowoczesne, innowacyjne terapie lekowe, których koszt nierzadko przekracza kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. Ale, jak dowodzą ekonomiści, taka inwestycja per saldo się zwraca – straty PKB spowodowane złym, nieskutecznym leczeniem, np. onkologicznym, są dużo większe niż wydatki na skuteczne leki.

Artykuł pochodzi z nr 2/2016 Eurogospodarki

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here