Przydatny pasożyt

0
7

Kobieta potrącona przez kierowcę uzyskała od zakładu ubezpieczeń, w którym opłacił on swoją polisę OC, 6 tys. zł odszkodowania. Na tyle ubezpieczyciel wycenił uraz głowy i złamaną kość krzyżową. Oburzona zleciła swoją sprawę kancelarii odszkodowawczej i w konsekwencji zajął się nią sąd. Orzekł na rzecz pokrzywdzonej 20 proc. z dochodzonej pozwem kwoty, tj. 2 tys. zł, ale i obciążył kosztami postępowania równymi tej właśnie kwocie. Jeśli ktoś myśli, że poszkodowana wyszła z sali sądowej na zero, to się myli! Umowa z kancelarią odszkodowawczą zobowiązywała ją bowiem do wypłacenia honorarium w wysokości jednej czwartej zasądzonej kwoty plus dodatkowe koszty związane z dochodzeniem roszczeń, w tym przypadku zastępstwa procesowego radcy prawnego w wysokości 600 zł. Po wszystkim w ręku zostało jej 3,4 tys. zł, zamiast pierwotnie przyznanych przez ubezpieczyciela 6 tys. zł.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here