Przyjemne chwile leczą

Czas czytania
9 minut
Przeczytałeś już
Odsłony
3 085

Przyjemne chwile leczą

29 Luty 2016 - 07:15
Kategoria:
1 Komentarz

O tym, jakie reakcje zachodzą w naszym organizmie pod wpływem stresu i jak pokonać tego podstępnego wroga, z dr n. biol. Izabelą Dobrowolską, wykładowcą Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach oraz Uniwersytetu w Umeå w Szwecji rozmawia Joanna G. Koprowska.

Dr n. biol. Izabela Dobrowolska

  • Przed naszym spotkaniem wpadłam w panikę, bo za nic nie mogłam znaleźć dyktafonu. Drżały mi ręce, przewidywałam katastrofę. W amoku przeszukiwałam mieszkanie. Na szczęście dyktafon znalazłam, ale jak na ten stres zareagował mój organizm?

– Zwłaszcza poważną sprawę można przyrównać do sytuacji, w której w grę wchodzi nasze życie. Gdy na sawannie lew goni zebrę, oboje są w stanie pełnej gotowości. Ta sytuacja poprawia znacząco działanie ich całego organizmu i nastawia na sukces. Zebra chce uciec, by przeżyć, lew pragnie ją dopaść, by zdobyć pożywienie. Jeśli spojrzymy na stres w ujęciu pierwotnym, takim, które obserwujemy w świecie zwierząt, to jest on mobilizujący. Przyspieszenie akcji serca, lepsze wchłanianie tlenu w pęcherzykach płucnych, przyspieszenie działania krwiobiegu i takie gospodarowanie energią, które pozwala skierować wszystkie siły i środki do mięśni odpowiedzialnych za zakończoną sukcesem ucieczkę lub udane polowanie. Stres też może stymulować organizm człowieka, pod warunkiem że tym stresem potrafi odpowiednio pokierować.

  • Jednak coraz więcej ludzi nie potrafi kontrolować stresu. Praca, rodzina, kredyty, obawa o stabilność finansową, o przyszłość – zewsząd nas atakuje stres.

– Na nasze nieszczęście znacząco różnimy się od innych ssaków w sposobie odbierania stresu. Dla nas stres osiągnął bezsensowny wymiar. Jako gatunek jesteśmy w stanie stresować się wszystkim. Różne czynniki i sytuacje mogą być dla nas stresorami, choć najczęściej nie zagrażają one ani naszemu przeżyciu, ani naszemu bezpieczeństwu. Denerwuje nas nawet korek samochodowy czy hałas. Poza tym, jeśli zebrze uda się uciec przed lwem, to następuje wyłączenie reakcji stresowej, zostają przywrócone funkcje wszystkich układów, które były hamowane, bo cała energia była przeznaczana na ucieczkę. W ten sposób ewentualne szkody powstałe w reakcji na stres są minimalizowane, wszystko wraca do normalnego działania. U ludzi nie działa podobny wyłącznik.

  • Nie potrafimy przestać się stresować?

– Ludzie mają różną odporność na stres. Nawet w grupie, która żyje w idealnych warunkach, po pewnym czasie niektóre osoby zaczną chorować, a pozostałe nie. Dlaczego? Bo organizmy tych, którzy byli w stanie stresu przewlekłego, przestały funkcjonować prawidłowo.

  • Kiedy wchodzimy w przewlekły stres?

– Zasadnicze znaczenie ma nasza pozycja społeczna w grupie, a nawet nie tyle pozycja społeczna, co poczucie kontroli nad tym, co się dzieje wokół nas.

  • Czyli szef stresuje się mniej od pracownika?

– To jest paradoks, ale tak. Przeprowadzono badania na grupie urzędników państwowych z Wielkiej Brytanii. To struktura hierarchiczna, wiele osób w niej zależnych jest od innych. Zauważono, że osoby niżej w hierarchii chorują dużo częściej niż osoby wyżej w hierarchii. To, że są niżej, przełożyło się również na poziom kortyzolu w ich krwi. Ci, którzy mieli kontrolę nad innymi, mieli kontrolę nad sytuacją, byli pod dużo mniejszym stresem, mimo że ich odpowiedzialność była wyższa. I to jest znamienne, że poczucie odpowiedzialności, poczucie, że ja za coś jestem odpowiedzialny, mam nad czymś kontrolę, powoduje poczucie bezpieczeństwa.

  • Czyli uzależnienie od innych osób i skazanie na niespodziewane okoliczności powoduje większy poziom stresu? To typowa sytuacja osób zadłużonych.

– Jeszcze nic się nie dzieje, spokojnie spłacamy kredyt, nikt nie zachorował, ale się boimy, że coś w tym nam może przeszkodzić, zaczynamy się zastanawiać: „A co jeśli…?”. Piszemy w głowie scenariusze. Z czasem powstaje efekt kuli śniegowej. Jest takie powiedzenie angielskie When it rains, it pours (Kiedy pada, to leje). Oznacza, że najdrobniejszą rzecz, która się zdarza, zaczynamy traktować jako następne kolejne cierpienie, przestajemy widzieć rzeczy takimi, jakimi są. To wynika z naszej fizjologii, jest efektem długotrwałego podwyższonego poziomu kortyzolu w organizmie. Przy wysokim poziomie kortyzolu znacząco obniża się nam poziom dopaminy, która odpowiada za nasze poczucie szczęścia, zadowolenia. I powstaje sprzężenie zwrotne. Samonakręcająca się maszyna, która w końcu nas miażdży. Powoduje wybuch jakiegoś problemu zdrowotnego. Doprowadza do tego, że w którymś momencie zaczynamy poważnie chorować.

  • Nie przyzwyczajamy się do stresu?

– Z czasem organizm trochę się adaptuje. Efekty wywołane przez czynnik stresogenny są mniejsze następnym razem lub gdy długo trwa, z czasem się zmniejszają. Gdy popadamy w kłopoty, pamiętamy, że już wychodziliśmy z podobnych albo większych, że nie było tragicznie. Ale to tylko połowiczna poprawa! W organizmie nadal zachodzą niekorzystne zmiany. Może więcej czasu upłynie, nim stres objawi się schorzeniem, ale się objawi.

  • Dlaczego jedni są pod silniejszym wpływem stresu od innych?

– U niektórych ludzi czynniki nieistotne typu korek, hałas spowodują uśmiech, u innych irytację. Pojawienie się kłopotów jednych zmobilizuje do działania i rozwiązania problemów, a u osób bardziej wrażliwych na stres nawet błahe stresory wywołają zmiany fizjologiczne. Często ludzie odporni na stres kompletnie nie rozumieją, o co chodzi osobom wrażliwym na stres. Podejrzewają je o to, że coś jest z nimi nie tak, uważają, że ich reakcje są przesadzone.

  • Od czego zależy nasza wrażliwość na stres?

– Wiele badań wskazuje już na życie płodowe. Kortyzol uwalniany do krwi matki nie tylko bezpośrednio niekorzystnie wpływa na rozwój płodu czy jego samopoczucie w łonie matki, ale ta informacja zostaje zapisana w komórkach rozwijającego się dziecka i w negatywny sposób procentuje. Również to, co dzieje się w dzieciństwie, może znacząco wpływać na nasz stosunek do stresu w dorosłym życiu. Wiadomo, że stres w dzieciństwie zostawia ślady na makrofagach, komórkach związanych z odpornością. Może to zwiększyć skłonność do chorób w życiu dorosłym.

  • Osłabienie odporności to jeden z głównych efektów działania chronicznego stresu?

– Wciąż to ma związek z kortyzolem, który w przewlekłym stresie wydzielany jest w zwiększonych ilościach, a nasz organizm stara się sobie z tym radzić. Jednym z elementów adaptacji organizmu jest zmniejszanie wrażliwości układu odpornościowego na kortyzol. Układ odpornościowy częściowo jest regulowany kortyzolem, to potrzebna substancja nie tylko w sytuacji, gdy „lew goni zebrę”, ale też w normalnym funkcjonowaniu. Natomiast gdy pojawia się go za dużo, układ odpornościowy jest mniej wrażliwy na jego działanie, a przez to upośledzona zostaje kontrola nad infekcjami i stanami zapalnymi.

  • Przeziębiamy się?

– Nie tylko. Tak jak przeziębienie jest reakcją zapalną, tak wszystkie inne zjawiska, schorzenia, problemy zdrowotne, u podstaw których leży stan zapalny, są związane z tym, że jesteśmy w stanie przewlekłego stresu. Obecnie trudno jest wymienić chorobę, która u swojego podłoża nie miałaby stanu zapalnego. Mówię o przewlekłym, utajonym stanie zapalnym, który nie daje przez wiele lat szczególnych objawów, np. w postaci wyraźnego bólu, dysfunkcji jakiegoś organu, ale z czasem pod wpływem stresu kumuluje się i zaczyna objawiać wieloma schorzeniami.

  • Można powiedzieć, że stres jest katalizatorem i sprawia, że na zewnątrz wychodzi to, co było uśpione wewnątrz?

– W latach 70. ubiegłego wieku dokonano rewolucyjnego odkrycia. Stwierdzono, że wrzody żołądka są spowodowane stresem. Pacjentom zalecano zmianę podejścia do życia. Zarówno lekarze, jak i pacjenci odetchnęli, gdy na początku lat 80. odkryto, że to nie stres, a bakteria odpowiada za wrzody żołądka. Znów można było je leczyć tabletkami, a więc o wiele łatwiej. Niestety, po kilku latach się okazało, że większość populacji ma bakterię Helicobacter pylori, a tylko niektórzy – wrzody żołądka. I wrócono do stresu jako głównej przyczyny tej choroby.

  • Jak duże spustoszenie stres sieje w naszym organizmie?

– Znany amerykański neurobiolog dr Robert Sapolsky, który od ponad 30 lat prowadzi badania nad stresem, zaproponował listę schorzeń, które bezpośrednio przypisuje się działaniu stresu przewlekłego. Przede wszystkim są to dolegliwości związane z układem krążenia i z sercem, np. nadciśnienie, zaburzenia rytmu serca. Ponadto, mówiąc wprost, stres zabija komórki nerwowe. I to nie jest przesada, to nie jest w cudzysłowie, tak rzeczywiście jest. Pojawiają się różne schorzenia, które w szczególności dotyczą hipokampu, obszaru w mózgu związanego z naszymi zdolnościami poznawczymi i pamięcią. Demencja, choroba Alzheimera, ale także stany depresyjne, zaburzenia koncentracji, stany niepokoju, zmęczenia, nadmiernej senności, bezsenności. Kortyzol oddziałuje na ciśnienie krwi i na jej krążenie, tym samym wpływa na układ trawienny, który jest silnie ukrwiony, szczególnie jelita. Stres powoduje zmniejszenie przepływu krwi przez układ trawienny. Gdy jest to związane z tym pierwotnym stresem, gdy lew goni zebrę, wtedy ani zebra, ani lew nie mają czasu na trawienie, więc te procesy zostają zahamowane. Ale jeśli tak się dzieje w sytuacji przewlekłego stresu, dochodzi do zaburzeń ukrwienia i w efekcie zaburzeń trawienia. W niektórych przypadkach stwierdza się 20 tys. mniejszą aktywność enzymów trawiennych! Stres dotyka również naszej flory bakteryjnej, częstym problemem jest przerost grzybów Candida albicans. Obecnie wiadomo, że stres odgrywa rolę nawet przy takich schorzeniach jak nowotwory.

  • To długa lista!

– 20 lat temu sama dużo chorowałam. Po wizytach u wielu specjalistów, zażyciu masy tabletek trafiłam w końcu do lekarza medycyny chińskiej. Powiedział: „Bo ty za dużo myślisz”. To były prorocze słowa, biorąc pod uwagę postęp nauki. Stres zaczyna się w naszej głowie, powodują go nasze myśli. Takim doskonałym przykładem, że my generujemy stres, jest np. sytuacja kłótni z partnerem. Gdy mąż już śpi, my denerwujemy się dalej, chociaż nie ma już stresora w postaci kłótni. Niestety, stres przewlekły działa podstępnie, powoli wkrada się w naszą fizjologię i powoli ją zmienia. Kiedy już dochodzi do jakichś zewnętrznych objawów to dowód, że już długo działał. Jeśli pojawia się objaw, to oznacza, że nasz organizm przegrał. Warto zapobiegać, tworzyć wentyle bezpieczeństwa, jeszcze nim stres zaczyna się objawiać.

  • Niepewność co będzie jutro, zero oszczędności, brak jednej wypłaty i widmo nędzy – to nie są warunki, w których można się nie stresować.

– W Stanach Zjednoczonych regularnie prowadzone są badania na temat wpływu statusu finansowego na poziom przewlekłego stresu i na schorzenia, które w związku z nim się pojawiają. Osoby z kłopotami finansowymi nie mogą sobie pozwolić na zdrowe jedzenie albo boją się pójść do lekarza, bo dostaną receptę, za którą zapłacą majątek. Dochodzą następne stresory, pojawia się takie zamknięte koło, które pogarsza istniejący już z powodu problemów finansowych stres.

  • Mimo że próbujemy na różne sposoby zagłuszyć złe myśli, to nie działa. Dlaczego?

– Jest to związane z budowaną przez lata wrażliwością na czynniki zewnętrzne, zarówno negatywne, jak i pozytywne, które są bardzo silnie odbierane. Taka postawa charakteryzuje często osoby o bardzo dużej wrażliwości na stres. Te osoby powinny zarządzać swoim stresem bardziej intensywnie, bo są szczególnie narażone na jego efekty. Niestety, często właśnie one nie mają przekonania, że mogą to robić. To bardzo typowe, gdy stres tak silnie wpływa na kogoś, że np. jego ciśnienie jest wysokie, niemożliwe już do kontrolowania lekami, ta osoba wie, że to wynik stresu, lekarze również, ale nie ma w sobie fizycznych możliwości do działania. Jest tak zestresowana, że czuje się zdemobilizowana, co uniemożliwia jakiekolwiek działanie, w tym próby zapanowania nad stresem. Jesteśmy wrażliwi na stres, musimy to zaakceptować. I pamiętać, że możemy napięcie rozładowywać na swój sposób, zminimalizować skutki silnej reakcji na czynniki zewnętrzne.

  • Jak poprawić swój stan i zmniejszyć wrażliwość na stres?

– Każdy powinien znaleźć własną metodę, choć jest też kilka sprawdzonych. Przede wszystkim ruch, ćwiczenia fizyczne czy joga. Czasem wystarczy zwykły spacer. Kontakt z przyrodą ma działanie uszczęśliwiające! Niektórzy świetnie się czują w medytacji. Dla innych może to być więź z dzieckiem albo przytulanie. Gdy mamy się do kogo przytulać, to jesteśmy szczęściarzami, np. 10 sekund przytulania dziennie zmniejsza ryzyko zawału serca. To są proste sprawy, o których często nie wiemy lub na co dzień nie pamiętamy, a jeśli zaczniemy tę wiedzę stosować, to podbuduje nas. Poczujemy, że jednak mamy kontrolę nad jakąś częścią życia. Terapeutyczny śmiech, joga śmiechu, poprawa pozytywnego myślenia, np. pisanie miłych listów do siebie rano, tworzenie map szczęścia. Są to metody dla niektórych śmieszne, ale skuteczne. Można też sięgnąć po
bardziej skomplikowane techniki pracy nad sobą. Trzeba znaleźć coś dla siebie, co pomoże nam zarządzać stresem.

  • A jeśli wciąż mamy poczucie, że nie mamy kontroli nad niczym, mamy długi, nie wiemy, co będzie w przyszłości, nasz szef nie pozwala nam na inwencję czy przejęcie odpowiedzialności, generalnie – przez większość czasu znajdujemy się w takich sytuacjach? Co z tym zrobić?

– Wtedy możemy poszukać sfery, w której będziemy mieć wpływ na zdarzenia. To może być rodzina. Możemy w niej realizować się w kategoriach zarządzania czy przejmowania kontroli, inicjatywy. Może to być grupa znajomych, przyjaciół, a nawet forum dyskusyjne. Albo hobby. Najważniejsze, by była to przestrzeń, nad którą będziemy mieć kontrolę. Choć nie sprawimy, że czynniki stresogenne znikną z naszego otoczenia, zyskamy pozytywne chwile w naszym życiu, dające nam przyjemność. To niezwykle ważne również z punktu widzenia fizjologicznego. Doktor Elizabeth Blackburn, laureatka Nagrody Nobla z dziedziny fizjologii i medycyny, prowadziła badania nad grupą wsparcia stworzoną przez matki opiekujące się upośledzonymi dziećmi. Doszła do wniosku, że przewlekły stres powoduje skrócenie telomerów. Telomery to zakończenia chromosomów, które zabezpieczają je przed uszkodzeniami podczas kopiowania. Spełniają one funkcję tzw. zegara komórkowego, a ich stopniowe skracanie świadczy o starzeniu się organizmu.

  • Im więcej się stresujemy, tym szybciej się starzejemy?

– Dokładnie tak. Uważa się, że rok osoby żyjącej w przewlekłym stresie pod względem wieku fizjologicznego odpowiada sześciu latom życia osoby niepoddanej działaniu stresu. Innymi słowy, im więcej się stresujemy, tym szybciej umieramy. Na szczęście stres nie jest wyrokiem. Doktor Blackburn odkryła, że istnieje enzym, który ma zdolność naprawiania i odbudowywania skracających się telomerów – telomerazę, a jednym z czynników aktywujących telomerazę są chwile przyjemności. Dlatego pamiętajmy, że cokolwiek przyjemnego w naszym życiu robimy, dbamy tym o nasze zdrowie, bo pozwala to minimalizować efekty stresu, na który jesteśmy narażeni każdego dnia.

Wywiad pochodzi z nr 2/2016 Eurogospodarki

Mamy 1 Komentarz

Obrazek użytkownika Twoja Ania

Iza, trafiłam na ten wywiad w odpowiednim momencie, choć przeraża mnie większa świadomość o tym że stres ma aż taka siłę niszczącą:/ może to zmotywuje mnie do "większej radości". Pozdrawiam i dziękuję za świetny temat rozmowy z mężem:)

Dodaj nowy komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.