Sprawa dla GIODO

0
6

Pozwana przez firmę pożyczkową pani Irena wraz z nakazem zapłaty dostała z sądu dokumenty procesowe, a w nich dane osobowe innych pożyczkobiorców, którzy z jej sprawą nic wspólnego nie mieli.

W lipcu ubiegłego roku pani Irena wzięła chwilówkę 400 złotych w warszawskiej firmie pożyczkowej Creamfinance Poland sp. z o.o. Tak się złożyło, że niedługo potem straciła pracę. Pożyczki nie spłaciła i na początku tego roku wierzyciel skierował sprawę do Sądu Rejonowego w Wołominie, by uzyskać nakaz zapłaty. Uzyskał. Miesiąc później dłużniczka dostała grubą kopertę z dokumentami sądowymi. Oprócz nakazu były w niej: pozew, kopia podpisanej umowy pożyczkowej (umowę pożyczki zawarto z LendON.Pl spółka z o.o.) oraz dowody na to, że Irena nie spłaciła zobowiązania. I właśnie o te dowody chodzi.

Informacje nie tylko o Irenie

Mec. Michał Ślązak, prawnik firmy pożyczkowej, dołączył do pozwu cztery wydruki komputerowe, a na nich oprócz danych pani Ireny także informacje o około 40 innych ludziach. Na jednym z dokumentów obok wpisu: „opłata za pełnomocnictwo z powództwa Creamfinance Poland przeciwko” jest imię i nazwisko pozwanego. Kolejny skan zawiera nie tylko nazwiska, ale i adresy. W kopercie były też wydruki z systemu księgującego wpłaty pożyczkobiorców, a w nich: imiona, nazwiska, PESEL, kwoty wpłat plus informacje, że ktoś zamierza zawrzeć umowę pożyczki, inny wpłacił wstępną opłatę, a pozostali spłacili kredyt lub przedłużają chwilówkę.

– Po co mi to? – zastanawia się nasza czytelniczka. – A może inny klient tej firmy otrzymał informacje o mnie? Ktoś obcy wie, gdzie mieszkam, jaki mam PESEL, że nie spłaciłam chwilówki? Co może zrobić z tą wiedzą. Zgroza!

Sąd jest tylko skrzynką pocztową

Dokumenty przesłane dłużniczce przeszły przez wołomiński Sąd Rejonowy. Czy mógł je przesłać wraz z danymi osobowymi osób nieuczestniczących w postępowaniu?

– Sąd przekazuje to, co otrzymał od strony postępowania, i nie kontroluje dokumentów pod kątem naruszenia ustawy o ochronie danych osobowych – tłumaczy Marcin Łochowski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego Warszawa-Praga. Pozwana ma przede wszystkim prawo do obrony. Jeśli powód dochodzi określonych roszczeń, to sąd nie może selekcjonować dokumentów-dowodów. Nawet generalny inspektor danych osobowych nie może nakazać sądowi usunięcia z materiału dowodowego danych osób nieuczestniczących w procesie. Nie ma takich kompetencji.

– Bo naruszałoby to zagwarantowaną konstytucyjnie niezawisłość sądu – wyjaśnia Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzeczniczka GIODO.

– W takim przypadku sąd działa jak skrzynka pocztowa – dodaje Łochowski.

Inaczej nie można

– Dokumenty, które określiła pani jako wydruki, pełnią rolę dowodów w postępowaniu cywilnym toczącym się z pozwu spółki – mówi Michał Ślązak, radca prawny, pełnomocnik firmy pożyczkowej. Powołuje się na art. 23 ust. 1 pkt 5 ustawy o ochronie danych osobowych. Przetwarzanie danych jest „dopuszczalne wtedy, gdy jest to niezbędne dla wypełnienia prawnie usprawiedliwionych celów realizowanych przez administratorów danych albo ich odbiorców”. I co ważne „nie narusza praw i wolności osoby, której dane dotyczą”.

– Niewątpliwie takim prawnie usprawiedliwionym celem jest dochodzenie przez spółkę roszczenia – wyjaśnia Ślązak.

Ale przecież dane dotyczyły nie tylko pani Ireny, ale i innych osób niezwiązanych z jej sprawą. Często tak się w sądach zdarza?

– Widziałem różne akta spraw, ale z reguły na komputerowych wykazach nie było danych osób postronnych – mówi sędzia Łochowski.

– Kiedy przekazuję kopie rachunków bankowych lub inne dokumenty, gdzie są dane osób trzecich, to po prostu zamazuję je czarnym flamastrem – zapewnia Martyna Kupiecka, radca prawny.

– Żaden z przepisów kodeksu postępowania cywilnego nie wskazuje na konieczność usuwania danych osobowych zawartych w dokumentach przedkładanych sądom jako materiały dowodowe. Stanowiłoby to nieuprawnioną ingerencję w treść materiału dowodowego – upiera się mecenas Ślązak. – Usunięcie jakichkolwiek elementów tych dokumentów stanowiłoby zmianę ich treści, a więc podważałoby ich wiarygodność. Bo, zdaniem mecenasa, oprócz treści dokumentu dla sądu ważna jest również jego forma i wygląd zewnętrzny.

Inny punkt widzenia prawnika

Zupełnie inaczej na całą sprawę patrzy dr Paweł Litwiński z Instytutu Allerhanda, prawnik zajmujący się problematyką danych osobowych. Pokazuje mi art. 26 ust. 1 pkt 3 ustawy o ochronie danych osobowych, w którym jest napisane, że przetwarzane dane powinny być merytorycznie poprawne i adekwatne w stosunku do celów, w jakich są przetwarzane. Pilnowanie tego to obowiązek administratora.

– To oznacza, że w tym konkretnym przypadku wolno było ujawnić w pozwie tylko takie dane, jakie są adekwatne (potrzebne – red.) do pozwania dłużniczki. I tylko tej konkretnej osoby. Ujawnienie danych innych narusza zasadę adekwatności – wyjaśnia Litwiński.

Mecenas Ślązak przytacza kontrargumenty. – Dostęp do materiału dowodowego zgromadzonego w danej sprawie nie jest nieograniczony. Mają go wyłącznie podmioty biorące udział w tym postępowaniu, a więc w tym wypadku spółka oraz pozwana osoba fizyczna. Przetworzenie tych danych osobowych następuje w ramach realizacji uprawnień spółki jako strony w procesie cywilnym. Ale zdaniem sędziego Łochowskiego firma naruszyła prawo. Dr Litwiński zaś idzie dalej.

– Istnieje nawet podejrzenie popełnienia przestępstwa (art. 51 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych), czyli ujawnienia danych osobowych osobom nieupoważnionym, ponieważ sprawa sądowa toczyła się przeciwko jednej osobie, a nie wszystkim, których dane ujawniono – wyjaśnia Litwiński. – Za to grozi kara nawet do dwóch lat więzienia.

Czy sprawą ujawniania w dokumentach sądowych danych osób trzecich powinien się zająć główny inspektor danych osobowych?

– To materiał dla GIODO – przytakuje Łochowski.

– Powinien to zrobić bez skargi. Z urzędu – dodaje Litwiński.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here