Spread? Dziękuję, nie

0
9

W niektórych bankach ponad połowa posiadaczy kredytów walutowych korzysta z możliwości spłaty rat bezpośrednio we frankach szwajcarskich, euro czy dolarach. Korzystanie z usług wirtualnych kantorów daje oczywiście pewne oszczędności, czasami spore, ale wiąże się też z pewnym ryzykiem – ostrzegają eksperci.

– Najwięcej wniosków o zmianę sposobu spłaty kredytów walutowych zostało złożonych zaraz po udostępnieniu takiej możliwości, czyli jeszcze w 2011 roku – twierdzi Jakub Królikowski, ekspert z departamentu kredytów hipotecznych w mBanku. – Dzisiaj nie obserwujemy już zwiększonego zainteresowania taką opcją. Zwłaszcza, że po zwyżce kursu franka szwajcarskiego mBank obniżył spread dla tej waluty o połowę. Podobne decyzje podjęły również inne banki – przypomnijmy jednak – działo się to na początku 2015 roku, niedługo po tym, gdy bank centralny Szwajcarii (SNB) nieoczekiwanie postanowił uwolnić kurs tamtejszej waluty. Frank momentalnie i radykalnie umocnił się wtedy wobec bardzo wielu walut, w tym również wobec złotego, co mocno uderzyło w spłacających kredyty hipoteczne nominowane w szwajcarskiej walucie.

Niedługo po feralnej decyzji SNB sprzed roku polski Komitet Stabilności Finansowej ustalił z działającymi w kraju bankami, że uwzględnią one w rozliczeniach z klientami ujemny LIBOR (czyli poziom referencyjnego oprocentowania depozytów i kredytów na rynku międzybankowym) dla szwajcarskiego franka. W efekcie m.in. PKO BP, Getin Noble Bank, Raiffeisen Polbank i mBank, a później również inne banki, ścięły różnice w kursie zakupu i sprzedaży obcych walut. Spready się wprawdzie skurczyły, jednak – jak sprawdził niedługo potem „Puls Biznesu” – szczególnego pędu do zmniejszania rozziewu między ceną kupna i sprzedaży walut zauważyć się nie dało. Nic więc dziwnego, że w tej sytuacji popularność spłaty rat kredytowych bezpośrednio w obcej walucie kupionej w kantorze wcale się nie zmniejszyła. Przeciwnie.

Na własną rękę

Dzisiaj z tej możliwości – jak wynika z naszych szacunków – korzysta w zależności od banku od kilkunastu proc. do nawet ponad połowy kredytobiorców, którzy spłacają raty we frankach szwajcarskich, euro czy dolarach. – U nas dotyczy to ok. 30 proc. wszystkich walutowych kredytów hipotecznych udzielonych klientom detalicznym – mówi Jakub Królikowski z mBanku. – Nasi klienci również korzystają z tego rozwiązania. Obecnie stanowią oni ok. połowy posiadaczy kredytów hipotecznych w naszym banku – przyznaje Adrian Sejdak, dyrektor ds. hipotek w Raiffeisen Polbanku. Przedstawiciele banków podkreślają przy tym, że takie rozwiązanie wiąże się z pewnymi trudnościami, a zdarza się, że i z kłopotami.

Ryzyko rozstania ze spreadem

– Żeby taniej spłacać kredyt wzięty w banku w obcej walucie, kredytobiorcy wykorzystują środki kupowane w kantorach, zarówno stacjonarnych, jak i internetowych. Trzeba jednak wtedy dokonywać przelewów lub wpłat bezpośrednio w okienku banku, co oznacza, że traci się dodatkowy czas i pieniądze – wylicza mankamenty pracownik Raiffeisen Polbanku. – Pojawia się również ryzyko wynikające z korzystania z usług instytucji, które obracają wielkimi kwotami, ale nie są licencjonowanymi bankami.

Niektóre doświadczenia osób, które skorzystały z takiej opcji, nie są dobre. Zdarzało się, że koszty przelania kupionych przez Internet franków na konto bankowe pożerały większą część oszczędności, a możliwości fizycznej wypłaty gotówki w kasie w ogóle nie ma. Dlatego też eksperci ostrzegają, aby przed założeniem konta w wirtualnym kantorze dokładnie sprawdzić nie tylko oferowane kursy wymiany, ale także inne warunki, na jakich firma świadczy usługi. Dopiero po wnikliwej lekturze regulaminu można ocenić czy firma jest godna zaufania. Co się zyskuje, a co traci.

Zacznijmy od kursów walut

Na stronach internetowych podawane są często atrakcyjne ceny transakcyjne, ale obowiązujące tylko wtedy, gdy kupuje się większe sumy, np. powyżej 1 tys. euro czy 1 tys. dolarów. Zdarza się jednak i tak, że próg jest znacznie wyższy i wynosi np. kilkanaście tysięcy jednostek danej waluty. Przy zakupie mniejszej liczby jednostkowa cena może istotnie odbiegać od podanej. Warto więc po pierwsze dokładnie przestudiować tabelę, a po drugie skorzystać z kalkulatora, który na swoich stronach ma już wiele wirtualnych kantorów. Trzeba również sprawdzić, czy dana firma daje gwarancję, że będziemy mogli dokonać transakcji po wybranym kursie. Bywa bowiem, że niektóre podmioty – chcąc ograniczyć własne ryzyko walutowe – dokonują przeliczenia po takim kursie, jaki obowiązuje w momencie zaksięgowania pieniędzy na koncie.

Firmy oferujące zakup walut w Internecie zazwyczaj chwalą się darmowymi przelewami. Może to jednak dotyczyć tylko części transakcji. Okazuje się bowiem, że są kantory, które mają konto tylko w jednym banku i za przelew nie zapłacimy tylko wtedy, gdy jest to ten sam bank, w którym zaciągnęliśmy kredyt. W pozostałych przypadkach możemy być zmuszeni do poniesienia kosztów, które czasami są na tyle wysokie, że korzystanie z usług danego wirtualnego kantoru traci ek-nomiczny sens.

– Nie pobieramy i nie będzie pobierać żadnych opłat ani prowizji za obsługę transakcji. Jedyne opłaty, jakie może ponieść klient, mogą być naliczone przez banki. Są to koszty obsługi przelewów – zapewnia nas Kamil Sahaj, dyrektor marketingu Cinkciarz.pl, jednego z największych serwisów wymiany walut w kraju. – Warto jednak zaznaczyć, że dzięki umowom, które nasza spółka podpisała z 28 bankami w Polsce, klienci dokonujący przelewów krajowych praktycznie nie ponoszą żadnych kosztów. Przypomina, że także założenie i prowadzenie konta w portalu Cinkciarz.pl jest bezpłatne.

Warto również zawrócić uwagę na ewentualne kary, na jakie narażamy się, wybierając tę, a nie inną firmę. Część z nich stosuje bowiem bardzo restrykcyjne dla użytkowników zapisy (czasami nawet niezgodne z obowiązującymi w Polsce przepisami i będące przedmiotem skarg do UOKiK). Dotyczą one np. tego, jak szybko od zakupu waluty klient musi ją przelać na konto w banku (kary za przekroczenie terminu wynoszą do 10 proc. wartości transakcji). Czasami serwis wymiany walut zastrzega sobie także prawo do odstąpienia – bez podania przyczyny – od zrealizowania zlecenia, a nawet do unieważnienia przeprowadzonej już transakcji, jeśli np. kurs wymiany „istotnie odbiegał od faktycznych notowań waluty”.

To wszystko nie zmienia jednak faktu, że spłata rat bezpośrednio w obcej walucie to w Polsce istotne zjawisko i – choć przedstawiciele banków twierdzą, że jego skala już nie rośnie tak jak przed laty – stały element rynku finansowego. W tę tendencję wpisują się zresztą także banki. – Duża jest popularność tworzonych przez banki internetowych platform wymiany walut czy wręcz kantorów o bardzo szerokim spektrum usług finansowych z bardzo atrakcyjnymi kursami – zachęca Adrian Sejdak z Raiffeisen Polbanku. Dodaje, że jego instytucja udostępnia właśnie swoim klientom tego typu platformę FX o nazwie R-Dealer.

Coraz popularniejsza, jak podkreśla z kolei Kamil Sahaj, jest także wymiana walut w ramach transakcji społecznościowych. Takie połączenie funkcji kantoru online z platformą społecznościową zaoferował ostatnio Cinkciarz.pl. – Model społecznościowy polega na wymianie walut pomiędzy użytkownikami serwisu. Udostępniliśmy też listę TOP20, na której prezentujemy najkorzystniejsze oferty użytkowników. Dzięki tej funkcjonalności dużo łatwiej odszukać interesujące oferty – dodaje. Na rynku pojawiły się też oferty założenia przedpłaconych kart walutowych, dzięki którym obce waluty można wypłacać bezpośrednio w bankomatach.

Artykuł pochodzi z nr 2/2016 Eurogospodarki

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here