Upaństwowienie opłat

Czas czytania
8 minut
Przeczytałeś już
Odsłony
2 029

Upaństwowienie opłat

31 Marzec 2016 - 07:40
0 Komentarze/y)

Czym pachnie „upaństwowienie” komorników sądowych? Byliby pracownikami sądów, a resort sprawiedliwości płaciłby im pensję. Zarobione przez nich pieniądze szłyby do kasy państwa.

Na razie w Ministerstwie Sprawiedliwości o kierunku zmian mówi się nieoficjalnie, ale już istnieje zespół, który pracuje nad nowelizacją ustawy o komornikach sądowych i egzekucji pod kierownictwem wiceministra Patryka Jakiego. W skład gremium wchodzą pracownicy kilku ministerialnych departamentów, a niezależna senator Lidia Staroń, która od lat zajmuje się prawem egzekucyjnym, ma być jego zewnętrznym doradcą. Do zespołu na razie nie zaproszono nikogo z Krajowej Rady Komorniczej, nie ma w nim więc nawet jednego komornika.

46 tysięcy złotych na miesiąc

Średnio – według Ministerstwa Sprawiedliwości – polski komornik zarabia 46 tys. zł miesięcznie. W Polsce jest ponad 1300 komorników. W większości prowadzą małe i średnie kancelarie. Są tacy, którym zostaje po opłaceniu pracowników i lokalu 3–4 tys. złotych na rękę. Jest też spora grupa średnich kancelarii (takich, które mają co najmniej 5 tys. spraw rocznie, z ponad 20-proc. skutecznością) dobrze zarabiających. Zdarzają się też tzw. hurtownicy: 11 kancelarii. Ci zarabiali miliony zł. Mieli po ok. 50 tys. spraw. Piszę w czasie przeszłym, bo hurtowe żniwa skończyły się w lutym 2015 roku wraz nowelizacją ustawy o komornikach sądowych. Nowe przepisy generalnie ograniczyły liczbę przyjmowanych przez komornika spraw do maksimum 5 tys. To zaporowy warunek. Średnia efektywność komornika to teraz 23 proc. wyegzekwowanych długów. Jednak ustawodawca uchylił furtkę hurtownikom: jeśli kancelaria komornicza uzyskuje skuteczność egzekucji powyżej 35 proc., może brać tyle spraw, ile chce. Nowelizacja przepisów miała załatwić problem z hurtownikami.

Krótka historia

Polscy komornicy to funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości stosujący państwowy przymus w egzekucji. Ale także biznesmeni prowadzący własne firmy w postaci kancelarii komorniczych. Żyją z wypracowanego zysku. Jak go osiągają? Pobierają opłaty komornicze. Z tego utrzymują kancelarię i siebie. O tym, że komornik jest przedsiębiorcą, przekonany był nawet minister finansów, bo gdy w zeszłym roku fiskus narzucił komornikom obowiązek odprowadzania VAT, czyli podatku od towarów i usług, na protesty odpowiedział, że komornik zajmuje się świadczeniem usług: dla wierzyciela odzyskuje jego pieniądze, a dłużnika – jak stwierdził minister – uwalnia od długu! Oczywiście komornik jest też pracodawcą zatrudniającym ludzi. To w 1997 roku nowa ustawa o komornikach sądowych „sprywatyzowała” egzekucję i komornicy przestali być pracownikami sądu. Wcześniej sąd zapewniał im lokal, personel i płacił nawet dość przyzwoicie. Mieli wówczas niezłą skuteczność – na poziomie 30 proc. Oczywiście w tamtych czasach pracy było mniej: rocznie 831 tys. spraw egzekucyjnych. Dziś jest ich ponad 5,6 mln.

Kiedy w latach 90. gospodarka zaczęła się ostro rozwijać, powstawało coraz więcej firm i przybywało roboty dla komorników. Wtedy, by ich do niej zachęcić (ale też oni sami lobbowali za zmianą modelu egzekucji) z funkcjonariuszy państwa zrobiono ich przedsiębiorcami. Komornik zaczął zarabiać na opłatach. I, co dziwne, nie musiał dzielić się z państwem. Komornicy po trochu stawali się grupą prawników bardzo dobrze zarabiających. A pieniądze – jak wiadomo – na ogół demoralizują. Oczywiście wszystko zależy od tego, jak są duże i na kogo trafią. Gdy na rynku pojawiły się firmy windykacyjne oraz te, które skupują długi, czyli tak zwani masowi wierzyciele, w komorniczym biznesie robiło się coraz lepiej. To wierzyciele masowi zaczęli proponować kancelariom komorniczym setki tytułów wykonawczych, co dawało liczne opłaty, czyli proporcjonalnie wysoki zysk komornikom. Na rynku egzekucyjnym rozrastał się tort do podziału i trzeba było wymyślić coś, by dało się go zjeść. W 2007 roku znowelizowano przepisy tak, aby komornik mógł brać sprawy spoza rewiru. Oficjalnie nazywało się to wolny wybór komornika przez wierzyciela. Wtedy pojawiły się sławetne kancelarie hurtownie przepuszczające po 50 tys. spraw rocznie. Ale i zaczęły się mnożyć komornicze patologie: zajmowanie i sprzedawanie majątku należącego nie do dłużnika, tylko do jego rodziny albo nawet osób zupełnie obcych, zawyżanie kosztów i naliczanie nieuzasadnionych opłat, sprzedaże wszystkiego, co się da, w komisie oraz obciążanie dłużników wyśrubowanymi kosztami zastępstwa w egzekucji, płaconymi prawnikom z firm windykacyjnych, które dostarczają komornikowi wyroki i nakazy zapłaty.

W biznesie jest często tak, że ten, kto jest większym cwaniakiem i sprytniej potrafi omijać prawo, więcej zarabia. Żeby rynek egzekucyjny trochę spacyfikować i ukrócić patologie związane z hurtownictwem w 2013 roku minister sprawiedliwości Jarosław Gowin otworzył dostęp do zawodu komornika. Nowi komornicy mieli przejąć część rynku. Wcale nie mieli zamiaru patrzeć, jak starzy jedzą dużą łyżką. Też chcieli zarabiać nie tylko po to, by przetrwać. I co niektórzy zrobili? Zaczęli prawo naginać. A że przepisy egzekucyjne są dziurawe, to szło łatwo. Ci, którzy byli uczciwi, zaczęli ledwie zipać.

Powrót do sądu

Można powiedzieć, że państwo komornikom przedsiębiorcom dało niemal wolną rękę w działaniu i dorzuciło im jeszcze cały zysk z pobieranych w trakcie egzekucji opłat. To miało zachęcić ich do zwiększania skuteczności. Tymczasem wyhodowało egzekucyjny biznes i komornicze patologie. Stąd ministerialny zapał, by komornikom przykręcić śrubę. O tym, że zostanie zmieniony system egzekucji i status komornika, dowiedziałam się nieoficjalnie. Na drugi dzień, kiedy o to spytałam, biuro prasowe MS potwierdziło: będą zmiany.

Jakie oprócz „upaństwowienia” komorników? Tego w resorcie nie chcą powiedzieć, ale moi informatorzy przekazali bardzo konkretne wieści prosto z ministerialnego gabinetu. Oczywiście w trakcie prac wiele z nich może się zmienić. Wiceminister Jaki, co usłyszeliśmy też w jego rozmowie z Polskim Radiem, jest zwolennikiem koncepcji, by komornicy przestali być biznesmenami i znów stali się pracownikami sądu.

Pensja zamiast zysku

„Upaństwowienie” komornika to najważniejsza ze zmian. Wręcz fundamentalna. Jeśli zostanie wprowadzona, to komornik przestanie pracować na własny rachunek. Płacić mu będzie sąd, przy którym działa. Tak jak było do 1997 roku. Podstawowa pensja komornika ma być taka sama jak referendarza sądowego: od 3,5 tys. zł do 6 tys. zł.

– Przy obecnych moich dochodach to pensja głodowa – wyznaje komornik hurtownik. – Nawet z zapowiadaną premią.

Komornik bowiem będzie miał prawo do dodatkowego wynagrodzenia za efektywność. Mają zostać opracowane „tabelki skuteczności” i w zależności od osiąganych wyników komornik będzie otrzymywał premię w wysokości maksymalnego wynagrodzenia, jakie otrzymuje sędzia sądu apelacyjnego – nieco ponad 11 tys. zł. Natomiast pieniądze, które w postaci opłat komornik zarobi, będą trafiały do budżetu państwa, a nie jak teraz pozostawały w kancelarii komorniczej. Obecnie z własnych dochodów komornik utrzymuje pracowników, biuro i siebie. Teraz pracowników i lokal zapewni mu sąd.

O takiej koncepcji słychać w Ministerstwie Sprawiedliwości. Ale wśród posłów PiS nie ma pewności, że takie rozwiązanie przejdzie. W Sejmie się mówi, że wiceminister Jaki być może trochę się zagalopował.

Likwidacja asesorów

Kolejna ewentualna zmiana: ktoś, kto będzie chciał zostać komornikiem, będzie musiał ukończyć trzyipółletnią aplikację komorniczą. Rok dłuższą niż dziś. Po zdaniu egzaminu komorniczego każdy z automatu uzyska status zastępcy komornika. Będzie mógł zwrócić się do prezesa sądu apelacyjnego, aby ten przydzielił go do określonego komornika. Zastępców będą dostawali tylko skuteczni komornicy. To, czy nimi są, oceniać będzie prezes sądu apelacyjnego. Zastępca komornika ma zarabiać dwie trzecie wynagrodzenia komornika, u którego będzie zatrudniony.

Zamknięte rewiry

Wszyscy komornicy po zmianie ustawy zachowają swój status. Chyba że postanowią zrezygnować z zawodu. Nowe stanowiska komornika przy sądach rejonowych będą tworzone, jeżeli miejscowi komornicy będą osiągali w egzekucji dobre wyniki, np. zarabiali co najmniej tyle, ile sędzia okręgowy. Komornicy znów będą działali tylko w rewirze. To spowoduje, że znikną komornicze kancelarie hurtowe, które powstały wtedy, gdy wprowadzono wolny wybór komornika, a do akcji weszły firmy windykacyjne i te skupujące długi.

Panika w szeregach

Krajowa Rada Komornicza nie chce komentować nieoficjalnych pomysłów zrodzonych w Ministerstwie Sprawiedliwości. Ale właściwie chyba nie ma komornika z nieco dłuższym stażem, który byłby za nimi. Dostaję masę e-maili z komentarzami. Jedynie ci, którzy dopiero mają wejść do zawodu, nie są przerażeni wizją zmian.

– Dziś młodzi komornicy ledwie dają radę się utrzymać– tłumaczy asesor z Poznania. – Spokojnie mógłbym pracować na tych nowych warunkach. Dostanę pensję, premię, razem około 15 tys. zł, nie muszę się martwić o lokal i pracowników. Nie muszę załatwiać tysięcy spraw. A dziś konkurencja jest obłędna. Walka idzie o każdy wniosek wierzyciela. Część moich kolegów zabiera większość spraw, a o resztki biją się ci najmłodsi – mówi asesor z Wrocławia. – Ja nic nie tracę. Tylko mogę zyskać. Inni się zastanawiają, ile może kosztować reforma. Wpis na moim fanpage’u „Na kłopoty Kolińska”: „Warto się zastanowić, ile taka rewolucja będzie kosztowała, bo zanim państwowi komornicy zaczną zarabiać na rzecz Skarbu Państwa, trzeba wyliczyć koszty chociażby zapewnienia pomieszczeń dla ok. 1300 komorników, nie wspominając o tak prozaicznych rzeczach, jak komputery, biurka itp. Nikt też nie zastanawia się nad tym, że wielu młodych komorników działających od 2–3 lat pobrało kredyty na sfinansowanie otwarcia kancelarii i nie sądzę, żeby pensja referendarza sądowego pozwoliła na sensowną spłatę tych kredytów”. Wszyscy razem mają wątpliwości, czy nie spadnie skuteczność komornicza. Dziś jest na poziomie ponad 20-proc.

– Po to „sprywatyzowano” komorników, by zmobilizować ich do działania. Zawsze wydajniej się pracuje na własny zysk – dodaje komornik z Krakowa. – Zejdziemy do poziomu bliskiego skuteczności egzekucji administracyjnej (prowadzonej przez poborców podatkowych), czyli około 8 proc. To komornicy skarbowi są uwieszeni na urzędach skarbowych i prowadzą państwową egzekucję.

Kolejne wątpliwości: czy rzeczywiście zmiany spowodują, że będzie mniej komorniczych patologii? Młody komornik komentuje ewentualne zmiany w ustawie o komornikach. „Wizerunkowo sprawa będzie miała uroczy wymiar – koniec kawiorowej arystokracji... Właściwie nie zakładałem od dojścia do władzy odnowicieli, że komornicy i egzekucja będą im potrzebne. Bałem się raczej likwidacji zawodu w tempie typowej nowelizacji wieczór–rano. A tu się szykuje cywilizowana reforma. Jedno wiem już na pewno. I to jest akurat zabawne. Odnowicielom uwagę na komorników zwrócił kolega Michał R. z Poznania. A nie Jarosław Kluczkowski z Łodzi – asesor z jego kancelarii, zajął i sprzedał traktor niezadłużonemu rolnikowi spod Mławy – czy żenujące działania izby łódzkiej. Po prostu zniknięcie kilku milionów z konta komornika. Fakt, że przez siedem kontroli nie udało się odkryć tego niedoboru i dopiero ósma przyniosła efekt. Reformatorzy odkryli, że takie niedobory mogą mieć też inni jeszcze niewykryci. A ponieważ górę naszego zawodu, ustosunkowanych, osadzonych kolegów kontrolowali tacy jak oni, to w istocie ich nie kontrolowali. Więc zamiast poprawić kontrolę zaczęto się zastanawiać, czy jej nie zlikwidować”. I właśnie w tej kontroli nad komornikami szkopuł. Może wcale „upaństwowienie” nie jest potrzebne tylko nadzór sądów nad nimi.

– Na pewno egzekucja sądowa wymaga głębokiej reformy. Ale nie upaństwowienia komornika – mówi dr Jarosław Świeczkowski, prawnik i komornik. – Powinna polegać na zwiększeniu nadzoru nad pracą komorników, by nie dochodziło do nadużyć. I powinny to robić nie sądy rejonowe, przy których komornik działa i gdzie znają go sędziowie, a sąd apelacyjny. Ponadto trzeba znowelizować wiele przepisów kodeksu postępowania cywilnego, bo są przestarzałe i zmienić sposób naliczania opłat komorniczych. I jeszcze jedna uwaga: konstytucyjne prawo do sądu to także prawo do skutecznej egzekucji, oczywiście z poszanowaniem praw dłużnika. Obawiam się, że upaństwowienie komorników pociągnie za sobą spadek efektywności ich działania, zgodnie z zasadą, jaka płaca, taka praca. A wtedy prawo wierzyciela do skutecznej egzekucji będzie iluzoryczne – dodaje Świeczkowski.

Nowelizacja ustawy o komornikach sądowych i egzekucji ma być gotowa do połowy tego roku.

Artykuł pochodzi z nr 3/2016 Eurogospodarki

Dodaj nowy komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.