Uprawiamy prostytucję prawną

0
9

To jest puste prawo, to jest dziurawe prawo, bo nie ma żadnych gwarancji jego przestrzegania.

  • Tworzymy dziwny świat, który nazywamy starymi wyrazami o pustym dzisiaj znaczeniu?

– My najzwyczajniej przestaliśmy mówić prawdę… Proszę wsłuchać się w język kampanii wyborczych. Każdy mówi o pomocy. Tylko czym dla tych gaduł jest pomoc? Podejrzewam, że ich definicja nie znalazłaby żadnego przełożenia na poziom jakiejkolwiek teorii naukowej, nie mówiąc już o poziomie moralności. Bo, co to jest pomoc? To dawanie czegoś, czego osoba nie ma i nigdy nie będzie miała, a jest to niezbędne do tego, żeby osoba ta była człowiekiem. Świetny tu okaże się przykład osób bezdomnych zimą. Wszystkie przepisy prawa stanowią, że należy organizować noclegownie. Ale! Bezdomny nie może pić alkoholu. Proszę mi znaleźć bezdomnego, który nie pije. No przecież to trzeba na głowę upaść. Ale nie, słyszymy peany na własną cześć: „Dajemy miejsce każdemu bezdomnemu”. Bezdomność to rezygnacja ze wszystkiego, nawet z samoobrony. Pozostaje jedynie nadzieja, że: „…jeszcze wypiję, jeszcze przetrwam”. Tego typu pomoc to typowy przykład tzw. psychomanipulacji, polegający na artykułowaniu jedynie warstwy językowej. Za tymi słowami natomiast nie kryją się – i tu prawnik powinien powiedzieć – żadne zabezpieczenia, czyli elementy prewencyjne, ochronne, zabezpieczające treści społeczne czy etyczne. Prawo może zadeklarować wszystko. Raj na ziemi. Tylko to jest puste prawo, to jest dziurawe prawo, to jest prostytucja prawna, bo nie ma żadnych gwarancji jego przestrzegania. Element psychomanipulacji społecznej jest dzisiaj masowy.

  • Zatem jest źle?

– Jest fatalnie.

  • Od czego należy zacząć pracę nad tym, żeby było lepiej?

– Od dialogu i spotkania. Należy budować więź społeczną opartą na rozmowie. Taki motywująco-wspierający dialog powinien stać się funkcją m.in. prawa. Przepisy prawa powinny dawać szansę więzi grupowej podobnej do tej, w jakiej pozostają ludzie cyberprzestrzeni.
Dlaczego w ogóle zaistniał tak wielki głód na wirtualność? Dlatego, że dzisiaj człowiek jest nikim. A każdy człowiek chciałby mieć wartość, chciałby odnieść jakiś sukces, chciałby zaistnieć, chciałby przeżyć. Proszę zauważyć, jak pochopnie pozbawiamy siebie świata najpiękniejszego. Odchodzimy od realnego świata uczuć, emocji i uciekamy w fikcyjną odmienność cyberprzestrzeni, która daje nam złudę bycia kimś. Czyli zacząłbym od tego, co jest najbardziej podstawowe i fundamentalne. Zacząłbym od przeprowadzenia procesu socjalizacji, procesu uczenia, procesu wychowania i kierowania wśród warstw dzierżących władzę. Spróbowałbym nauczyć ich zauważać innych. A później budować siebie na zasadzie brania od innych. W efekcie tego procesu nauczania ma szansę powstać warstwa społeczna, dla której prawo nie będzie jedynie regułą językową, semantyczną. Prawo stanie się dla niej elementem przeżyć emocjonalno-uczuciowych i zostanie wzbogacone o warstwę etyczną, która da człowiekowi możliwość wzrastania i integralnego rozwoju.

  • Czyli można zobaczyć jakąś szansę na skuteczną walkę z dyktatem cyberprzestrzeni.

– Chcę tutaj przywołać teorię układu społecznego profesor Diane Vaughan. Prawo to teoria układu społecznego. Jeżeli mamy kontrolerów prawa należących do tej samej grupy społecznej, z której wywodzą się ci, którzy prawo stanowią i stosują, to łatwa do wyobrażenia staje się sytuacja, że jedni z drugimi spotkają się, wypiją, zjedzą i ustalą, że wszystko jest OK. Dlatego koncepcja Diane Vaughan zakłada, że samo prawo jest najbardziej kryminogennym elementem dzisiejszej kultury, cywilizacji, bo ono – pod pozorem uczciwości, pomocowości i skuteczności – staje się często mechanizmem kryminogenności, socjopatii, wiktymizacji i deprawacji jednostki, deprawacji grupy. To bardzo pięknie widać w wielu obszarach prawa, a już najbardziej w tym, na czym się znam, czyli polityce społecznej i prawie karnym oraz kryminologii. W związkuz tym prawo dzisiaj jest dowolne w warstwie językowej, nieokreślenie, niejednoznaczne.
Pan dzisiaj pójdzie do 10 adwokatów w tej samej sprawie, każdy adwokat powie panu co innego, dlatego, bo każdy chce „kasy, fury i komóry”. Dowolność prawa jest funkcją kryminogenności. Przecież nie może tak być!Po drugie, Diane Vaughan podkreśla, że prawo powinno być ostre, wyraziste, jednoznaczne. Ci, którzy kontrolują, powinni być z innej grupy społecznej niż ci, którzy tworzą. Badaczka wskazuje też trzeci niezmiernie ważny element. Jeżeli prawo się zmienia albo na nowo je stanowimy, to powinniśmy sobie zadać pytanie: „Dlaczego ono się zmienia i kto za tym stoi?”. A co my robimy w polskim parlamencie? Oficjalnie ustawą krajową wprowadzamy tam lobbystów. Czy zadał sobie ktoś pytanie: „Kto za tym stoi, jaka grupa wpływu, nacisku?”. Czy ktoś uświadomił sobie, że grupa wpływu i nacisku oddziałuje na partię polityczną, a partia polityczna stanowi o prawie. Żadna grupa wpływu, żadna grupa nacisku nie powinna mieć zalegalizowanej możliwości korumpowania ustawodawcy. Lobbiści powinni tworzyć jedynie sieć niezależnych usług, być elementem doradczym, ale w żadnym wypadku nie powinni posiadać wpływu na treść prawa.

  • To wizja wręcz katastroficzna. Czy już powinniśmy się bać?

– Powtarzam. Trzeba zacząć od porządnej edukacji. Zmiana w nauczaniu musi być rewolucyjna i zasadzać się na zmianie celów, funkcji, metod, technik, narzędzi, a nie tylko na kosmetycznym makijażu. Takie zmiany systemowe pozwolą człowiekowi zyskać wiedzę, która nie tworzy dziur, nie tworzy tylko subiektywnego i indywidualnego interpretowania rzeczywistości. Wiedza ta ukazuje pewien obszar wspólny, dobro ogółu jako dobro jednostki, dobro jednostki jako dobro ogółu. Ustrój wynikający z tej wiedzy zasługuje już na nazwę demokracji normatywnej. Państwowość zbudowana na tym prawie słusznie nosi nazwę państwa prawa, a społeczeństwo, które z tej wiedzy korzysta, możemy wreszcie nazwać społeczeństwem obywatelskim. W takim społeczeństwie „kasa, fura i komóra” stają się obiektem kpin, a nie pożądania.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here