Więcej niż kamień u szyi

0
5

Wciąż nie widać końca finansowych kłopotów polskich kopalń. Jak wynika z danych katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu, górnictwo węgla kamiennego przyniosło w ciągu trzech kwartałów tego roku stratę netto 1,67 mld zł.

Jeśli dotychczasowa tendencja utrzyma się w kolejnych tygodniach, to na koniec roku wynik branży jako całości może być zbliżony do ubiegłorocznego, kiedy strata netto przewyższyła 2,2 mld zł. Wynik samej tylko Kompanii Węglowej – największej firmy górniczej nie tylko w Polsce, ale i w całej Unii Europejskiej – na koniec września tego roku wynosi minus 830 mln zł. Ubiegły rok spółka zamknęła stratą netto przekraczającą 1 mld zł. Wiele wskazuje na to, że ten rok będzie dla firmy jeszcze gorszy. Zarządy koncernów górniczych stale borykają się z brakami gotówki w kasie. Muszą więc w tej sytuacji decydować, które należności regulować w pierwszej, a które w dalszej kolejności, czyli z poślizgiem.

Kooperanci zagrożeni

Wśród tych pierwszych, które muszą być regulowane bez opóźnień, są płace dla pracowników czy składki ZUS-owskie itp. Tu firmy górnicze nie mogą sobie pozwolić nawet na kilka dni zwłoki. Inaczej jest w przypadku płatności wobec kontrahentów. I tak Kompania Węglowa, Jastrzębska Spółka Węglowa czy Katowicki Holding Węglowy, ale również prywatna firma PG Silesia płacą za zamówiony sprzęt oraz usługi z opóźnieniem, czasami nawet kilkumiesięcznym. I w ten sposób problemy finansowe firm kopalnianych przekładają się na kłopoty wszystkich przedsiębiorstw, które z nimi kooperują. Według szacunków Krajowej Organizacji Innowatorów Przemysłu (KOIP), która zrzesza przedsiębiorstwa współpracujące z firmami górniczymi, łączne zadłużenie państwowych koncernów kopalnianych wobec prywatnego sektora znacznie przekracza już 1 mld zł. A to oznacza, że jest większe niż skumulowana strata netto całego sektora.

Jak wyjaśnia Monika Piątkowska, prezes KOIP, standardem w umowach z kopalniami są obecnie terminy płatności sięgające 90–120 dni. Dzieje się tak, mimo że zgodnie z dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady z lutego 2011 roku dotyczącą zwalczania opóźnień w płatnościach w transakcjach handlowych (a także analogiczną polską ustawą o terminach zapłaty w transakcjach handlowych z 8 marca 2011 roku) w transakcjach między przedsiębiorcami a podmiotami publicznymi, w których podmiot publiczny jest dłużnikiem, termin zapłaty za dostarczone towary lub wykonane usługi nie może przekraczać co do zasady 30 dni kalendarzowych. W wyjątkowych przypadkach mogłoby to być 60 dni kalendarzowych, ale nigdy nie więcej.

Jednak w polskich realiach nie dość, że zdarzają się nawet dwa razy dłuższe terminy, to jeszcze bardzo często i one nie są dotrzymywane. – Nierzadko zdarza się, że płatności są realizowane z opóźnieniem 60, a nawet 90 dni w stosunku do zapisanego w kontrakcie terminu – mówi Monika Piątkowska. Dodaje, że ostatnio jeden z koncernów, ogłaszając przetarg, jako preferowany termin płatności wyznaczył aż 360 dni.

– Duże grupy producentów stać na dłuższe kredytowanie kopalń, co więcej, godzą się na to w zamian za podtrzymanie znaczących zamówień. Natomiast małe spółki nie mogą sobie pozwolić na wydłużanie terminów płatności. One mają nóż na gardle – ocenia Tadeusz Widuch, ekspert z Instytutu Spraw Energetycznych. Problem jest szczególnie uciążliwy dla firm, które świadczą koncernom węglowym usługi polegające na podnajmowaniu pracowników. W takich przypadkach złożono już pierwsze wnioski o upadłość. Jedną z ofiar opóźnień płatniczych stało się Przedsiębiorstwo Robót Górniczych z Mysłowic. Początkowo firma wypłacała swoim pracownikom pobory w ratach. Z opóźnieniem realizowano też inne zobowiązania finansowe, aż w końcu jesienią tego roku zarząd spółki był zmuszony złożyć wniosek o upadłość. A nie było to pierwsze tego typu bankructwo.

W opinii Moniki Piątkowskiej może się powtórzyć sytuacja, z jaką mieliśmy do czynienia kilka lat temu, gdy Polska przygotowywała się do organizacji Euro 2012. – Wtedy zamawiający starali się na wszelkie możliwe sposoby odłożyć w czasie moment odbioru technicznego poszczególnych fragmentów autostrad i dróg szybkiego ruchu. To uniemożliwiało wystawienie faktury przez wykonawcę i przesuwało moment, gdy mógł otrzymać wypłatę. Teraz faktury są wystawiane na czas, ale i tak dochodzi do kolosalnych opóźnień w płatnościach. Skutek może być taki sam – mówi szefowa KOIP.

Nikt już nie wierzy Kompanii Węglowej

Poddostawcy najwięcej kłopotów mają z płatnościami Kompanii Węglowej. Nieprzypadkowo na koniec zeszłego roku miała ona rekordowo wysokie zadłużenie krótkoterminowe, sięgające 5,59 mld zł. Było ono prawie dwa razy większe niż 10 lat wcześniej. Jak mówi Bogdan Fiszer, przewodniczący rady KOIP i prezes firmy Conbelts Bytom, sytuacja stała się tak dramatyczna, że Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych nie chce już ubezpieczać transakcji z tą firmą, w związku z bardzo wysokim ryzykiem takich kontraktów Bank Gospodarstwa Krajowego nie udziela na nie finansowania. – Nawet państwowe instytucje nie wierzą już Kompanii Węglowej, czyli innej spółce Skarbu Państwa – podsumowuje Bogdan Fiszer.

Nic więc dziwnego, że kooperanci chcą, aby dotychczasowe zobowiązania tej firmy zostały przeniesione do tzw. Nowej Kompanii Węglowej, której powstanie zapowiadał już na początku roku rząd Ewy Kopacz. Gdyby stało się inaczej, wierzyciele mogliby mieć kolosalne kłopoty z odzyskaniem należnych im pieniędzy. Według Fiszera już wkrótce możliwe jest stopniowe ograniczanie dostaw na rzecz Kompanii Węglowej, aż do ich wstrzymania, choć będzie to już gest rozpaczy. – Niebawem może być tak, że nie będziemy mieć innego wyjścia. Przecież menedżerów z firm kooperujących z górnictwem ktoś kiedyś też rozliczy – wyjaśnia przewodniczący rady KOIP.

Większe podmioty, takie jak: Kopex, Famur czy Fasing, stać na kredytowanie, a ponadto zdołały już wypracować metody na to, żeby radzić sobie z tego typu kłopotami. Chodzi głównie o różnicowanie rynków zbytu oraz charakteru produkcji. Dziś już ok. dwóch trzecich przychodów Fasingu pochodzi z eksportu, przy czym udział sprzedaży zagranicznej rośnie z roku na rok o 5–10 proc. Jeszcze na początku tej dekady 60 proc. przychodów firmy generował rynek krajowy. – U nas z eksportu pochodzi obecnie prawie połowa przychodów – mówi Bogdan Fiszer z Conbelts Bytom. Bardzo podobnie jest w przypadku Kopeksu czy Famuru.

Przedstawiciele KOIP podkreślają jednak, że opóźnienia w wypłatach należności dużym grupom kapitałowym, choć nie spowodują ich upadłości, również nie przejdą bez echa. Tego typu podmioty w coraz mniejszym stopniu zależą od państwowych koncernów węglowych w Polsce. Skoro zaś coraz większe zamówienia realizują w dalekiej Azji (głównie Chinach), Ameryce Południowej (Argentynie, Chile oraz Kolumbii) czy w krajach należących do Wspólnoty Niepodległych Państw (Rosji, Białorusi, Kazachstanie), to mogą być zainteresowane przeniesieniem produkcji na tamte rynki. Fasing od kilku lat prowadzi produkcję w Chinach, gdzie ma spółkę z lokalnym partnerem. Na razie nie planuje radykalnego zwiększenia produkcji w tej fabryce, stawia jednak na rozwój infrastruktury magazynowej. Spora część sprzętu, jaki firma sprzedaje na tamtejszym rynku, pochodzi bowiem z zakładów, które koncern ma w Niemczech.

Utrata miejsc pracy i wpływów z podatków

W efekcie może nastąpić zmniejszenie produkcji w Polsce. To zaś oznacza redukcję zatrudnienia w zakładach należących do grup produkujących sprzęt, ale również w mniejszych firmach, które są ich kooperantami. Kolejnym skutkiem, przed którym przestrzegają członkowie KOIP, będzie zmniejszenie wpływów podatkowych od polskich przedsiębiorstw. Jak dostawcy dla górnictwa zamierzają walczyć o swój byt? KOIP przygotowuje się do aktywnej promocji naszych przedsiębiorstw z branży okołogórniczej na zagranicznych rynkach. Chodzi m.in. o Chiny, Australię, Kazachstan czy Turcję. Przedsiębiorcy uważają, że polskie firmy, występując wspólnie, mają szanse na zdobycie znaczących kontraktów na tych rynkach. KOIP próbowała już zainteresować problemem nieterminowych płatności sektora węglowego przedstawicieli poprzedniej ekipy rządowej. Niewiele to dało. Teraz, jak zapowiada Monika Piątkowska, organizacja ma zamiar interweniować w tej samej sprawie u nowych władz.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here