Za 500 nie robię

0
16

Co rzeczniczka PiS Beata Mazurek mówi samotnej matce z jednym dzieckiem, która zarabia o złotówkę za dużo i pozostaje poza programem Rodzina 500+? Nie bluźni, ale…

„ZACHĘCAŁA JĄ BĘDĘ DO TEGO, aby ustabilizowała swoją sytuację rodzinną i miała więcej dzieci, tak aby móc na to świadczenie, w przysłowiowy sposób, się załapać” – dokładnie tymi słowy odpowiedziała Beata Mazurek. Od razu zaznaczam – owej złotej rady nie biorę do siebie. Po pierwsze, mam za sobą zdroworozsądkową granicę, za którą mnożyć należy już tylko pieniądze na koncie, a nie potomstwo. Po drugie, zwyczajnie mi się nie chce. Za „pińset” nie robię, w każdym razie nie dzieci. Jedno wystarczy i rząd niech mi nie macha banknotem przed nosem. Z tej wyborczej kiełbasy dziecka nie będzie.

Stabilizator w życiu kobiety

Ale słowa pani rzecznik nie są mi zupełnie obojętne. Pobrzmiewa w nich coś na kształt ledwie skrywanej pogardy wobec kobiet, którym w życiu nie do końca się powiodło. Mają dziecko, ale – brakuje im stabilizatora, który pozwala:
a) mieć więcej dzieci,
b) załapać się na świadczenie.

Oczywiście, jak powiedziała rzeczniczka, w „przysłowiowy”, ale także całkiem dosłowny sposób. – A niech sobie w dupę wsadzą to 500 złotych – rzuciła w złości koleżanka, również nieustabilizowana rodzinnie, z pięcioletnim synem i średnią krajową. Co prawda 500 złotych bardzo by się jej przydało, bo syn ma zespół Aspergera i wymaga intensywnej drogiej terapii, a stabilizator wyjechał zarabiać do Wielkiej Brytanii i najwyraźniej zapomniał numeru konta, bo od roku nie przysłał złamanego funta. Koleżanka mimo to pozostaje w destabilizacji i może z nadzieją, że pamięć ojcu dziecka wróci, a może po prostu też jej się nie chce brać do roboty za marne 500 złotych? Dzieci to oczywiście skarb, ale też skarbonka. Albo też czarna dziura, pochłaniająca energię i dobra materialne. Piękna, kochana, ale niesamowicie żarłoczna.

Smak niemoralności

Nie jestem za tym, żeby samotnym matkom „pińset” przysługiwało z automatu. Choć dla mnie jest coś niemoralnego w tym, że pieniądze publiczne zasilą portfele rodzin średniozamożnych, zamożnych i wręcz bogatych, podczas gdy wiążący z trudem koniec z końcem (albo niewiążący go wcale) będą to dobrodziejstwo państwa finansować z niewysokich, ale jednak odprowadzanych, podatków. Jest też coś niemoralnego w tym, że wsparcie państwa nie trafi do dużej liczby młodych rodzin – pełnych czy niepełnych, ustabilizowanych czy też chwiejących się jak trzcina na wietrze, w których wychowuje się jedno dziecko, bo drugie zwykle (nie zawsze) pojawia się wraz ze stabilizacją. Nie wyprzedza jej na ogół. Dwuznaczności moralne można mnożyć.

Prawo do destabilizacji

A samotne, nieustabilizowane matki? No cóż, mogą się tylko cieszyć, że na razie stabilizacja nie jest obligatoryjna. Bo ze stabilizatorami to – jak wiadomo – różnie bywa. Można trafić na bezawaryjnego i bezproblemowego, a można trafić na takiego, który naprawdę przykłada się do destabilizowania. A potem kobieta znów zyskuje status „nieustabilizowana”, tyle że z licznym przychówkiem. Uchwalenie ustawy „pińset” poczytny tabloid uczcił historią samotnej matki z 14 dzieci (w tym 8 kwalifikującym się do programu). Jeśli to miał być dowód, że program 500+ jest potrzebny, redaktorzy odrobinę przestrzelili. Różnicy między mną, nieustabilizowaną matką z jedynakiem, a nieustabilizowaną matką z 14 dzieci z punktu widzenia pożądanej eksplozji demograficznej nie ma żadnej. Dzieci, które miały się urodzić, już się urodziły. Można płacić 4 tys. zł miesięcznie, można nie płacić wcale – efekt będzie taki sam.

Zaniechany motywator

Program 500+ jest i tak ubogi w kontekście pomocy świadczonej rodzinom w innych krajach wysokorozwiniętych. Skoro nie stać nas na objęcie wszystkich dzieci pomocą, to lepiej by było zapewnić wszystkim dzieciom bezpłatne przedszkola, zwiększyć liczbę atrakcyjnych miejsc, w których można na kilka godzin zostawić młodsze niż trzyletnie dziecko, dać uczniom bezpłatne podręczniki i szkolną wyprawkę wraz jedzeniem w godzinach nauki i zabawy. Do tego zafundować wyjście do teatru czy muzeum. Gdyby państwo gwarantowało stabilną, racjonalną politykę wspierania rodzin – wszystkich, nie tylko ustabilizowanych, ale także tych, które o stabilizacji marzą – tak, wtedy byłaby dobra zmiana.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here