Zadurzyć się i nie zadłużyć

0
4

Niektóre długi zaciągamy bez namysłu, chętnie, szczodrze. Ani dłużnik, ani wierzyciel się nie wahają. Jeden daje, drugi bierze. To długi wyjątkowe, wzajemne. Długi serca. Z zakochania, zauroczenia, miłości.

Maj to prawdziwa pułapka na zakochanych: dni są długie, słoneczne, przyroda rozkwita, pachnie, pięknieje. Człowiek też – jak mawiała seksuolog dr Michalina Wisłocka – zapala swoje wewnętrzne światło i wysyła miłosne sygnały. Chcemy się podobać, kochać się, rozpiera nas energia i radość. Świat należy do nas. Zakochany może nie spać całą noc i na drugi dzień wydajnie pracować.

Zakochani pieniędzy nie liczą

Zdaniem prof. Zbigniewa Izdebskiego, pedagoga i seksuologa, w fazie zakochania nie liczymy się z pieniędzmi. Wydajemy krocie na celebrowanie randek. Obdarowujemy obiekt westchnień prezentami, na które nas nie stać. Zabieramy ukochaną do drogich restauracji, fundujemy najmilszemu ekskluzywną wycieczkę. Wydatki te wręcz sprawiają nam radość. Dlatego możemy przez miłosne uniesienia wpaść w okropne długi, z których trudno się będzie wygrzebać. Młodzi, zakochani bez pamięci pierwszy raz, w skrajnych przypadkach mogą targnąć się na swoje życie. Dorośli, z rozpaczy mogą doprowadzić się do degradacji i wielkiego zadłużenia przez alkohol, narkotyki, leki, hazard. Tak skrajnych, niszczących skutków zakochania – zdaniem profesora – jest mniej, ale zdarzają się! Również nieszczęśliwie zakochani mogą ponieść nie tylko duchowe, ale i materialne straty. Przez miłosne cierpienia stają się depresyjni, bezwolni, słabo myślący, nie wywiązują się ze zobowiązań, nie mogą skoncentrować się na pracy a co za tym idzie ich wydajność spada. Mogą wylądować na bruku.
Profesor Izdebski widzi na szczęście też dobre strony miłosnego szastania pieniędzmi. Zakochani odczuwają wielki przypływ energii, zaczynają o siebie dbać, poprawiają kondycję fizyczną, chodzą do dentysty, fryzjera, kupują ubrania, w których wyglądają atrakcyjnie. Inwestują w siebie, co jest korzystne, nawet jeśli obiekt ich westchnień nie odwzajemnia uczuć. A jeśli stan zakochania przerodzi się w miłość, co statystycznie często się zdarza, para nabiera do siebie coraz większego zaufania, zaczyna wspólnie gospodarować pieniędzmi. Jeśli mają dwa mieszkania, często jedno wynajmują, a mieszkają w drugim. Jeśli nie mają własnego lokum, wspólnie decydują, czy zaciągnąć kredyt i kupić własne M-ileś, czy wziąć dodatkową pracę i żyć w wynajętym mieszkaniu. Odwzajemniona miłość często konstruktywnie wpływa na budżet.

Chemiczny wzór na miłość

Według ekspertów to, że wiosną jesteśmy podatni na zakochanie się, powoduje chemia, którą dyryguje nasz mózg, a nie opiewane w pieśni serce. Ludzkie ciało podobnie jak ciało zwierząt wydziela feromony (skomplikowane mieszaniny różnych substancji chemicznych, często z jednym dominującym składnikiem), te zaś stymulują reakcje seksualne innych osób. Pozornie bezwonni – jedni drugich wabią zapachem. I to z mocą większą od najbardziej wyszukanych, najdroższych perfum czy afrodyzjaków.
Flirt pobudza w głowie produkcję dopaminy. I choć nie ma wystarczających dowodów na to, że jest ona przekaźnikiem przyjemności, na pewno odpowiada za nasze emocje, motywację do działania, za koncentrację na wybranym celu. Przez wzrost dopaminy w mózgu, zaczynamy o ukochanej osobie myśleć niemal bez przerwy. Chcemy z nią stale przebywać. To dopamina sprawia, że na obiekt swoich uczuć patrzymy bezkrytycznie jak na ideał.
Dochodzi też do głosu oksytocyna – cyklicznie wydzielany hormon, który nie tylko ma wielkie znaczenie przy zbliżeniu seksualnym, w ciąży i podczas karmienia piersią, ale także uspokaja i daje poczucie bezpieczeństwa. I oczywiście noradrenalina – organiczny związek chemiczny, swoisty środek dopingujący doprowadzający człowieka do stanu graniczącego z euforią. Podobno to ona powoduje nasz uczuciowy zawrót głowy.

Dług fizjologiczny

To tylko chemia? Jakże potężna. I znów związana z zaciąganiem długu, tym razem u własnego organizmu. Zawroty głowy, mocniejsze bicie serca, motyle w brzuchu, drżenie nóg, spocone dłonie i nie zawsze w porę reakcja organizmu na libido. To dług, wobec którego nasz mózg – sam sprawca – jest bezradny. I w dodatku paradoksalnie tylko on jest władny ten dług umorzyć.
Ale jest wiosna. Miłość czyha. Feromony atakują. Kto by tam myślał ekonomicznie! Kobiety częściej się rumienią, są zalotne, ich chód jest pełen seksapilu. Mężczyźni wciągają brzuchy, obniżają głos o oktawę i zwiększają produkcję testosteronu. Skok tego hormonu może odstraszyć kandydatkę, ale panowie instynktownie sobie z tym radzą. Obłaskawiają kobietę komplementami i czekoladą, bo to słynny hormon miłości. Zawiera substancję o wdzięcznej nazwie fenyloetyloamina, która działa podniecająco, euforycznie i przede wszystkim pobudza syntezę hormonu szczęścia – dobroczynną serotoninę

Organizm każdego z nas jest jedyny w swoim rodzaju, wytwarza indywidualnie dawki chemicznych związków miłosnych i dlatego na miłość reagujemy bardzo różnie. Jedni żywiołowo, inni statecznie. Stężenie hormonów nie jest stałe, zależy od naszych przeżyć, wzlotów i upadków miłosnych. Każdy kocha inaczej. Ale warto, bo samotnym bywa po prostu zimno, zimno fizycznie. Potrzebujemy ciepła. Bliskości, przytulenia, przyjaźni szansy przejrzenia się w zakochanych oczach. Jak mówi Janusz L. Wiśniewski, naukowiec, chemik, pisarz: „Nie w porę może przyjść czkawka, okres, śmierć lub sąsiadka. Ale nie miłość!”. Dlatego wbrew przestrogom tej wiosny, latem, jesienią czy zimą niech każdy z nas, nie zważając na koszty, zaciągnie wyjątkowy dług, dług serca. A u Amora – dług wdzięczności. Za miłość właśnie.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here