Zawody długodystansowe

0
6

Prawdopodobnie już wkrótce będzie obowiązywał nowy-stary wiek emerytalny: 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. W jakikolwiek sposób politycy zaklinaliby rzeczywistość, nie zmienią demografii ani ekonomii. Żyjemy coraz dłużej i rodzi się coraz mniej dzieci. Już za 10, 15 lat rynek pracy będzie potrzebował również starszych pracowników. A oni – będą potrzebowali pracy, bo wysokość emerytur będzie, mówiąc oględnie, niesatysfakcjonująca.

Pozorny wybór

Polacy mieli pracować do 67. roku życia. Takie rozwiązanie wprowadził rząd Donalda Tuska. Ekonomiści i specjaliści od rynku pracy nie mieli wątpliwości, że to słuszne posunięcie, ale opinii publicznej przekonać się nie udało. W Polsce przywiązanie do niższego wieku emerytalnego – zwłaszcza kobiet – jest ogromne. W grę wchodzą zarówno względy kulturowe: kobiety po 50. roku życia bardzo często łączą pracę zawodową z opieką nad wnukami i seniorami w swoich rodzinach, co sprawia, że są wypalone i podupadają na zdrowiu, jak i doświadczenia z rynkiem pracy, z którego zwłaszcza panie po 50.–55. roku życia są brutalnie wypychane. Kolejne badania opinii publicznej wskazują, że duża część Polaków akceptuje nawet „nieco niższe” emerytury kobiet, jeśli tylko mogą one wcześniej przejść na emeryturę. Sęk w tym, że wraz z wydłużaniem się średniejoczekiwanej długości życia (dla kobiet już w tej chwili wynosi ona ponad 80 lat), te emerytury staną się „dużo” a nie „nieco” niższe.

– Polacy będą mieli wybór – przekonują politycy Prawa i Spra-wiedliwości. – Kto chce, będzie mógł pracować znacznie dłużej po osiągnięciu wieku emerytalnego, bo decyzja o odejściu z pracy będzie należała do pracownika, nie pracodawcy. Czy jednak w sytuacji, gdy wypracowana emerytura wyniesie np. 700 zł, ten wybór nie będzie tylko pozorny?

20 lat na emeryturze

Każdy, kto już w tej chwili wybiera swoją ścieżkę kariery zawodowej, powinien niezależnie od obietnic polityków założyć, że będzie pracował nie do 60.–65. roku życia, ale przynajmniej do 67. Albo nawet dłużej. Opublikowany niedawno raport Komisji Europejskiej wskazuje, że za 50 lat przeciętny Europejczyk będzie żył dłużej o siedem lat (mężczyźni 84 lata, kobiety 89). Przy takim wydłużeniu średniego czasu życia wiek emerytalny na poziomie 60 lat to ekonomiczna katastrofa. Już w tej chwili kraje skandynawskie przygotowują się do podwyższenia wieku emerytalnego do 70 lat.

To wymaga przede wszystkim zmiany myślenia o tym, jak będzie wyglądać ścieżka kariery zawodowej. W niektórych zawodach – lekarz, prawnik, finansista – można pracować do późnego wieku bez większego uszczerbku na jakości wykonywanej pracy, choć np. trudno wyobrazić sobie 70-letniego chirurga, stojącego przez wiele godzin przy stole operacyjnym. Są zawody, w których przydatność pracownika gaśnie w sposób naturalny w okolicach 60. roku życia. Na przykład – nauczyciel, kierowca, operator maszyn budowlanych. – Czy chcemy, żeby baletnice tańczyły na scenie do 65. roku życia? – pytali z sarkazmem zwolennicy wcześniejszego wieku emerytalnego, zapominając, że i przed reformą „67” trudno byłoby znaleźć występującą na deskach 59-letnią artystkę. Niektóre zawody można uprawiać przez stosunkowo krótki czas.

Wielokrotna zmiana zawodu

Czy w wieku 16–18 lat, kiedy młody człowiek często podejmuje decyzję dotyczącą swojej pracy, można wybrać taki zawód, aby dało się w nim pracować przez pół wieku? Mało prawdopodobne. Wystarczy jednak, że młody człowiek, decydując o wyborze zawodu, będzie pamiętał o dwóch rzeczach: po pierwsze, że przyjdzie mu pracować znacznie dłużej niż jego rodzicom. Po drugie, że najprawdopodobniej w ciągu kilkudziesięciu lat zmieni swój zawód – i to nie dwa, trzy razy, ale (są takie prognozy) – nawet dziesięć. Nie miejsce pracy. Nie pracodawcę, ale właśnie zawód. Polacy w stosunku do wielu społeczeństw zachodniej Europy są nie tylko dużo mniej mobilni (dotyczy to zwłaszcza pracowników powyżej 40. roku życia), ale i w mniejszym stopniu są gotowi przekwalifikować się. Tymczasem już wkrótce stanie się to normą. Kursy doszkalające, poszerzanie kompetencji zawodowych we własnym zakresie – opuszczając system edukacji (już na poziomie szkoły średniej) młody człowiek powinien wiedzieć, że nieustająca edukacja nie jest abstrakcyjnym pojęciem, ale czymś równie potrzebnym do utrzymania równowagi życiowej jak sen czy jedzenie.

Część ekspertów w dziedzinie rynku pracy uważa nawet, że w dającej się przewidzieć perspektywie – 20, 30 lat – w ogóle straci rację bytu dotychczasowy model kształcenia, który determinuje (na ogół) późniejszą karierę zawodową. Wąskie specjalizacje staną się zbędne, bo postęp technologiczny będzie tak szybki, że pracownicy nowe umiejętności będą nabywać maksymalnie w ciągu kilku miesięcy, nawet tygodni. To jednak nie jest odpowiedź dla tych, którzy o wyborze zawodu będą decydować dziś, za rok czy pięć lat (i pewnie za 10 też nie). Młodzi ludzie, a bardzo często również ich rodzice, zadają sobie pytanie – jaki zawód wybrać, by mieć pewność zatrudnienia po skończonej edukacji i przynajmniej przez większość okresu aktywności zawodowej?

W co inwestować?

Wydaje się, że dziś takie gwarancje dają wszystkie zawody związane z medycyną, dbałością o zdrowie i opieką. Poza konkurencją są lekarze. Paradoksem jest zawód pielęgniarki/pielęgniarza. Chętnych w Polsce na studia nie ma zbyt wielu, bo warunki pracy dla średniego personelu medycznego są kiepskie. Ale wystarczy średnia znajomość języków, by każdy kraj w Unii Europejskiej stanął przed absolwentką czy absolwentem takich studiów otworem. Jest niemal pewne, że i w Polsce warunki pracy poprawią się na tyle, by chętnych do niej nie brakowało. Fizjoterapeuci, rehabilitanci, instruktorzy zdrowego stylu życia, dietetycy – dla nich również na rynku pracy miejsca nie zabraknie.

Kolejnym obszarem są nowe technologie – biologia molekularna, biotechnologia, nanotechnologia – kształcenie w tym kierunku zapewni, jak twierdzą specjaliści rynku pracy, nie tylko zatrudnienie, ale i więcej niż godziwe zarobki. Podobnym obszarem jest informatyka – popyt na specjalistów nie maleje i w dającej się przewidzieć przyszłości będzie rosnąć.

Trudno nie zauważyć, że w licznych zestawieniach zawodów przyszłości brakuje kierunków kształcenia tradycyjnie określanych jako humanistyczne. Absolwenci takich kierunków już teraz mają ogromne problemy ze znalezieniem pracy. Nie tylko w Polsce. Na bezprecedensowy krok kilka miesięcy temu zdecydowała się Japonia – tamtejszy minister edukacji zalecił, by uniwersytety zaczęły wygaszać studia humanistyczne i społeczne albo tak zmodyfikowały program studiów, by lepiej odpowiadały potrzebom społeczeństwa. Japończycy stopniowo zamierzają redukować do minimum nawet studia ekonomiczne i prawnicze! Rozwijane będą natomiast kierunki przyrodnicze i techniczne. Choć okólnik ministra pozwalał uczelniom samodzielnie podjąć decyzję, niemal połowa już wdrożyła w życie wytyczne. Kolejnych kilkanaście zakończyło rekrutację na kierunki bez przyszłości.

ZAWODY PRZYSZŁOŚCI

  • Specjalista od wirtualnej kreacji osób – kreowanie awatarów na potrzeby portali społecznościowych, kampanii reklamowych etc.
  • Menedżer czasu – już w tej chwili organizowane są kursy organizacji codzienności, na których można się nauczyć efektywnego zarządzania czasem
  • Biotechnolog – produkcja nowych paliw, substancji, procesów likwidacji zanieczyszczenia środowiska
  • Specjalista ds. czystej i odnawialnej energii – energia geotermiczna, słoneczna wiatrowa, wodna, sił fali, atomowa itp.
  • Hodowca ludzkich organów wewnętrznych – części ciała na potrzeby medycyny oraz leki stymulujące rozrost ciała komórkami macierzystymi po amputacji
  • Asystent seniora – opiekun i edukator, np. w zakresie nowych technologii

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here