Ze strachu przed wiejskim „CBA”

0
5

Żeby dostać dotację, biorca zobowiązuje się przestrzegać określonych wymogów formalnych. Nawet jeśli uważa je za durne. Potem kombinuje. Jak robią to na wsi?

Jest drobnym rolnikiem, właścicielem zaledwie 15 ha gruntów ornych, ale drugie tyle dzierżawi od mieszczuchów, którzy biorą dotację obszarową i muszą się wykazać uprawą ziemi, bo na zdjęciach lotniczych lub satelitarnych można to sprawdzić. Z oczywistych względów nie podamy jego imienia i nazwiska.

– Wiem, że dotacja obszarowa przysługuje użytkownikowi, czyli mnie, a nie właścicielowi gruntu, ale gdybym się o nią upomniał, to straciłbym ziemię do dzierżawy. A więc mam na sumieniu pierwsze wykroczenie, ale takich jak ja jest w mojej wsi wielu, a w kraju tysiące – usprawiedliwia się rolnik. Popełnia jednak kolejne i jest ono też związane z dotacjami.

Wieś leży w powiecie gostynińskim, w gminie znanej z dużych plantacji truskawek. Dzięki nim oraz pracy ukraińskiej i białoruskiej młodzieży, która tu ściąga od połowy maja i pozostaje przez czerwiec, daje się zupełnie dobrze żyć z niewielu hektarów. Prawie cała użytkowana przez naszego bohatera ziemia jest obsadzona truskawkami. Żyta uprawia jedynie tyle, by mieć słomę na wyściełanie truskawkowych międzyrzędzi przed zbiorami. Po zaoraniu trzyletniej – podstarzałej już – plantacji truskawek jako poplon wysiewa gorczycę lub grykę, czyli rośliny miododajne. W ten sposób mimochodem wspiera polskie pszczelarstwo. Mógłby jednak spowodować szkody, gdyby za dnia robił opryski przeciw chwastom, chorobom grzybowym, a zwłaszcza wykorzystując pestycydy przeciw szkodnikom, bo one często atakują truskawki. Łącznie w ciągu sezonu wykonuje około 15 oprysków. Nic więc dziwnego, że marzył o własnym nowoczesnym opryskiwaczu, w którym elektronika uniemożliwia wylewanie cieczy kilka razy w to samo miejsce. A to szczególnie ważne w walce z chwastami. Podwójna dawka oprysku nie tylko bowiem niszczy chwasty, ale i roślinę zasadniczą. Trzeba dodać, że bez systematycznych oprysków nie da się obecnie uzyskać satysfakcjonujących plonów truskawek, utrzymać je bez zachwaszczenia ani mieć zdrowe owoce sprzedawane jako deserowe, a tylko takie zapewniają godziwy dochód. Tak precyzyjna maszyna, o jakiej marzył nasz bohater, kosztuje od 60 do nawet 120 tys. zł. A to przecież kupa forsy. Będąc już doświadczonym beneficjentem unijnych dotacji na zakup sprzętu (kupował ciągnik z zestawem maszyn uprawowych), hodowca truskawek i tym razem postanowił sięgnąć po kolejną kasę z Brukseli.

Program dla małych

– Znajomy mi podpowiedział, że opryskiwacz mogę kupić przy wsparciu Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich (PROW), korzystając z pomocy dla małych gospodarstw, które chcą dorobić do rolniczych dochodów, prowadząc działalność gospodarczą. Taką działalnością może być np. świadczenie usług na rzecz sąsiadów. U nas każdy truskawki ma, a na dobry opryskiwacz mało kogo stać – opowiada gospodarz. Program dla małych nazywa się „Różnicowanie w kierunku działalności nierolniczej”. Warunkiem otrzymania wspomnianej dotacji jest założenie własnej firmy.

– Rejestracja firmy nie sprawiła mi kłopotu. Po podpisaniu umowy z miejscowym Oddziałem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa mogłem uzyskać kredyt pomostowy w banku – jak zwykle dość wysoko oprocen-towany. Musiałem też wziąć kredyt na tzw. udział własny w koszcie maszyny. W banku poszło gładko, opryskiwacz wybrałem nie za drogi, ale ze wszystkimi elektronicznymi regulacjami. Przez większą część roku maszyna stoi i traci na wartości, a od wczesnej wiosny po zbiory, no i zaraz po nich (opryski herbicydami przeciw chwastom), jest używana. Księgowanie faktur jest proste, więc robi to żona, nie wynajmuję księgowego – mówi.

Cudze pryskajcie, swoje omijajcie

Hodowca truskawek ma opryskiwacz z wymarzoną elektroniką, ale nie może nim opryskiwać własnych plantacji. Dowiedział się o tym tuż przed finalizacją zakupu opryskiwacza od doradcy z Ośrodka Doradztwa Rolniczego i po dokładnym zapoznaniu się z umową. Przez jakiś czas, z obawy by mu nie zabrano dotacji, gdy wyjdzie, że opryskuje własne truskawki – choć przecież głównie o to mu chodziło – świadczył usługi sąsiadowi, a on jemu, za co wystawiali sobie faktury. Najlepiej wychodził na tym Urząd Skarbowy. W końcu ktoś mu podpowiedział: „Głupi, przecież pryskasz głównie nocami, żeby nie otruć pszczół. Kto cię podejrzy?” – Pomyślałem: Pracę opryskiwacza słychać w całej wsi, a lokalne wiejskie „CBA” czuwa. W mojej wsi donosiciel jest jeden, wiem kto, dobrze z nim żyję, ale w sąsiedniej jest kilku i ich mało znam. Na wszelki wypadek moje pola obsługuje ktoś z rodziny, a gdy przyjdzie agencyjna kontrola, powiem, że wziął maszynę bez mojej zgody. Nie czuję się z tym dobrze. Nie mam jednak wyjścia – wyjaśnia. – Z zazdrością patrzyłem, jak podczas suszy sąsiad wykorzystuje swój opryskiwacz do podlewania roślin. Ja tego nie mogę robić. Czy w przypadku stanu klęski Agencja wybaczyłaby mi stwierdzone nieprawidłowości? – pyta rolnik.

Zgodne z prawem, ale nie ideą

Pytania rolnika nie chciałem pozostawić bez odpowiedzi. Trafiłem – niestety – na nieodpowiedni moment. Na początku grudnia 2015 roku odwołano dotychczasowego prezesa centrali Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Na dodatek rzecznik prasowy zachorował, a pracownik odpowiedzialny za program „Zróżnicowanie w kierunku działalności nierolniczej” nie miał ochoty się wypowiadać. Mimo to znalazłem kogoś kompetentnego, kto co prawda poprosił o nieujawnianie nazwiska, ale powiedział:

– Program, z którego pochodzi dotacja na opryskiwacz, nazywa się „Zróżnicowanie w kierunku działalności nierolniczej”. Chodziło o to, aby na wsi powstawały zakłady usługowe typu rzemieślniczego (np. wulkanizacja opon) dające szansę dorobienia przy niskich dochodach. Tymczasem nasi małorolni – w tym opisany rolnik – uruchamiają głównie firmy usługowe związane z rolnictwem. To jest wszystko zgodne z prawem, ale nie z ideą programu. Umowa tego rolnika podpisana z ARiMR nie przewiduje świadczenia „usług dla siebie” i tego trzeba przestrzegać, aby nie utracić dotacji. Ważne, by usługodawca dysponował fakturami za prace np. dla sąsiadów i opłacał podatki, a możliwości „wybaczania” czy „patrzenia przez palce” na nieprawidłowości niech lepiej nie bierze pod uwagę.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here