Żeby nasze dzieci miały lepiej

0
4

– Kto wpłaca dziś na SKO? – pamiętam jak przez mgłę pytanie nauczycielki. W 1979 roku miałam niespełna osiem lat i zazdrościłam tym, którzy wpłacali. Moi rodzice byli przeciwnikami SKO. – To wymysł komunistów – zżymał się tata.

Tata po trosze się mylił. Pokolenie 50-latków raczej dobrze kojarzy kartonikowe książeczki SKO, najczęściej w kolorze różowym. Szkolna Kasa Oszczędności do lat 70. była hitem.

Już KEN była za

Wprowadzenie do programów szkolnych tematyki oszczędzania i racjonalnego gospodarowania pieniędzmi postulowała już w 1773 roku Komisja Edukacji Narodowej. Pierwsze kasy szkolne powstały w Europie Zachodniej i w USA pod koniec XIX wieku. W szkołach na ziemiach polskich kasy uczniowskie funkcjonowały w zaborze austriackim, a od 1925 roku mogły się rozwijać we wszystkich typach szkół II RP. Dziesięć lat później przeszły pod nadzór Pocztowej Kasy Oszczędności (dziś PKO BP).

Stachanowski model

Ale jak to z polską rzeczywistością bywa, tata mylił się i jednocześnie miał trochę racji. Choć Szkolna Kasa Oszczędności nie były wymysłem komunistów, władze PRL włączyły tę ideę do własnego modelu wychowania dzieci i młodzieży. Tym, którzy uczęszczali do szkoły w latach 50. XX wieku, SKO mogło się kojarzyć bardziej z ideą socjalistycznego współzawodnictwa i stachanowskiej rywalizacji niż z nauką gospodarowania własnymi zasobami. Do oszczędzania miały zachęcać konkursy, w których uczniowie i nauczyciele mogli wygrać m.in. sprzęt sportowy, zegarki czy aparaty fotograficzne (pod koniec lat 50. były to dobra nie tyle deficytowe, ile wręcz luksusowe). Były też nagrody zbiorowe – wycieczki do Warszawy, albo – jeszcze bardziej atrakcyjne, ze względu na to, że stolica dopiero się odbudowywała – nad Bałtyk. Nauczyciele, którzy wykazywali się szczególnie dużym zaangażowaniem, mogli otrzymać odznaki honorowe, którym towarzyszyły nagrody pieniężne albo przydział na darmowe wczasy. Działalność SKO w pierwszych dekadach PRL była zadekretowana – Szkolna Kasa Oszczędności istniała w niemal wszystkich szkołach. W 1957 roku działało ponad 19 tys. SKO, w 1963 roku prawie 24 tys. (co stanowiło ponad 80 proc. szkół).

Nie pieniędzy, a towaru brak

Trend zaczął się odwracać już na początku lat 70. – liczba szkół w ciągu 10 lat spadła o niemal jedną czwartą. Lata 80. to zmierzch PRL-owskiego etapu Szkolnej Kasy Oszczędności. W czasach kryzysu ekonomicznego odkładanie rodzimej waluty nie miało sensu. Nie brak pieniędzy był wtedy problemem, a brak towarów, które za te pieniądze można było kupić. I tak liczba szkół uczestniczących w programie spadła do 7 tys.

Inflacja zabija oszczędność

W pierwszych latach nowej Polski też nie było dobrego klimatu do oszczędzania – przede wszystkim przez stosunkowo wysoką inflację. Bank PKO nie zrezygnował jednak z prowadzenia szkolnych kas, organizował dla oszczędzających uczniów akcje i konkursy – najbardziej znany „Dziś oszczędzam w SKO – jutro w PKO”, przygotowywał materiały edukacyjne. To jednak nie wystarczyło – w 2003 roku w SKO prowadzonym przez PKO Bank Polski oszczędzało ok. 3,5 tys. szkół, w 2010 roku – już tylko 1,8 tys. Wydawało się, że wyczerpał się model nauczania oszczędności przez praktyczne działania w szkołach.

Banki dla starszych dzieciaków

Dla młodych klientów swoje oferty przygotowały niemal wszystkie banki. Rodzice mogli – i mogą – zakładać dzieciom konta, które łączą funkcję oszczędzania (zwykle mają korzystne oprocentowanie do wyznaczonego limitu środków, np. 2 tys. zł) z funkcją rachunku osobistego – dziecko może posługiwać się kartą z określonym limitem wypłat dziennych. To świetna oferta – tyle że dla dzieci od 13. roku życia. A jak twierdzą eksperci, to stanowczo za późno na naukę oszczędzania i gospodarowania własnymi środkami. Czy maluchom pozostaje jedynie analogowa skarbonka, ewentualnie domowa książeczka z zapisem salda, a bankierem musi być rodzic?
Nie! PKO Bank Polski podjął w 2010 roku decyzję o rewitalizacji SKO – i jednocześnie przygotowaniu oferty dla najmłodszych klientów. A raczej – dla dzieci swoich klientów.

Konto Junior

Rodzic, który ma ROR w PKO BP, może dla swojego dziecka, które ma mniej niż 13 lat, otworzyć Konto Junior, wyposażone m.in. w opcję przelewów, a także wirtualnych skarbonek, dzięki którym dziecko może oszczędzać na wybrany cel. Rodzic może zasilać konto dziecka tradycyjnie, ale może też ustawić funkcję zasilania wpłatami przy każdej wykonywanej przez siebie transakcji, np. kartą. Rodzic płaci za obiad w restauracji, a na konto dziecka trafia 1, 2 lub 5 zł itd.

Co dziś z SKO?

W roku szkolnym 2010/2011 SKO zadebiutowało w Internecie. Bank podjął też decyzję o wprowadzeniu niezwykle korzystnego oprocentowania depozytów SKO – 5 proc. W 2012 roku PKO BP wprowadził trzy rodzaje kont SKO (SKO Konto dla Ucznia, SKO Konto dla Rady Rodziców i SKO Konto dla Szkoły). I najważniejsza zmiana – uczniowie zyskali dostęp do serwisu internetowego SKO, wyposażonego w wirtualne skarbonki i plan oszczędzania – narzędzia dostosowane do wieku i umiejętności użytkowników. Zmiany okazały się sukcesem – w programie SKO uczestniczy ponad 4,5 tys. szkół podstawowych (to do nich głównie adresowany jest produkt ze względu na fakt, że dziecko od 13. roku życia może w tej chwili za zgodą rodziców posiadać indywidualne konto bankowe). SKO Konto dla Ucznia ma 155 tys. dzieci.

Jeśli nie SKO, to co?

Konto Junior PKO BP to świetne rozwiązanie, ale tylko dla klientów PKO BP. A jeśli nie chcemy zakładać ROR w największym polskim banku, a jednocześnie chcemy prowadzić bankową edukację swojej pociechy?
ING Bank Śląski proponuje OKO, czyli Otwarte Konto Oszczędnościowe dla Juniora. Od 0 do 18 lat – tyle że jest to wyłącznie rachunek oszczędnościowy, dziecko zaś samodzielnie może zacząć podejmować decyzje o wypłatach dopiero od 13. roku życia. Oferta jest o tyle korzystna, że nie trzeba w banku mieć rachunku. Na tym standardowe oferty banków dla młodszych dzieci, niestety, się kończą. Jednak nie powinno to rodzicom przeszkadzać w edukacji finansowej dziecka – posługiwanie się kontem bankowym to umiejętność, która w życiu się bardzo przydaje. Samo konto jest wygodne (nie trzeba dziecku dawać do ręki gotówki). Ale nie konta bankowe przecież uczą nawyku oszczędzania!

Zabawa czy nauka wyboru

Małe dzieci najlepiej uczą się przez zabawę. Psychologowie biznesu radzą, by naukę oszczędzania połączyć z nauką wydawania – np. przy okazji uwielbianej przez dzieci zabawy w sklep. Walutą mogą być kasztany, plastikowe pieniądze, cukierki. Ważne, by były też określone ceny produktów – np. zabawek. Jeśli miś kosztuje dziesięć (kasztanów), a samochód – pięć, a dziecko ma w ręce kasztanów jedenaście, będzie musiało dokonać wyboru. Ważne, by dokonało go samo! Gdy dołożymy do tej zabawy możliwość zarobienia dodatkowej liczby zabawowej waluty (np. przez wykonanie jakiegoś zadania) – pierwszy krok w kierunku edukacji ekonomicznej dziecka możemy uznać za dokonany. Nieco starsze dziecko – pięcio-, sześcioletnie, powinno już rozumieć, że wydatki różnią się między sobą wagą. Są wydatki niezbędne, na które trzeba mieć pieniądze – jedzenie, opłaty za mieszkanie, przedszkole, lekarza etc. – i takie, naktóre warto mieć środki, czyli przyjemności (kino, przysmaki, zabawki). Można dziecko wprowadzać też w ideę oszczędzania – np. na większe przyjemności, czyli np. wymarzoną zabawkę.

Metoda przykręconego kurka

Dziecko nie pojmie idei oszczędzania, jeśli będzie mieć wszystko. Dlatego nawet jeśli rodziców stać na spełnianie zachcianek malucha – dla jego własnego dobra lepiej tego nie robić. Część rodziców woli nie zabierać dzieci do sklepów. To nie do końca dobra metoda. Już czterolatek może zrozumieć i dotrzymać umowy – jeśli i rodzice będą jej dotrzymywać. Przed wejściem do sklepu trzeba ustalić, ile rzeczy dziecko może wybrać z półki sklepowej i w jakiej cenie. Dzieci doskonale rozumieją różnicę między dużym zestawem klocków a mniejszym – jeśli tylko rodzic pokaże, na co się zgadza, a na co absolutnie nie. Jednakże jeśli nie chcemy dziecku pozwolić na absolutnie żaden zakup, rzeczywiście lepiej go ze sobą do sklepu nie zabierać.

Kiedy kieszonkowe?

Niektórzy rodzice dają je w symbolicznej wysokości już pięcio-, sześciolatkom, inni czekają do ósmego, dziewiątego roku życia. Wydaje się, że sens kieszonkowego dziecko odkrywa wtedy, gdy idzie do szkoły (szkolne sklepiki, drobne zakupy modnych kart czy małych gadżetów) i jednocześnie – opanowuje sztukę liczenia, choćby do 20. Więc wiek sześciu–siedmiu lat wydaje się racjonalny, choć oczywiście nie oznacza, że każde dziecko musi w tym wieku kieszonkowe dostać. Korzyści jest wiele, jeśli rodzic jasno określi, na jakie cele dziecko może pieniądze przeznaczyć i pozostanie konsekwentny – tzn. tych wydatków dziecka nie będzie dodatkowo finansować. Ile dziecko powinno dostać? Złotówkę lub 1,5 zł na każdy rok życia – na początek to zupełnie wystarczy, ale są ośmiolatki które uczą się gospodarować tygodniówką (w tym wieku kieszonkowe powinno być wypłacane z taką częstotliwością) w wysokości 5 zł. I nie narzekają na brak gotówki.

Pieniądze ze ściany

I młodsze, i starsze dzieci najlepiej się uczą przez obserwację i uczestnictwo. Rodzic, który mówi o oszczędzaniu, a sam nie oszczędza, nie jest wiarygodny. To nie znaczy, że musimy dziecku pokazywać wyciąg z konta bankowego. Ale jeśli mamy w planach wakacje – dobrze jest dziecko wprowadzić w temat i pokazać, że odkładamy pieniądze na wakacyjne przyjemności. Można zachęcić, by robiło to samo – pieniądze na wakacjach wydaje się bardzo przyjemnie! Nie należy też bać się rozmawiać z dzieckiem o domowych finansach. Małe dziecko nie musi wiedzieć, że spłacamy kredyt we frankach szwajcarskich i w związku z tym mamy sporo stresów, ale o tym, że spłacamy kredyt, w związku z tym nie na wszystko możemy sobie pozwolić – już tak. Dziecko powinno wiedzieć, od najmłodszych lat, skąd rodzice biorą pieniądze. Jeśli się nie dowie…
– Nie mogę ci teraz kupić tego zestawu Lego – tłumaczy mama pięcioletniemu, na oko, chłopcu. – Nie mam pieniędzy – To idź i weź ze ściany! – krzyczy dziecko. Bo przecież pieniądze biorą się ze ściany. Zawsze tak było, więc dlaczego mama mówi, że nie ma?

Artykuł pochodzi z nr 2/2016 Eurogospodarki

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here