Strona główna Finanse Przyszłość papierów dłużnych

Przyszłość papierów dłużnych

0
Przyszłość papierów dłużnych

Marazm to najłagodniejsze określenie tego, co dzieje się ostatnio na warszawskim rynku akcji. Na koniec zeszłego roku na obu parkietach GPW -– głównym i alternatywnym NewConnect – notowane były łącznie akcje 902 spółek. To zaledwie o siedem więcej niż na koniec 2013 r. Debiutów ubyło, przybyło za to wycofań z obrotu. Szczególnie trudny okres wydaje się przeżywać NewConnect. Na tym tle Catalyst – funkcjonujący od sześciu lat rynek obligacji GPW – wydaje się wyjątkowo mocny. Na koniec roku notowano na nim papiery dłużne 526 serii, czyli o prawie 60 więcej niż rok wcześniej. Liczba debiutów była tylko nieznacznie mniejsza od rekordu z 2013 r. – 191 wobec 196.
Prognoza
– Rynek obligacji korporacyjnych ma się dobrze i moim zdaniem będzie się miał w kolejnych latach jeszcze lepiej – ocenia Jacek Tyszko, specjalista do spraw rynków kapitałowych. Catalyst to przede wszystkim właśnie rynek obligacji korporacyjnych – stanowią one ponad 80 proc. wszystkich notowanych tu papierów (kolejne ok. 6 proc. to obligacje municypalne, a reszta, czyli niespełna 3 proc. – papiery skarbowe). Na stan tego segmentu naszej giełdy, jak twierdzą eksperci, wpływać będzie w najbliższej, ale i dalszej przyszłości szereg czynników. – Catalyst ma nieco inne przeznaczenie niż rynek akcji, a jego rozwój zależy przede wszystkim od potrzeb inwestycyjnych spółek. Im to zapotrzebowanie będzie większe, tym wyższe są szanse na pojawianie się dużej liczby ciekawych emisji — mówi Łukasz Rozbicki, dyrektor Działu Analiz i Nowych Projektów w MM Prime TFI. W jego opinii, jeśli faktycznie nasza gospodarka wychodzi z dołka, to można się spodziewać wzrostu inwestycji, a co za tym idzie kolejnych emisji papierów dłużnych.
 
Obligacje dla firm są lepsze
Oczywiście potrzeby inwestycyjne przedsiębiorstwa mogą zaspokoić np. dzięki emisji akcji, jednak z punktu widzenia właściciela firmy obecnie znacznie atrakcyjniejsze do podwyższania kapitału jest wypuszczenie obligacji. To po prostu tańsze. M.in. dlatego przed rynkiem długu rysują się teraz lepsze perspektywy, niż przed rynkiem akcji. Powodów jest więcej. Rynek akcji nie rozrusza się, gdy nie będzie dużych emisji dokonywanych przez dużych emitentów. A taki potencjał trudno dostrzec – potencjalnych debiutantów obecnie po prostu w Polsce nie ma. Rynek wtórny również raczej zniechęca. Podczas gdy w zeszłym roku indeksy zachodnich giełd biły rekordy wszech czasów, nasz WIG zyskał zaledwie 0,26 proc., zaś wskaźnik rynku alternatywnego NCindex spadł o ponad jedną piątą.
Chcąc inwestować, firmy mogą rzecz jasna sięgnąć również po kredyt bankowy jednak nie dla wszystkich jest on dostępny. – Ponadto finansowanie w postaci obligacji może być dla firm dużo pewniejsze, a nieraz łatwiejsze i tańsze, niż obwarowana dziesiątkami warunków kredytowa współpraca z bankiem – zauważa Tyszko. – Kluczowe jest oczywiście przekonanie inwestorów do własnych obligacji, a to nie zawsze bywa łatwe, szczególnie w przypadku młodych firm lub tych, które nie są w stanie ustanowić bardzo wiarygodnych zabezpieczeń lub miewały wcześniej problemy z terminowym obsługiwaniem długu – dodaje analityk.
Dla spółek z niektórych branż rynek długu, nawet jeśli okaże się ostatecznie droższy od oferty banków, ma niepodważalne atuty: – Deweloperzy wolą obligacje niż kredyt bankowy. Obligatariuszom nie muszą się tłumaczyć, tak jak bankowcom, z każdego sprzedanego lub niesprzedanego mieszkania – wyjaśnia Emil Szweda, założyciel serwisu obligacje.pl.
Analityk zwraca też uwagę na to, że zainteresowane kolejnymi emisjami powinny być również domy maklerskie. Z powodu zmniejszenia liczby chętnych na emisje akcji, przychody branży maklerskiej spadają i brokerzy są zmuszeni szukać alternatywy, którą dostrzegają właśnie na rynku długu. –Chodzi o organizowanie emisji obligacji na rynku pierwotnym – doprecyzowuje Szweda.
Sterowanie popytem
Podaż to jedno. A co z popytem? – Rynek obligacji powinien być wspierany przez niskie stopy procentowe – uważa analityk z MM Prime TFI. – Część inwestorów, a nawet posiadaczy lokat bankowych, może być z jednej strony zniechęconych do mało atrakcyjnego oprocentowania, a z drugiej dostrzegając marazm na rynku akcji, nie będzie chciała wchodzić na ten rynek. To może dotyczyć głównie inwestorów detalicznych – potwierdza szef serwisu obligacje.pl.
Tyszko dodaje z kolei, że coraz mniej osób jest zainteresowanych bezpiecznym lokowaniem dającym zaledwie dwu-, trzyprocentową stopę zwrotu w skali roku, a stabilizacja na rynkach kapitałowych znów zachęca do poszukiwania alternatywnych inwestycji, dających wyższe zyski. W efekcie niskie stopy procentowe, które mogą być jeszcze bardziej ścięte, oznaczają coraz niższą rentowność nie tylko bezpiecznych lokat bankowych, ale i obligacji skarbowych. – Gdy spojrzy się więc na rynek od strony popytu, można dostrzec, że hossa na obligacjach skarbowych dobiega powoli końca. Będziemy zatem najpewniej obserwować przerzucania aktywów z funduszy obligacji skarbowych do korporacyjnych – podsumowuje Rozbicki. A Szweda dodaje, że to właśnie daje dwie strony potencjalnie zainteresowane rozwojem rynku długu korporacyjnego.
Skala ryzyka
Nie wszystko jednak jest tak różowo. Poważnym problemem, szczególnie dla inwestorów indywidualnych jest to, że Catalyst, chociaż obecnych na nim chce być coraz więcej emitentów, to rynek o relatywnie niskiej płynności. To stwarza spore ryzyko i utrudnia budowę portfela. – Jeśli jednak inwestor ma czas i cierpliwość to w ciągu kilku tygodni może sobie zbudować zakładany portfel – mówi przedstawiciel MM Prime TFI. Zwraca przy tym uwagę, że w przypadku obligacji w jeszcze większym stopniu niż na parkiecie akcyjnym, trzeba zwracać uwagę na zróżnicowanie portfela. Papiery dłużne – w razie ewentualnych problemów emitenta z obsługą zadłużenia – zwłaszcza, gdy handluje się nimi na płytkim rynku, mogą spowodować znacznie większe straty w kapitale.
OFE inwestuje w obligacje
Jednak drobni inwestorzy, choć ważni, to jednak tylko jeden element strony popytowej rynku. Kilkanaście miesięcy temu, gdy rząd anonsował zmiany w systemie emerytalnym część ekspertów giełdowych spodziewała się, że Otwarte Fundusze Emerytalne, którym miało być odebrane prawo inwestowania w dłużne papiery skarbowe, uzupełnią swoje portfele przede wszystkim obligacjami korporacyjnymi.
 – To się już dzieje – mówi nam Emil Szweda. – Według naszych wyliczeń na koniec 2014 r. OFE miały łącznie 9,7 mld zł w obligacjach firm, a rok wcześniej to było 8,3 mld zł. To jest jedyna kategoria aktywów, w których OFE zwiększyły zaangażowanie – dodaje. We wszystkich pozostałych, czyli obligacjach dłużnych skarbowych, dłużnych gwarantowanych, depozytach złotowych, depozytach w innych walutach, akcjach, certyfikatach inwestycyjnych, obligacjach komunalnych, obligacjach Banku Gospodarstwa Krajowego, obligacjach drogowych, listach zastawnych, czy po prostu gotówce, odnotowano spadki. – W pozostałych kategoriach zaangażowanie OFE się zmniejszało choćby dlatego, że łączna wartość aktywów OFE spadła o ok. połowę. Np. w akcjach na koniec 2013 r. OFE miały za 125 mld zł, a na koniec zeszłego roku za 123 mld zł – dodaje analityk portalu obligacje.pl. Chociaż udział obligacji w portfelach OFE jest wciąż niewielki, to wzrósł w największym stopniu. Papiery korporacyjne stanowiły na koniec 2013 r. niespełna 2,77 proc. całego portfela funduszy emerytalnych, a rok później już ponad 6,5 proc.
Rentowność obligacji na rynku wtórnym
Jakie mogą być tego skutki? Jak wyjaśnia Szweda OFE kupują dług w ofertach, w związku z czym pozostali inwestorzy są z rynku pierwotnego wypychani i zmuszeni uzupełniać swoje portfele na rynku wtórnym lub w innych emisjach. – W efekcie może się to przełożyć na wzrost notowań, czyli spadek rentowności obligacji na rynku wtórnym. Również w nowych emisjach oferowane oprocentowanie może być niższe, co zresztą obserwujemy – dodaje.
Papiery, którymi są zainteresowanie OFE, to najczęściej obligacje niskiego ryzyka. Obligacji wysokiego ryzyka OFE unikają. Mają więc przede wszystkim obligacje banków, Orlenu, PGNiG, czy koncernów energetycznych. Są to więc obligacje, które tylko teoretycznie są papierami korporacyjnymi, bo w praktyce zachowują się w sposób bardzo zbliżony do papierów skarbowych. Pole zainteresowania funduszy emerytalnych jest zatem dość specyficzne i odmienne od tego, co uznają za atrakcyjne innego rodzaju inwestorzy. Na Catalyst notowanych jest obecnie ponad 500 różnych serii dłużnych, a zaledwie 38 z nich (wypuszczonych przez kilkanaście spółek) znajduje się jednocześnie na detalicznej części rynku i w portfelach OFE. – Inwestorzy detaliczni i OFE rzadko inwestują w papiery tych samych emitentów. Przy czym tylko kilka z nich robiło publiczne emisje dla inwestorów detalicznych – zauważa Szweda i jako przykłady podaje papiery wypuszczone przez takie spółki jak: Getin Noble, GPW, Ghelamco, Kruk czy Orlen.
Jest jeszcze jeden czynnik, który może powodować, że nasz rynek długu korporacyjnego będzie się rozwijał i to nie tylko w ciągu najbliższych miesięcy, ale także lat. – Rynek obligacji w Polsce na pewno pod względem średniej unijnej, licząc za pomocą wskaźnika zadłużenia obligacyjnego spółek do PKB, jest wciąż mocno niedowartościowany i luka ta powinna być uzupełniania. Będzie to jednak trwało lata – uważa Łukasz Rozbicki. – Catalyst jest dobrym miejscem, dzięki któremu możliwy będzie dalszy rozwój rynku długu i stałego poprawiania jego płynności – zauważa Jacek Tyszko. Jednak nie wszystkie firmy, które chcą sięgnąć po finansowanie dłużne decydują się na obrót publiczny swoimi papierami. Wiele podmiotów wybiera emisje prywatne bez obrotu wtórnego. – Mają oczywiście do tego prawo, choć często utrudnia to pozyskanie nowych inwestorów. Z tego punktu widzenia poziom obrotów na Catalyst nie do końca reprezentuje to, co się naprawdę dzieje na rynku długu korporacyjnego – podsumowuje specjalista.