Każdy kraj ma swoje piramidy
Piramida finansowa działa w następujący sposób – założyciel ogłasza sposób na prosty, szybki i wysoki zysk z inwestycji w różnego rodzaju aktywa, np. nieruchomości, papiery wartościowe czy metale szlachetne. Podstawową zasadą jest werbowanie kolejnych uczestników, którzy to właśnie pozwalają na wypłaty dla tych uprzednich. Taka machina nie może jednak trwać wiecznie, bo logiczne jest, że kiedyś zabraknie nowych aktywistów. Szacuje się, że gdyby każdy werbował sześciu nowych „działaczy” przy 13. poziomie liczba wszystkich zaangażowanych w piramidowy biznes przewyższałaby liczbę mieszkańców Ziemi. Konieczne byłoby zatem zaangażowanie Marsjan, ale nie ma pewności czy ich wiedza ekonomiczna nie jest znacznie bardziej rozwinięta. Pierwsi zachęceni mogą liczyć naprawdę na duże zyski, bo jest praktycznie pewne, że po nich ktoś jeszcze dołączy i zrzuci się na ich profit, a po drugie są przynętą dla kolejnych, umacniając tym samym ich wiarę w to, że też tak dobrze wyjdą na tym „złotym” interesie. Piramida stoi dopóty, dopóki są ciągłe wpływy, a zwiększająca się liczba uczestników pozwala na swobodne wypłaty dla wcześniej zwerbowanych. Jest to bardzo niebezpieczna konstrukcja, gdyż wydłużający się okres wpłat i narastająca liczba biorących udział w tym zjawisku podmiotów, powoduje potem tragedię tłumu i naprawdę ogromne straty – zazwyczaj uczestnicy bezpowrotnie tracą całość powierzonych środków. Tworzenie piramid finansowych jest w Polsce działalnością nielegalną. Może być sądzone jako działania związane z oszustwami, kradzieżą czy też nieuczciwą konkurencją. Nie pozwoliło to jednak na uniknięcie głośnej w ostatnich latach afery Amber Gold, w której poszkodowanych zostało około 13 tysięcy klientów spółki.
Amber Gold
Firma działała w latach 2009–2012, oferując atrakcyjne lokaty w metale szlachetne, głównie złoto, a także srebro i platynę. W tamtym okresie cena złota szybko rosła, ułatwiło to wmówienie uczestnikom, że to pewny i wysoki zysk. Obietnice rocznego oprocentowania dochodzącego do 16,5 proc. skusiły liczną grupę inwestorów – przewyższało ono bowiem znacznie ówczesne oprocentowanie lokat bankowych. Dzisiaj takie oprocentowanie lokat jest nawet nie do pomyślenia. Amber Gold budował piramidę trzy lata i skumulował około 851 milionów złotych, z czego najprawdopodobniej tylko około 10 milionów spółka faktycznie zainwestowała w obiecane kruszce. Nie spełniła się zatem obietnica zakupu metali w ilości odpowiadającej wpłaconym sumom. Likwidacja Amber Gold została ogłoszona 13 sierpnia 2012 roku. Przed tym incydentem zainwestowane pieniądze odzyskało tylko około 3 tysięcy klientów. Pod koniec czerwca, po prawie trzech latach, łódzka prokuratura zakończyła śledztwo. Do Sądu Okręgowego w Gdańsku trafił akt oskarżenia liczący ponad 9 tysięcy stron. Marcin P. – założyciel spółki, odpowie za cztery przestępstwa, a jego żona Katarzyna – za 10. Zarzuty dotyczą oszustw, działalności parabankowej, prania brudnych pieniędzy, fałszowania dokumentów oraz poświadczania nieprawdy. Grozi im do 15 lat pozbawienia wolności. Szokuje fakt, że w procederze tym brało udział tak wiele podmiotów. Żaden nie poczuł się w obowiązku ostrzeżenia przed nie do końca jasnym i uczciwym pogrywaniem spółki wtedy, kiedy jeszcze można było ustrzec tysiące obecnie poszkodowanych. A sprawa Amber Gold nie jest jedyną tego typu. Wcześniej takie „biznesy” prowadzili już inni.
Charles Ponzi – bez skrupułów
Schemat Ponziego to synonim piramidy finansowej. To właśnie Charles Ponzi uważany jest za pierwszego konstruktora tej machiny. Przynajmniej takiego, wokół którego rozpętała się w związku z tym prawdziwa afera. Włoski emigrant zjawił się w USA ze swoją smykałką do biznesu w 1903 roku. Umiejętności rozwijał początkowo w Banco Zarossi, instytucji, która proponowała nadzwyczaj wysoko oprocentowane lokaty dla wyłudzenia jak największej ilości pieniędzy. Charles trafił na trzy lata do więzienia. Był to na pewno dla niego czas do snucia planów na kolejne przewałki. Okazja się nadarzyła, kiedy pracował w marketingu listowym. W korespondencji z Hiszpanii znalazł tzw. międzynarodowy kupon na odpowiedź podlegający wymianie na znaczki pocztowe. Wartość znaczków amerykańskich znacznie przewyższała wartość tych europejskich. Ponzi postanowił wykorzystać tę różnicę, by prędko się wzbogacić. Kapitał potrzebny do inwestycji zebrał, werbując kolejnych uczestników i mamiąc ich wizją szybkiego i wysokiego zarobku. Tak naprawdę znaczków nie kupował, były one jedynie przynętą. Nie pomogły nawet ostrzeżenia prasowe. Ponzi miał swoje sposoby. Po próbach oczernienia jego inwestycji zapraszał swoich inwestorów na kawę i pączki oraz wypłacał im należne zyski najczęściej z wpłat kolejnych inwestorów. Niepokoje zostawały zażegnane, a kolejni „piramidotwórcy” przybywali. Innym razem w celu uciszenia afery na wypłaty profitów zaciągnął kredyt. Jego piramida runęła z hukiem, a straty poszkodowanych szacuje się na 15 milionów ówczesnych dolarów.
A jego imię Mawrodi – fenomen MMM
W Rosji budowniczymi piramidy stała się trójca MMM – dwaj bracia, panowie Mawrodi oraz żona jednego z nich pani Marina Murawiewa. Nazwa powstała właśnie od pierwszych liter nazwisk. W 1989 roku zaczęli od importu urządzeń komputerowych. Niepłacenie podatków doprowadziło firmę do upadku. Wystarczyło jednakże znaleźć nowe źródło i się przebranżowić. MMM uderzyło w sektor finansowy – zajęło się sprzedażą akcji amerykańskich spółek. Również bez powodzenia. Czas na budowę prawdziwej piramidy finansowej nadszedł w 1993 roku. Trójca wpadła na wspaniały pomysł emisji własnych obligacji, które w wydaniu papierowym opatrzone zostały wizerunkiem samego Mawrodiego, a ich wartość zmieniała się niby zgodnie z mechanizmami giełdowymi. Tak naprawdę było to widzimisię założycieli. Dzięki temu ich wartość mogła rosnąć w bardzo szybkim tempie – faktycznie przez półtora roku wzrosła ona 127-krotnie. Inwestorzy indywidualni byli kuszeni wizją zysków sięgających 1000 proc. – było to realne w warunkach ówczesnej hiperinflacji. Dodatkowo się okazało, że MMM ma też doskonale opanowane techniki marketingowe. Powstały silnie oddziałujące reklamy, w których bohaterem był typowy przedstawiciel społeczeństwa rosyjskiego Lionia Gołubkow. Jeśli on zainwestował i się wzbogacił, to każdy z nas przecież też może. Innym chwytem było zorganizowanie całodniowych, darmowych przejazdów metrem moskiewskim dla wszystkich moskwian – w ramach kampanii reklamowej. Dało to spektakularne efekty. Doszło do tego, że spółka odnotowywała wpłaty dzienne wysokości 11 milionów dolarów. Szacuje się, że piramidotwórców było od 2 do 5 milionów, a ich uiszczenia opiewały na sumę między 50 a 1500 milionów dolarów (na tamte czasy było to od 100 miliardów do 3 bilionów rubli). W 1994 roku firma została rozwiązana z nakazu rosyjskiej policji skarbowej. MMM stała się niewypłacalna. Skutkiem była między innymi fala samobójstw popełnianych przez uczestników piramidy. Najbardziej szokuje jednak fakt, że Mawrodi wcale nie stał się ofiarą linczu społecznego. Obwiniane były władze państwowe, które rzekomo poprzez swoje działania doprowadziły do upadku tak dobrze prosperującej maszynki do robienia pieniędzy. Siergiej Mawrodi został nawet wybrany do parlamentu Federacji Rosyjskiej Dumy Państwowej, co pozwoliło na zwolnienie go z aresztu. W 1996 roku podjął też bezskuteczną próbę kandydowania na prezydenta. Nie odpuścił także na polu zawodowym. Podejmował kolejne próby budowy nowych piramid. W 2011 roku powstała m.in. MMM-2011, w której zwerbowani w liczbie około 35 milionów zdeponowali 20 miliardów dolarów. Kolejna porażka i dramat inwestorów. Mawrodi jednak wciąż nie poniósł odpowiedzialności, gdyż mianował się jedynie koordynatorem gry i stworzy własną, fikcyjną walutę MAWRA. Ofiary łapią się same, bo doskonale wiedzą, że każda kolejna jest generatorem ich zysku. Zbrodnia doskonała. To nic, powstaje MMM-2012 i nic nie stoi na przeszkodzie, aby znaleźli się kolejni gracze. Bez zmiany nazwy, bez formalnego rejestru, nadzoru, poza prawem, po wielu krachach i braku wypłacalności Mawrodi wciąż działa. Ba, pozwala sobie nawet na szczerość! Na swojej stronie uczciwie informuje: „Ostrzeżenie! To piramida finansowa! Uczestnicząc w niej, skrajnie ryzykujecie i możecie utracić w dowolnym momencie wszystkie swoje pieniądze. Proszę o tym nie zapominać!”. Łączna kara Mawrodiego to zaledwie 4,5 roku aresztu i może trochę zszargane nerwy. A może nawet nie?
Madoff – bohema inwestuje
Teoretycznie najłatwiej dorobić się tam, gdzie panuje ciemnogród, wiedza ekonomiczna nie dochodzi, a pieniądze nie leżą na ziemi. Madoff temu zaprzeczył. Swoją piramidę budował z krezusami, bankami, bykami giełdowymi i gwiazdami prosto z czerwonego dywanu. Madoff był szanowanym, znanym finansistą, któremu wszyscy ufali i wierzyli, że ma moc sprawczą i pomnoży ich bogactwo. Utworzył fundusz inwestujący głównie w papiery wartościowe i nieruchomości. Do współpracy zaangażował liczące się banki, m.in Fortis, UniCredit, HSBC, Royal Bank of Scotland, Citigroup, UBS oraz BNP Paribas. Minimalna wpłata inwestycyjna wynosiła 10 miliardów dolarów. Klienci wywodzili się z elit. Wśród nich wyróżnić można aktorów Johna Malkovicha i Kevina Bacona oraz jego żonę Kyrę Sedgwick, fundację należącą do Stevena Spielberga czy też sportowca Sandy’ego Koufaxa. W toku śledztwa wyszło na jaw, że Madoff od dłuższego już czasu nie inwestował pozyskiwanych środków, wykorzystywał je jedynie na wypłaty dla uczestników i swoje dostatnie życie. Kryzys w 2008 roku zatamował jego źródło wypłat i FBI dopiero wtedy wykryło nielegalną działalność. W 2009 roku Madoff został skazany na 150 lat więzienia. Piramida utrzymała się przez 13 lat i wygenerowała oszustwa na łączną sumę strat od szacowanych 35 do 65 miliardów dolarów. Upadając miała około 5 tysięcy uczestników. Porównanie afery madoffowej do rodzimej ambergoldowej wypada blado. W USA zamiatanie i wyrównywanie sprawiedliwości idzie błyskawicznie i przynosi skutki. Jeden z zaangażowanych w aferę banków już wpłacił na rzecz ofiar 1,7 miliarda dolarów. W sumie z różnych źródeł zgromadzono około 10 miliardów dolarów na pomoc. Oceniono, że uda się odzyskać minimum połowę, ale to za sprawą skrupulatnego dochodzenia odszkodowań od współpracujących instytucji finansowych oraz odkopywania całego majątku należącego do Madoffa, któremu na obecną chwilę prawdopodobnie został już tylko ekwipunek więzienny. Z Amber Gold idzie dużo oporniej, a i tak w pierwszej kolejności zaspokojeni zostaną najważniejsi wierzyciele… ZUS, urząd skarbowy, pracownicy i sam syndyk.
Grobelny – tylko nie zapomnijmy o naszym podwórku
Przemiany ustrojowe, burzliwe przeobrażenia i chwilowe zaćmienie związane z nieznajomością tego, co nadchodzi, pozwoliło na szybkie wybudowanie piramidy na ziemi polskiej. W 1989 roku powstała Bezpieczna Kasa Oszczędności. Twórcą był Lech Grobelny, właściciel kantoru z warszawskiego Targówka. Jego obietnica krzyczała, że roczna lokata przyniesie zysk nawet do 300 proc. Przedmiotem inwestycji miały być dolary amerykańskie. Zaufanie klientów do Grobelnego na tym polu było uzasadnione, był specjalistą na rynku walut. Zaufanie budowała też mylna nazwa BKO przywodząca na myśl największy wtedy bank polski. Zawierzyło mu 11 tysięcy Polaków. 1 stycznia 1990 roku usztywniono kurs dolara i wprowadzono pełną wymienialność złotego – dolar stracił znacząco na wartości. W związku z tym na wypłaty zabrakło funduszy, jedynym wyjściem była ucieczka za granicę. Grobelny został ujęty w 1992 roku na terenie Niemiec. Udało się odzyskać zaledwie około 15 proc. wpłat. Aferzysta został skazany dopiero w 1996 roku na 12 lat pozbawienia wolności. W sumie w wyniku apelacji i uchyleń wyroku przebywał w areszcie pięć lat, po czym jeszcze żądał za to odszkodowania wysokości ok. 15 milionów złotych, na co sąd oczywiście nie przystał. Jego losy potoczyły się tragicznie, został zamordowany w niewyjaśnionych okolicznościach.
Skyline – krwawa piramida
Równie tragiczna w losach była próba wyłudzenia pieniędzy za pomocą piramidy finansowej przeniesionej prosto z rynku niemieckiego. W 1993 roku Mariusz K. rozpoczął swoją – jak sam ją nazywał – grę. Jego działalność nawet nie opierała się na inwestycjach w konkretne aktywa. Tu było jasne, że zyski czerpane są z werbowania kolejnych graczy. Czar całego przedsięwzięcia polegał na budowaniu atmosfery elitarności i niedostępności dla przeciętnych uczestników. Tu mogli należeć tylko wybrani, a jeden z nich, wzorowo ubrany młody człowiek sukcesu, jeździł i promował tę żyłę złota. Głównie na terenach prowincji. Pierwsze spotkanie należało opłacić – kosztowało 30 zł, ale gwarantowało szampańską zabawę w renomowanej restauracji z lampką wina. Do grona szczęśliwców wstępowali – jak głoszono – tylko nieliczni. Najlepsi werbowali najlepszych, to dodatkowo podgrzewało atmosferę i podnosiło prestiż tego interesu. Każdy miał wrażenie, że to jego pięć minut na zbicie kokosów. Pozyskiwanie nowych udziałowców było dobrze płatne, za pierwszych trzech można było dostać po 450 marek, a każdy następny był już wyceniony na 800. Problem stwarzała tylko konieczność opłaty akcesyjnej wynoszącej około 2,1 tysiąca marek, która zmuszała często uczestników do sprzedaży majątku i zaciągania kredytów. O skuteczności i wiarygodności przedsięwzięcia miało świadczyć niemieckie pochodzenie. Momentami Skyline przybierał formę sekty – zapłata poza terminem skazywała na pięć lat wypadnięcia z gry! Ludzie szaleli i na gwałt szukali środków. Piramida runęła w 1997 roku. Cztery lata funkcjonowała swobodnie, twórcy nie robili tak naprawdę niczego oprócz promowania i uświadamiania jak wspaniałą jest konstrukcją. 38 tysięcy osób straciło swój majątek, w większości bezpowrotnie. Wyłudzenia to suma około 4,5 miliona marek. Sam Mariusz K. nie nacieszył się swoją fortuną. Jego asystentka Violetta Z., która z przyczyn bezpieczeństwa była właścicielką konta, na którym składane były wpłaty, zleciła morderstwo Mariusza K.
Zjawisko piramid finansowych można zaliczyć do tych z kategorii paranormalnych, a ich twórców do iluzjonistów na miarę Davida Copperfielda. Gubi nas chciwość? Sygnałem ostrzegawczym i pobudzającym naszą czujność, powinna być zawsze wątpliwa obietnica horrendalnych zysków, nieadekwatnych do średniej stopy zysków z inwestycji na rynku. Nie mówiąc już o ryzyku, które tak samo jak stopa zwrotu musi być przy tym wysokie. Warto również sprawdzić, czy dany podmiot jest objęty nadzorem państwowym, na stronie Komisji Nadzoru Finansowego www. knf.gov.pl. Podobnych przypadków było dużo więcej i wyprzedzały pewnie schemat Ponziego. Prawdopodobnie pojawiły się wraz z powstaniem pieniędzy i są ich odwiecznym kompanem. Podobnie jak naszym od zawsze jest pazerność, przysłaniająca racjonalne myślenie. Nie budujmy już piramid – niech to będzie jedynie zabytek.