Decyzja Trybunału może ograniczyć możliwości naszych „frankowiczów” w starciu z bankami. Nie oznacza to jednak automatycznie, że kredytobiorcy są z góry przegrani przed polskimi sądami. Jak na razie w polskich sądach zadłużonym we frankach szwajcarskich powodzi się różnie.
Zapytanie do Trybunału w Luksemburgu wysłał sąd, który rozpatrywał sprawę małżonków Lantos. Prezentowali oni stanowisko, że kredyt walutowy, z którego skorzystali, to nie kredyt, ale produkt inwestycyjny obarczony wysokim ryzykiem, a w związku z tym bank powinien przedstawić im pełną informację o profilu ryzyka zgodnie z dyrektywą MiFID, która reguluje usługi inwestycyjne oraz nadzór nad obrotem instrumentami finansowymi. Bank jednak takiej informacji klientom nie przedstawił. I właśnie sąd chciał się dowiedzieć, czy może traktować kredyt jak inwestycję wysokiego ryzyka.
Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że kredytobiorca decydując się na kredyt w walucie obcej, zamierza wyłącznie uzyskać fundusze na nabycie towaru lub usługi, a nie zarządzać ryzykiem kursowym czy spekulować kursami wymiany walut obcych. Celem rozpatrywanych transakcji nie jest więc realizacja usługi inwestycyjnej. Ponadto na podstawie dyrektywy transakcje te same w sobie nie stanowią też takich usług.
Trybunał dodał także, że transakcje wymiany będące przedmiotem postępowania są ponadto związane z instrumentem – umową kredytu – który nie stanowi instrumentu finansowego w rozumieniu dyrektywy.