Strona główna Rynek Brak dyscypliny

Brak dyscypliny

0
Brak dyscypliny

Indeks BIG teoretycznie może się wahać pomiędzy -100 pkt a +100 pkt. Im wyższa jego wartość, tym lepszy poziom bezpieczeństwa prowadzenia działalności gospodarczej, im niższa – tym sytuacja gorsza. Indeks ten spadł jesienią 2015 roku do najniższego poziomu w historii. Natomiast leci w dół już od ponad roku. Wyliczany na podstawie badań przeprowadzanych przez Millward Brown na zlecenie BIG InfoMonitor jest publikowany przeciętnie co kwartał od końca 2012 roku. Dotychczas najgorszym okresem dla polskich firm zatrudniających do 250 pracowników – jak wynika z poziomu indeksu BIG – była wiosna 2013 roku. Wtedy jego wartość spadła do niespełna 5,5 pkt. Jednak zaraz potem nastąpiła wyraźna poprawa sytuacji, na co wskazywało kilkunastomiesięczne odbicie wskaźnika, który na początku 2014 roku zbliżył się do 20 pkt.
Widmo minusa
Obecnie indeks BIG wynosi zaledwie 3 pkt. Przy trwającej już od ponad roku zniżkowej tendencji może to oznaczać, że w kolejnym badaniu, które ma być przeprowadzone za kilka tygodni, wskaźnik może mieć już – pierwszy raz w historii – ujemną wartość. Jesienią najtrudniejsza była sytuacja najmniejszych firm (nazywanych też mikroprzedsiębiorstwami), zatrudniających mniej niż 10 pracowników. Wskaźnik dla tej grupy podmiotów wynosi tylko 1,7 pkt. Nieco lepiej radzą sobie zakłady, w których pracuje 10–50 osób, oraz te, w których jest 50–250 ludzi (indeks BIG wynosi tu odpowiednio 7,3 i 10,1 pkt).
– Wskaźnik odzwierciedla nie tylko opóźnienia w płatnościach, ale w dużym stopniu również ocenę zjawiska – mówi Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor. – Ta zaś okazała się wyjątkowo krytyczna w obecnej fali przeprowadzonych przez nas badań. Według niego do ostatniego, tak znacznego spadku wartości indeksu przyczynić się mogło to, że po raz pierwszy w badaniu uwzględniono właśnie mikrofirmy, których sytuacja jest najgorsza.
Nie oznacza to, że kłopoty wynikające z zatorów płatniczych nie dotykają większych przedsiębiorstw. Przeciwnie, problem jest powszechny i dotyczy w niemal takim samym stopniu wszystkich firm zaliczanych do grupy małych i średnich pracodawców. Ci ostatni – zatrudniający od 50 do 250 osób – statystycznie narażeni są na zatory w nieco większym stopniu. Jednakże – jak można się domyślać – ponieważ prowadzą działalność gospodarczą na większą skalę, lepiej radzą sobie z problemami wynikającymi z opóźnień w płatnościach.
Dla Jeremiego Mordasewicza, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan, powyższe wyniki badań są sporym zaskoczeniem. Według niego przy 3-procentowym wzroście gospodarczym nie ma obiektywnych przyczyn do pogorszenia się sytuacji płatniczej firm. Dlatego spadek indeksu BIG może dziwić.
Zbliża się pogorszenie koniunktury
W opinii Mordasewicza powyższe dane tłumaczyć można pogorszeniem się dyscypliny płatniczej. – Jeśli faktycznie tak jest, jeśli moralność płatnicza spada, to bardzo źle świadczy o nas jako o społeczeństwie – mówi nam przedstawiciel Lewiatana. Przypomina, że w Polsce nie ma obecnie spowolnienia gospodarczego. Problem w tym, że – jak mówi Wojciech Warski, przewodniczący Konwentu Business Centre Club – w zapowiedziach rządzących, także tych, które składają się na plan Morawieckiego, nie ma też nic, co mogłoby poprawić kondycję gospodarki i ożywić ją, nic więc nie wskazuje na to, by polskie przedsiębiorstwa w swojej masie zaczęły wypracowywać kapitał, a nie tylko zarabiały na pensje dla pracowników. – Na razie tzw. dobra zmiana nie miała bezpośredniego wpływu na sektor MŚP, co nie oznacza, że jest dla niego obojętna –przyznaje przedstawiciel BCC. Spodziewać się jednak można pogorszenia ogólnej koniunktury, co odbije się również na funkcjonowaniu małych i średnich firm. Nie będzie to jednak zjawisko szybkie, raczej pełzająca zmiana sytuacji – uważa Warski. Jedynym wstrząsem może być, w jego opinii, wprowadzenie zapowiadanych przez rządzących zmian dotyczących poziomu płac. Minimalna stawka godzinowa w wysokości 12 zł – jak chce rząd – może wyeliminować z rynku najsłabsze firmy. Będzie to jednak jednorazowy efekt.
Z badań BIG InfoMonitor wynika, że nieterminowe regulowanie zobowiązań przez kontrahentów to bolączka, na którą uskarża się już teraz prawie połowa polskich przedsiębiorców z sektora MŚP. Najwięcej powodów do narzekań mają firmy działające w przemyśle oraz w budownictwie. Tu zaległości w spłacie zobowiązań przez kontrahentów dotyczą ponad połowy wszystkich podmiotów. Nieco lepiej jest w usługach i handlu, chociaż co najmniej dwóch na pięciu przedsiębiorców ma powody do użalania się na kłopoty ściągnięte im na głowy przez zatory płatnicze. O ile w budownictwie – jak deklarują przedstawiciele tego sektora – opóźnienia w płatnościach to zjawisko cykliczne związane z ogólną koniunkturą gospodarczą, o tyle w pozostałych branżach stanowią one stały, niezależny od koniunktury, element biznesu. Problem polega również na tym, że wielu kontrahentów – według przedstawicieli BIG InfoMonitor – stara się przedłużać zapisany w fakturach okres spłaty należności za produkty czy usługi nawet o ponad 60 dni. W przypadku mikrofirm dotyczy to prawie połowy wszystkich płatności, w przypadku zaś pozostałych przedsiębiorstw, które objęto badaniem, odsetek jest jeszcze wyższy i sięga ok. 60 proc. Nic więc dziwnego, że sporo energii polskich firm idzie na to, by unikać w przyszłości zatorów płatniczych. Prawie 60 proc. z nich podejmuje konkretne działania prewencyjne w tej dziedzinie.
Potrzebny kredyt kupiecki
Problem jest tym poważniejszy, że bardzo duża część płatności w polskim biznesie i tak odbywa się z odroczonym terminem płatności. Jak zauważa Łukasz Kozłowski, ekspert ekonomiczny organizacji Pracodawców RP, kredyt kupiecki coraz częściej jest standardowym warunkiem podejmowania współpracy firm w Polsce, zwłaszcza w przypadku podmiotów działających w handlu (w tym segmencie problem jest najpoważniejszy i dotyczy trzech na każde pięć kontraktów). Jak wynika z danych spółki Atradius, aż 45 proc. transakcji typu B2B polskich przedsiębiorstw realizuje się obecnie z odroczonym terminem płatności, czyli w ramach kredytu kupieckiego. W praktyce to małe i średnie firmy – zwłaszcza w relacjach z największymi podmiotami – stają się „dostarczycielami kapitału”. Rynkowe tuzy mają tę przewagę, że mogą dość swobodnie przesuwać terminy spłaty własnych zobowiązań, mając przy tym świadomość, że nawet w skrajnych przypadkach, w razie bankructwa dostawcy mogą szybko i łatwo znaleźć na rynku kolejnego kontrahenta. Jak podkreśla ekonomista z organizacji Pracodawcy RP, są wprawdzie podejmowane próby prawnych regulacji warunków płatności, ale i one nie rozwiążą wszystkich problemów. Zawsze pozostają pewne furtki, które w określonych sytuacjach dadzą możliwość wydłużenia okresów regulacji należności i będą skrzętnie wykorzystywane przez najsilniejsze podmioty.
Nie ma dokąd uciec
Dla lwiej części polskich firm nieterminowe regulowanie należności przez kontrahentów jest bardzo poważnym problemem, który stanowi znaczącą przeszkodę w prowadzeniu działalności gospodarczej. Taka jest – jak wynika z danych BIG InfoMonitor – opinia aż 92 proc. przedsiębiorców. – Z powodu zatorów płatniczych firmy tracą też przychody, ograniczają rozwój i zatrudnienie, a także ponoszą dodatkowe koszty finansowania. Nawet poprawiająca się koniunktura gospodarcza nie zawsze rekompensuje to przedsiębiorcom. Na tle lepszej sytuacji gospodarczej widoczna jest ostra konkurencja, obniżka marż i presja wzrostu płac, co oznacza, że firmy muszą realizować więcej zleceń – podsumowuje wiceprezes Hildebrand. Mordasewicz zauważa, że na tle innych europejskich państw nasz kraj pod względem terminowości regulowania należności wypada słabo. – Choćby w kwestii zapłaty faktur jesteśmy na szarym końcu razem z Portugalią. O ile jednak tam są obiektywne powody, bo kryzys ekonomiczny mocno dotknął tego kraju, o tyle u nas takich powodów nie ma – zauważa. Receptą na poprawę warunków funkcjonowania mogłaby być przeprowadzka za granicę. Jednak mały, a nawet średni przedsiębiorca działa najczęściej lokalnie, dlatego w tego typu firmach nie rozważa się kwestii przeniesienia biznesu za granicę, do Luksemburga czy na Cypr. Według Warskiego ktoś, kto w Szczecinie prowadzi biznes, może się ewentualnie zastanowić nad przeniesieniem go do Rostoku, a przedsiębiorca z Cieszyna – nad przeprowadzką na drugą stronę Olzy. Jednak nawet gdyby coś takiego nastąpiło, wciąż będą to tylko zjawiska marginalne, niemające wpływu na ogólny obraz sektora MŚP.