Dzisiejsze czasomierze w zasadzie są sobie równe pod względem praktycznego pomiaru czasu. Różnią się jednak ceną.
Już za kilkadziesiąt złotych można stać się posiadaczem elektronicznego zegarka na rękę. Może jego wygląd nie powala, ale funkcjonalność pozostaje bez zarzutu. Można też nabyć zegarek za 13, 30, 60, a nawet powyżej 100 tysięcy złotych. Taki zegarek dobrze widać na ręce i od razu wiadomo, że to nie byle jaka ręka.
Rejestry (nie)korzyści
W ostatnim miesiącach odnotowaliśmy kilka spektakularnych potknięć o naręczne czasomierze. Swego czasu ukraińska prasa wte i wewte jeździła po byłym już prezydencie Wiktorze Janukowyczu. Powód? Zegarek, a w zasadzie – dwa zegarki. W Kijowie, podczas przywitania z naszym prezydentem Bronisławem Komorowskim zauważono, że polski dygnitarz ma zwyczajnego longinesa wartego parę tysięcy złotych, podczas gdy ukraińska głowa państwa świeci otoczeniu czasomierzem wartym powyżej 100 tysięcy złotych (a może euro?), bodaj breitlingiem.
No i co? Ano to, że Wiktor Janukowycz znajduje się dzisiaj na wygnaniu w Rosji, bo musiał chyłkiem z Ukrainy uciekać.
Mieliśmy w Polsce aferę zegarkową z udziałem ministra. Sprawa oparła się o sąd. Minister, a zarazem poseł, ma obowiązek wypełniać „rejestr korzyści” osiągniętych w trakcie sprawowania funkcji czy mandatu. Sławomir N. zapomniał o zegarku Ulysse Nardin, podobno wartym 11–15 tysięcy złotych (biegli nawet w sądzie nie potrafili się zgodzić co do wartości omawianego sprzętu). Dodajmy, że egzemplarz Ulysse Cardin Triplejack Minute Repeater kosztuje 340 tysięcy… ale dolarów. Minister zegarka nie stracił, ale stanowisko – tak. Po kilku miesiącach postradał też miejsce w Sejmie.
13–15 tysięcy złotych – tyle jest zdaniem biegłych wart zegarek Omega Seamster. Nie wiadomo tylko, czy w Moskwie, czy w Pekinie? Te lokalizacje jako miejsce zakupu wskazał prezydent Legionowa Roman S. To był dla niego taki drobiazg, że prezydent nawet nie wiedział, skąd go ma, a co dopiero wpisywać cenę do rejestru. Na szczęście wyborcy (poza tym jednym, który doniósł) do drobiazgów wagi nie przewiązują i Roman S. nadal jest ojcem miasta. I posiadaczem cennej omegi.
Paul Picot Gentleman 42 to naprawdę piękny zegarek, ze świetnej szwajcarskiej firmy, i 37 tysięcy złotych za takie cacko to naprawdę tanio! Tyle w pierwszej wersji miała dać zań małżonka Michała K. ongiś europosła, obecnie ministra w Kancelarii Premiera. Wersje jęły się mnożyć, cena „Dżentelmena” (mowa o zegarku) spadała. Do około 10 tysięcy złotych. Równie szybko spadają notowania posiadacza (podobno) kolekcji zegarków.
Szwajcarska choroba
Patek (skądinąd Polak z pochodzenia) Philippe, Jaeger-Le Coultre, Richard, Louis Moinet, Blancpain, Ulysse Nardin,Vacheron Constantin, Schaffhausen, Breitling, Hublot, Breguet & Fils – to wszystko marki szwajcarskie, a każda z nich to zegarki z najwyższej półki. Czasem ceny za sztukę przekraczają 1 mln dolarów. Platyna, złoto, diament, a do tego kawałek kamienia księżycowego, asteroidy czy meteorytu – za to trzeba zapłacić. Za 834 części czasomierza Vacheron Constantin Tour d’Ile czy za 33 mechanizmy w jednym zegarku Patek Caliber – też się płaci.
Tylko że nawet najlepszy i najdroższy zegarek szybciej nie chodzi ani nie przyspiesza lepiej od konkurencji, co bywa wyróżnikiem wśród samochodów, łodzi motorowych czy samolotów. To zabawka dla bogatych i – co tu ukrywać – nieco próżnych. Zegarek musi być szwajcarski, nawet brytyjski Rolex powstaje w Helvetii, a bodaj jedyny wyjątek w ekstraklasie czasomierzy stanowi firma A. Lange & Sohne z Drezna, reaktywowana po zjednoczeniu Niemiec, w 1990 r.
Zegarki „chodzą” w kategorii biżuteria i tak jak ona muszą być wolne od zarysowań i innych śladów użytkowania. Tylko wtedy trzymają cenę, a jeśli są unikatami, to będzie ona z biegiem lat wzrastała. Tak więc drogie czasomierze mogą być niezłą lokatą kapitału. Ale pod warunkiem, że się ich nie nosi. Nawet do Parlamentu Europejskiego.
Choć zaprzyjaźniony zegarmistrz, który wrócił z podróży, mówi, że w Danii wszyscy noszą porządne zegarki, nawet taksówkarze. – Tam bransoleta platyna, do tego diamenciki, a u nas plastik. I zegarek z plastiku. Jak stanie, to się wyrzuca! I gdzie tu dla mnie robota?!