W minionym roku polski eksport produktów żywnościowych wzrósł o 17,5%, a w tym roku będzie też dwucyfrowy i – zdaniem ministra Stanisława Kalemby – wyniesie ok. 14-15%. Rośnie też dodatnie saldo handlu zagranicznego w tej branży. Tu warto przypomnieć, że przed akcesją Polski do Unii Europejskiej straszono rolników, że polski rynek zaleje unijna żywność. Nie zalała, chociaż jej import też jest duży.
Z opracowania Agencji Rynku Rolnego przygotowanego na spotkanie Stowarzyszenia Polskich Eksporterów wynika, że od momentu naszej akcesji do UE do 2012 r. import produktów żywnościowych wzrósł przeszło trzykrotnie! W tym samym czasie polski eksport wzrósł jednak bardziej, bo wskaźnik dla niego wyniósł 3,4. Stąd to rosnące dodatnie saldo obrotów z zagranicą. Z jednej strony dynamika pokazuje, że lubimy konsumować to, co inni wyprodukowali, a z drugiej świadczy o tym, że inni mieszkańcy Europy i świata polubili to, co polskie. Najwięcej żywności sprzedajemy na rynek niemiecki (22%), na drugim miejscu jest Wielka Brytania (7%), a na kolejnych Czechy i Francja (po 6%), Włochy i Holandia (po 5%) oraz Słowacja i Węgry (po 3%). Do krajów pozaunijnych trafia 18% polskiej żywności, w tym najwięcej do Rosji, a kolejne rynki to Ukraina, Białoruś i Kazachstan. Eksperci dostrzegają, że na rynki wschodnie polski eksport rośnie najszybciej – odnotowując dwucyfrowe wskaźniki.
HENRYK PIEKUT
Cały artykuł w numerze 10/2013 Eurogospodarki.