Silną markę buduje się całymi latami, ale wszystkie wysiłki mogą pójść na marne przez choćby jeden nieprzemyślany ruch. Niestety, nie zawsze zdają sobie z tego sprawę samorządowi spece od marketingu.
Na widok promocyjnych pomysłów polskich miast garściami włosy z głów rwą dziś sobie podatnicy i śmieje się cały świat.
O przyszłości warto wyrażać się z delikatną rezerwą, ponieważ rzeczywistość lubi płatać najróżniejsze figle. Boleśnie przekonali się o tym urzędnicy z Poznania, którzy przy okazji EURO 2012 wyprodukowali spot z hasłem „A nam już trawa rośnie”. Pech chciał, że akurat w tym mieście wystąpiły później gigantyczne problemy z murawą. Czy to najlepszy przykład nietrafionej reklamy video autorstwa lokalnych samorządów? Ależ skąd! Przy okazji tego samego turnieju swój film wypuścili również urzędnicy ze stołecznego ratusza i w krótkim czasie stał się on… pośmiewiskiem Internetu. Spot mający za zadanie promocję Warszawy prezentował mężczyznę w dresie goniącego po mieście zdezorientowaną kobietę. Tym razem odbiorcy byli bezlitośni, nadając nagraniu nowy i jakże celny tytuł: „Zboczeniec goni blondynkę…”. Warto w tym miejscu dodać, że na wspomniany film wydano ponad pół miliona złotych!
Póki co, żaden z samorządów nie postanowił jeszcze zwrócić na siebie uwagi hasłem promocyjnym na poziomie tego, jakie na plakatach, billboardach i w Internecie promowało Zamek Książ. Prosty przekaz „Co Ty k… wiesz o Zamku Książ” z pewnością skutecznie przyciąga miłośników historii i kultury do tego niezwykłego miejsca. Czy tego typu hasła dobrze wpływają na nasze młode pokolenie i ukazanie nie tylko uroku danego regionu, ale i języka ojczystego?
WOJCIECH KUDER
Cały artykuł w numerze 8/2013 Eurogospodarki.