Polskie produkty są obecne na mołdawskim rynku?
– Polska jest naszym wieloletnim partnerem handlowym. W czasach socjalistycznych ta współpraca była oparta na ogólnie wtedy znanych zasadach. Ale polskie produkty cieszyły się u nas uznaniem za jakość i nowoczesność. Dzisiaj w wielu sklepach można spotkać polskie towary, a takie wyroby jak galanteria łazienkowa czy artykuły budowlane są obecne praktycznie w każdym domu. Ogromnym powodzeniem cieszą się polskie mrożonki i inne wyroby spożywcze. Importujemy polskie mięso, które jest jakościowo znakomite i dwa razy tańsze od naszego. Za ponad 40 mln zł rocznie importujemy polskie meble. Także kupujemy polskie tekstylia i produkty innych branż. Również coraz więcej polskich firm inwestuje na naszym rynku. Często jest to kooperacja, zdarzają się przypadki przenoszenia do nas produkcji. Widać coraz większe zainteresowanie wzajemną współpracą. Przykładem jest państwowa spółka „Polski Cukier”, która zakupiła u nas cukrownie i w oparciu o mołdawski produkt, czyli buraki, produkuje u nas różne asortymenty cukru.
Co eksportujecie do Polski?
– Dziś naszym hitem eksportowym jest wino, w którego produkcji się specjalizujemy – na ponad 8 mln dolarów rocznie. Jesteśmy dumni z jakości mołdawskiego wina, które podbija światowe rynki. Eksport wina do Polski stanowi ważny jego element. Ale poza tym sprzedajemy meble, tekstylia, produkty rolne, oleje roślinne, olejki aromatyczne, w tym sławne lawendowe.
A jak wygląda dziś Mołdawia?
– Cały czas jest to piękny, chociaż niewielki, kraj. Uważam, że nie do końca doceniany przez turystów. Ale domyślam się, że pana pytanie ma inny bardziej gospodarczo-polityczny kontekst. Proszę nie zapominać o tym, iż w ostatnich dwóch dziesięcioleciach nasza historia była bardzo zagmatwana. Dopiero teraz od trzech lat mamy stabilizację. To pozwoli na osiągniecie naszego celu, czyli wejście w europejskie struktury. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to proces wieloletni, wymagający zmian oraz wyrzeczeń, ale jedyny pozwalający na zbudowanie kraju dobrobytu. Niepodległość odzyskaliśmy w 1991 r., wcześniej wchodziliśmy w skład ZSRR. W odróżnieniu od republik nadbałtyckich, nie potrafiliśmy od razu określić drogi swojego rozwoju, były różne tendencje separatystyczne, partie były skłócone, trudno było wypracować jakiś jeden wspólny plan rozwoju. Doszło do tego, że byliśmy ostatnim w Europie krajem, w którym oficjalnie rządziła partia komunistyczna. Dopiero wybory parlamentarne z kwietnia 2009 r. i ówczesny sprzeciw społeczny doprowadziły do odsunięcia komunistów od władzy i powołania koalicji na rzecz integracji europejskiej, czyli ugrupowań liberalno-demokratycznych, deklarujących jednoznacznie chęć reform rynkowych i integracji europejskiej. Dziś jesteśmy demokratycznym państwem realizującym ustalony narodowy program rozwoju. A mamy bardzo dużo do zrobienia. Nie pasuje nam łatka jednego z najbiedniejszych państw Europy.
Najważniejsze atuty rozwoju Mołdawii, to…
– Jesteśmy niewielkim krajem liczącym ok. 3,56 mln ludzi. Ale wśród nich jest duża grupa osób dobrze wykształconych. To jest ważna sprawa. Poza tym mamy określone plany europejskiej integracji. Dlatego modernizujemy kraj i rozpoczęliśmy od zmian w ustawodawstwie i prawie, tak by przystosować je do światowych standardów. Tylko w ubiegłym roku nasz parlament przyjął 42 ważne ustawy regulujące różne dziedziny życia gospodarczego, politycznego i społecznego – chociażby Ustawę o niedyskryminacji. Reformujemy instytucje państwowe np. MSW i wymiar sprawiedliwości, a także walczymy z korupcją, m.in. korzystając z waszych doświadczeń. Znaczne zmiany zaszły w mołdawskim rolnictwie, które już dziś nie jest kołchozowym tworem. I tu też pomagają nam polscy doradcy. Zdajemy sobie sprawę, że bez tego nie nadrobimy zaległości.
Wspomniał pan, że celem Mołdawii jest integracja europejska. To pragnienie całego społeczeństwa czy tylko jego elit?
– Prawie 800 tys. Mołdawian pracuje poza granicami kraju, z czego większość w krajach UE. Oni widzą, jak żyją inni, oni potrafią ocenić, czego u siebie potrzebujemy. My mamy wybór. Jako członek Wspólnoty Niepodległych Państw możemy bardziej wchodzić w tamte struktury, ale jak powiedział kiedyś jeden z moich znajomych – tam nie ma kolejki oczekujących, natomiast do drzwi Unii Europejskiej puka wielu. Nasze społeczeństwo wie, co jest dla niego dobre i dlatego dąży do integracji europejskiej, chociaż dziś w dobie ogólnego kryzysu poparcie 50% jest niższe niż trzy lata temu, kiedy to takie pragnienie deklarowało ponad 70% Mołdawian.
Rozmawiał: Andrzej K. Kazimierski
Cały wywiad w numerze 11/2012 Eurogospodarki.