Za chwilę rozpoczyna się w Polscei na Ukrainie EURO 2012, impreza, na którą czekamy już od pięciu lat. Czy będzie to nasz organizacyjny i sportowy sukces?
– Już dziś, jako kraj, odnieśliśmy sukces. Gdyby nie organizacja tej imprezy to jeszcze długo czekalibyśmy na nowoczesne lotniska, dworce, nowe trasy komunikacyjne i to nie tylko autostrady. Rozwinęła się nasza baza hotelowa i sportowa. Miasta, w których odbędą się mecze zadbały o poprawę swojej oferty turystycznej, odnowiły swoje zabytki itd. To zostanie, także nieskończone jeszcze inwestycje niedługo będą gotowe. Po Euro pozostanie nowoczesna Polska, która dzięki tej imprezie znacznie przyśpieszyła swój rozwój. Można powiedzieć, że wykonała szybki skok cywilizacyjny. Jestem też spokojny o nasz sukces organizacyjny. Mamy piękne i nowoczesne stadiony. Jeżeli coś jest jeszcze nie do końca gotowe, to przecież jesteśmy też mistrzami organizacji w trudnych warunkach, często wymagających improwizacji, więc i tu spokojnie sobie poradzimy. Chociaż źle się stało, że na kilka miesięcy przed EURO zmienia się minister sportu, szef policji i kilka innych zaangażowanych w tę sprawę osób. Straciliśmy bardzo ważny atut, jakim jest doświadczenie. Poza tym pan Giersz, to znawca sportu, a nowy minister sportu musi się jeszcze długo uczyć, by choć w małym procencie posiąść jego wiedzę.
Jak pan ocenia nasze szanse na Euro, czy zdobycie mistrzostwa jest realne?
– Czekają nas piękne, ale też być może trudne przeżycia. Piękno sportu polega na tym, że nie jest on do końca wymierny i zdarzają się sytuacje, iż sukces osiągają ci, w których nikt nie wierzy. Polska drużyna była mistrzem i dwa razy wicemistrzem olimpijskim, dwukrotnie była trzecią drużyną mistrzostw świata i gdyby nie deszcz w Monachium oraz sędzia z Austrii, który nam nie sprzyjał, to być może bylibyśmy wtedy mistrzem świata. A przecież wcześniej niewielu w takie sukcesy wierzyło. Dlatego wszystko może się zdarzyć, chociaż, patrząc realnie, będzie trudno i gdy coraz częściej słyszę, iż sukcesem będzie wyjście z grupy, to…
Czyli dość sceptycznie patrzy pan na nasze szanse?
– Może raczej realnie oceniam to, co w tej chwili posiadamy. W tej reprezentacji mamy światowej klasy bramkarza Wojciecha Szczęsnego i prawego obrońcę Łukasza Piszczka. Natomiast pozostała część obrony nie jest naszą silną stroną. A zawsze powtarzałem, że najważniejszy jest fundament, czyli pewna linia defensywna. W ataku mamy genialnego Roberta Lewandowskiego, w linii pomocy świetnego Jakuba Błaszczykowskiego, co potwierdziło się w ostatnim meczu z Bayernem Monachium. Ale – jak mówił nasz wspaniały trener Kazimierz Górski – piłka jest okrągła. Dla naszej drużyny kluczowy będzie pierwszy występ przeciwko Grecji, a pamiętajmy, że zostali oni mistrzami Europy w Portugalii, gdzie dwukrotnie pokonali gospodarzy. Wygrana z Grecją ustawi nas na bardzo dobrej pozycji wyjściowej do awansu do następnej rundy. Remis, porażka sprawią, iż nad polską piłką nożną mogą pojawić się chmury. A z pewnością brak awansu z grupy sprawi, że ta dyscyplina sportowa ma szansę stać się przysłowiowym chłopcem do bicia.
Jako świetny i doświadczony trener może się pan chyba pokusić o ocenę przygotowania naszych piłkarzy do EURO 2012?
– Cały czas powtarzam, że ta drużyna nie miała czasu na dobre przygotowanie się do mistrzostw. Zgrupowania trwały maksimum 4 dni, gdy rozgrywano jedno spotkanie i 10 – gdy dwa. Jak w tym czasie zgrać zespół, jak go ustawić, by był jednością, szczególnie, iż trener Franciszek Smuda w tym czasie sprawdził aż 79 zawodników, by wybrać najlepszych? Jednak pamiętajmy, że trener ma swoją wizję i konsekwentnie ją realizuje.
Cały wywiad w numerze 6/2012 Eurogospodarki.