Początek roku przyniósł w Czechach wiele pozytywnych informacji ekonomicznych. Kiedy przez Europę przetacza się druga fala kryzysu, czeska gospodarka spokojnie, ale konsekwentnie prze naprzód. I chociaż brakuje spektakularnych sukcesów, to jednak nasi południowi sąsiedzi mają więcej powodów do radości niż do zmartwień.
Koniec stycznia był bardzo pomyślny dla praskiej giełdy. Systematyczne wzrosty zaowocowały najlepszym od trzech miesięcy wynikiem. Główny indeks PX osiągnął poziom 978,1 pkt. Wzrosty były możliwe dzięki bardzo dobrym wynikom na rynku energetycznym i usług bankowych.
Do poziomu 3,56% spadła pod koniec roku stopa procentowa kredytów hipotecznych. Jest to najniższy od 2003 r. poziom oprocentowania. Nie dziwi więc fakt, że Czechom opłaca się brać kredyt na mieszkanie, mimo że warunki jego otrzymania są o wiele bardziej restrykcyjne niż do tej pory. To wszystko sprawiło, że ubiegłoroczny grudzień był rekordowy nie tylko pod względem ilości, ale również wysokości hipotek. Przez cały miesiąc udzielono łącznie 7293 kredyty hipoteczne na kwotę prawie 13 mld koron. Oczywiście daleko jeszcze do rekordu z 2007 r., kiedy to czeskie banki udzieliły pożyczek na kwotę ok. 18 mld koron, jednak niskie oprocentowanie będzie przyciągać potencjalnych chętnych na własne cztery kąty. Choć analitycy nie są co do tego zgodni. Uważają, że grudniowy wzrost inwestycji spowodowany jest również ostatnią możliwością kupna domu lub mieszkania z niższym podatkiem VAT.
Jednak nie tylko grudzień był rekordowy pod względem udzielania kredytów hipotecznych. Przez cały rok 2011 czeskie banki pożyczyły ponad 177 mld koron, o 40% więcej niż w roku 2010.
Recesji nie widać w handlu. To, czego nauczyli się Czesi po 2008 r., kiedy rozpoczął się kryzys, to poszukiwanie i wybieranie najkorzystniejszej i najtańszej oferty. Przyczyniło się to do znacznego wzrostu udziału na rynku dwóch internetowych gigantów. Sklepy Alza.cz i Mall.cz w ubiegłym roku sprzedały towary na łączną kwotę ponad 10 mld koron netto. Zanotowały też znaczny wzrost liczby klientów, zamówień i sfinalizowanych transakcji. Wprawdzie obaj przedsiębiorcy działają też na terenie innych krajów, jednak to właśnie czeskie oddziały wypracowały największe zyski.
Jednak nie wszystkie informacje dotyczące sytuacji gospodarczej w Czechach są tak optymistyczne, jak powyższe. Wprawdzie tragedii nie ma, ale nie ma też powodów dla zbytniego entuzjazmu, jeżeli chodzi o bezrobocie. Jeszcze w listopadzie ub.r. wynosiło ono niespełna 8%, podczas gdy na początku 2012 r. wzrosło do 8,6%. Jak podaje Ministerstwo Pracy i Spraw Socjalnych, bez pracy pozostaje w Czechach nieco ponad pół miliona ludzi. W porównaniu z listopadem, jest to o 32 tys. osób więcej.
Wzrost podatku VAT na artykuły spożywcze sprawił, że niska do tej pory inflacja nieco wzrosła. Przyczyniły się też do tego idące w górę ceny gazu oraz koszty transportu kolejowego. Drastycznego wzrostu inflacji udało się jednak uniknąć dzięki taniejącej odzieży. Dzięki temu inflacja rok do roku spadła w grudniu do poziomu 2,4%. Od listopada wzrosły ceny praktycznie wszystkich artykułów spożywczych. Średnio były to podwyżki rzędu 2%. Najbardziej podrożały artykuły pierwszej potrzeby – mleko, nabiał, jaja, mięso i pieczywo.
Jeżeli porównać czeską i polską sytuację polityczną, to trudno doszukiwać się podobieństw. Rząd w Warszawie wprawdzie nie ma kłopotów natury kryminalnej, jednak boryka się z coraz to nowymi problemami społecznymi. Jednocześnie na każdym kroku podkreśla, że to Polska jest jedyną zieloną wyspą na ekonomicznej mapie kryzysowej Europy. Tymczasem czeski rząd od miesięcy nie może przełamać impasu związanego z nieustającymi dymisjami kolejnych ministrów. Media huczą od informacji i komentarzy na temat następnych afer korupcyjnych. Tymczasem społeczeństwo pracuje i chętnie wydaje zarobione pieniądze, a sklepy biją kolejne rekordy. Czyżby zielona wyspa była jednak trochę bardziej na południe?
TOMASZ DAWID JĘDRUCHÓW
Cały artykuł w numerze 3/2012 Eurogospodarki.