Strona główna Archiwum Biznes podwyższonego ryzyka

Biznes podwyższonego ryzyka

0

Czy w dobie dynamicznych przemian politycznych w północnej Afryce, czasie, który wyraźnie pokazuje, że Fukuyama prognozując „koniec historii” mylił się, polscy przedsiębiorcy opierający swój biznes na handlu z takimi krajami mogą czuć się bezpiecznie?
„Biznes podwyższonego ryzyka” w wielu przypadkach pozwala polskim firmom rozkwitnąć i napędzać polską gospodarkę, ale naprawdę niewiele potrzeba, żeby z dnia na dzień zmienił się w ruinę. Na własnej skórze przekonali się o tym włodarze inowrocławskiej huty szkła „Irena”. Ich główny kontrahent, który odbierał blisko 70% produkcji huty, to firma z Iranu. Co ciekawe, do załamania biznesu po części przyczyniła się właśnie UE. Po nieudanych próbach rozpoczęcia negocjacji w sprawie zatrzymania programu nuklearnego, Unia zagroziła embargiem na ropę oraz zamrożeniem aktywów finansowych państwa. W odpowiedzi władze Iranu zagroziły, że zamkną ważną dla handlu w regionie cieśninę Ormuz oraz wprowadzą embargo na unijne produkty dostarczane do ich kraju. Tak też się stało. W efekcie tamtejszy kontrahent zrezygnował ze współpracy z polską hutą szkła „Irena”. 200-osobowa załoga firmy otrzymała wymówienia, a syndyk zaczął szukać nowego nabywcy dla huty. Pierwszy przetarg na kwotę 40 mln zł zakończył się bez ani jednej oferty kupna. Po obniżeniu ceny o połowę zainteresowanie wzrosło, ale dalsze losy przedsiębiorstwa wciąż są niejasne.
Ten przypadek pokazuje, że decyzje zapadające tysiące kilometrów od brzegów Wisły i pozornie nie mające nic wspólnego z naszym krajem, mogą mieć bezpośredni wpływ na polskie przedsiębiorstwa, a huta szkła „Irena” z całą pewnością nie jest tutaj wyjątkiem. Zagrożenie nie dotyczy zresztą jedynie krajów spoza naszego kontynentu. Przykład? Krach greckiej gospodarki z pewnością odczuła niejedna polska firma. Obrót handlowy między Polską a Grecją wynosi ok. 500 mln euro i dotyczy chociażby takich gałęzi, jak przemysł elektromaszynowy czy chemiczny. Załamanie greckich rynków będzie również odczuwalne w sposób pośredni. Gros polskiego eksportu opiera się na Niemczech, Francji oraz Wielkiej Brytanii – a te z kolei są głównymi wierzycielami Grecji, ale również Irlandii, Hiszpanii oraz Portugalii. Już teraz można zaobserwować, że odbija się to na gospodarkach europejskich gigantów, a ich siła nabywcza maleje. Na tym z kolei ucierpi Polska. Pamiętajmy, że sam obrót handlowy z naszymi zachodnimi sąsiadami stanowi ponad jedną czwartą całości!
Polscy przedsiębiorcy poszukują rynków zbytu oraz zakupują towary praktycznie na całym świecie. Podejrzewam, że nie tylko uczniowie z dwójką z geografii mieliby problem ze wskazaniem na mapie Vanuatu czy Antigu’y i Barbudy. Polski obrót handlowy z tym pierwszym krajem to blisko 85 mln dol., a z drugim 55! Bahrajn, Sri Lanka, Hongkong czy Benin również widziały już polskich inwestorów, dla których polityka tych krajów często może okazać się sprawą życia i śmierci.
Stara zasada „kto nie ryzykuje, ten nie zarabia” znajduje swoje potwierdzenie w praktyce, ale warto pamiętać, że to, co w statystykach jest marginesem, dla wielu przedsiębiorców może stanowić biznesowe „być albo nie być”.
DANIEL WARDZIŃSKI
Cały artykuł w numerze 3/2012 Eurogospodarki.