Całość środków unijnych, które zostały przydzielone Polsce, jest podzielona na kilka osobnych „kieszonek”, fachowo – programów. Działania jednak wymagają konkretów, a te są zapisane w tzw. opisach priorytetów. Każda inwestycja jest ważna, ale jedne przyczyniają się do rozwoju całego kraju (np. budowa metra czy dróg), a inne mają znaczenie lokalne (miejscowa oczyszczalnia ścieków czy szkoła).
Dofinansowanie do inwestycji ogólnokrajowych są pozyskiwane z programów „ogólnokrajowych”, takich jak Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko, Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka. Natomiast inwestycje o znaczeniu lokalnym mają szansę pozyskania dofinansowania z programów operacyjnych poszczególnych wojewódzkich, tzw. Regionalnych Programów Operacyjnych.
Unia Europejska jest ostrożna w przydzielaniu pieniędzy. A już na pewno nie dopuści do sytuacji, w której narazi się jej budżet. Papierów gromadzi się sporo, ale tak samo normalne, jak opłata za pobyt dziecka w przedszkolu. Niezadowolenie wybucha, gdy musimy rzetelnie deklarować, co chcemy wykonać i przedstawić faktury, że to właśnie wykonaliśmy za unijne pieniądze.
Też narzekam na ilość papierów wymaganych przez jednostki udzielające unijnego wsparcia. Po latach jestem bardziej powściągliwa w wyrażaniu opinii o unijnej biurokracji. Przekonałam się, że spora część wymagań powstaje w kraju, a dokumenty nie zawsze są jasne dla wypełniającego. Z funduszy rozliczamy się po kolei – my jako beneficjent, następnie jednostka udzielająca wsparcia, instytucja pośrednicząca, instytucja zarządzająca, kraj wreszcie też. Każdy arkusz jest analizowany, po prostu nie mamy świadomości, do czego on jest potrzebny, bo zazwyczaj nikt nie raczy nas poinformować, tylko w trybie nakazowym żąda wypełnienia i to dziś do godz. 10.00. Dlatego doradzam chłodne spojrzenie – czym innym są wymagania unijne, a czym innym zdarzająca się arogancja krajowych jednostek udzielających wsparcia. Tych pierwszych, wbrew pozorom, nie jest tak wiele, a z tym drugim musimy sami sobie poradzić.
Decyzje o realizacji inwestycji podejmuje się trudno. Wiadomo – potrzeby są duże, a własnych pieniędzy mało. Tak samo z funduszami unijnymi – jeśli je pozyskamy, będzie to początek naszych zobowiązań.
LUDMIŁA WESOŁOWSKA
Cały artykuł w numerze 3/2012 Eurogospodarki.