Strona główna Archiwum Ofiary strajków

Ofiary strajków

0

Strajk strajkowi przecież nierówny. Jak przyrównywać do siebie wydarzenia poznańskiego czerwca 1956 roku i np. strajki francuskich kolejarzy? Dziadkowie tych ostatnich wywalczyli dla siebie słuszne przywileje, kiedy zadaniem pracowników kolei było wrzucanie ton węgla do olbrzymich pieców napędzających lokomotywy. Dziś te same przywileje dotyczą pracowników, którzy operują zmechanizowanymi TJV, a ich główne zadanie to wciskanie kilku przycisków. Czy ich wcześniejsze prawa emerytalne są dziś słusznym obciążeniem budżetu V Republiki?
Czy na pewno sprawiedliwym sposobem redystrybucji środków z polskiego budżetu jest udzielanie podwyżek tym, którzy najgłośniej krzyczą, a ich przyjazd pod budynek Sejmu wiąże się z największymi kosztami? Czy aby ci najsłabsi, którym podwyżki są potrzebne najbardziej, nie mają na nie szans dlatego, że nie są w stanie przyjechać do Warszawy, zablokować kilku kluczowych ulic i zdemolować paru budynków? Takie pytania stawiamy sobie coraz częściej w momencie, kiedy Polska znów zapłonęła od związkowych haseł.
Tym bardziej, że w strajkowym bałaganie nietrudno się pogubić. W grudniu strajkiem zagroziły służby mundurowe. W budżecie na 2012 rok na podwyżki dla policjantów zarezerwowano 200 mln zł, a premier Donald Tusk w swoim exposé obiecywał, że do lipca br. każdy policjant w Polsce będzie zarabiał o 300 zł brutto więcej.
Skąd więc protesty? 20 grudnia ub.r. sejmowa komisja administracji i spraw wewnętrznych nie przyjęła poprawki, wedle której kolejne 100 mln zł miałoby być przeznaczone na pozostałe służby podległe MSW, takie jak straż graniczna czy straż więzienna. Zdaniem związkowców było to nieodpowiedzialne zachowanie mające na celu skłócenie służb. Według informacji strony związkowej, większość funkcjonariuszy nie otrzymała żadnych podwyżek od trzech lat.
W tym przypadku sprawa wygląda dosyć przejrzyście, a prawdziwa solidarność służb mundurowych jest raczej zrozumiała. O rozsądku i odpowiedzialności strony strajkującej świadczy też fakt, że pikieta na warszawskim Placu Bankowym zablokowała wjazd do budynków rządowych, ale nie utrudniała ruchu samochodowego oraz komunikacji miejskiej.
Trudniej jednak wyjaśnić strajki lekarzy i aptekarzy, a słowa „rozsądek” i „odpowiedzialność” mogą nie być tymi, które będą do nich pasować najbardziej. Zmiany sytuacji wyglądają trochę jak odbijanie piłeczki i przerzucanie się odpowiedzialnością. Co najgorsze, tymi, którzy tracą najwięcej nie są ani politycy, ani lekarze i farmaceuci, ale my – pacjenci. Rząd chciał przerzucić na lekarzy obowiązek weryfikacji ubezpieczeń pacjentów, bo państwowy ubezpieczyciel od lat nie może wprowadzić systemu informatycznego, w który wpompowano takie sumy, że włos jeży się na głowie. Lekarze, próbując uniknąć kar, które rząd chciał na nich nałożyć (nie były wcale tak surowe, jak sugerują wnioski), starali się przerzucić odpowiedzialność dalej… na aptekarzy. Ci z kolei, nie mając zielonego pojęcia, co robić z receptami z pieczątką „refundacja do decyzji NFZ”, bali się, że różnicę kosztów będą musieli pokrywać sami. Efekt? Stojący przy okienku pacjent, czekający np. na insulinę, otrzymał informację, że ma zapłacić pełną sumę, której wysokość dla niego jest zupełną abstrakcją.
Szablonowe przedstawianie sytuacji w niektórych mediach (zły rząd, dobrzy lekarze) nie musi się podobać i nie musimy się z nim zgadzać, ale obrazki przedstawiające schorowanych i śmiertelnie przerażonych emerytów są realne. Można ich spotkać w każdej aptece i przychodni. Ktoś złośliwy powiedziałby, że to oni powinni iść strajkować. Abstrahując od tego, która ze stron sporu ma rację, wydaje się, że rząd RP mógł zaoszczędzić swoim obywatelom zmian przepisów dopisywanych na kolanie na ostatnią chwilę. Tak samo osoby objęte przysięgą Hipokratesa mogłyby zastanowić się, czy forma „strajku pieczątkowego” jest najbardziej rozsądna i czy rzeczywiście trafia w tych, w których powinna celować. Jest wiele form protestu, które byłyby niezwykle uciążliwe dla rządu, kosztowne dla Skarbu Państwa i pozwoliłyby wyeksponować problem we wszystkich mediach…
Skąd właśnie ta? Z wszystkich pytań, które w sprawie strajku pozostają bez odpowiedzi, można znaleźć jedno, które wydaje się być retorycznym. Czy ludzie, którzy całe życie pracowali na swoje składki, nie mają dziś prawa być traktowani z nieco większym szacunkiem? Podobno pracownicy MZ zostali sowicie nagrodzeni wysokimi premiami za pracę nad ustawą refundacyjną…
DANIEL WARDZIŃSKI
źródło: Eurogospodarka nr 2/2012