Obecny wójt gminy Krzysztof Mróz na tych terenach zjawił się zaraz po ukończeniu studiów na Politechnice Warszawskiej (1987 r.) i zajął się hodowlą bydła na zakupionych w Dwerniku 25 ha gruntów. Było to intratne zajęcie przez kilka lat. Zaraz po ustrojowych przemianach na początku lat 90. szukał innych zajęć. Hodował rasowe psy, a dobra znajomość języka angielskiego pozwoliła mu znaleźć stałą pracę w szkołach różnego szczebla w charakterze nauczyciela, był także rzeczoznawcą majątkowym i zajmował się doradztwem dla poszukujących środków z funduszy unijnych. To ostatnie zajęcie pomaga mu przy dobrym wypełnianiu funkcji wójta w gminie, która tych funduszy bardzo potrzebuje. Dzięki wójtowi gmina wygrywa wszystkie konkursy, w których bierze udział.
Inżynier Mróz, który niedawno wygrał wybory (poprzednik nie brał udziału z uwagi na wiek emerytalny), już wie, że w 2012 r. będzie trudno skorzystać z unijnych dotacji na inwestycje infrastrukturalne, bo do każdego euro trzeba dołożyć kilka gminnych złotówek. A tych „dzięki” zapobiegliwości ministra środowiska w kasie gminy będzie o prawie 2 mln zł mniej. Gmina korzystała dotychczas z istotnej budżetowej dotacji (za utracone korzyści) związanej z poszerzeniem Bieszczadzkiego Parku Narodowego (BPN). Minister środowiska wpadł jednak na pomysł, aby wyłączone z produkcji grunty BPN ponownie przeklasyfikować i okazało się, że są one znacznie gorszych klas, niż wcześniej określono. Gmina zamiast 2 mln zł rocznie otrzyma w 2012 r. zaledwie 100 tys. zł. To tak znaczący ubytek w gminnych przychodach (dotychczas ok. 10 mln zł), że planując budżet na najbliższy rok, wójt nie bardzo wie, z jakich wydatków zrezygnować, aby wyszło na zero. Zwłaszcza że nie zanosi się na poprawę wpływów z innych źródeł.
Turystyka się rozwija, ale posiadacze kwater agroturystycznych „dbają”, aby nie dysponować większą liczbą pokoi niż pięć, bo powyżej będą płacić podatek. Z tradycyjnego karpackiego przemysłu funkcjonują jeszcze dwa odwierty z ropą naftową (w Dwerniku), ale wydobycie z nich jest symboliczne. Małe zakłady zajmujące się wypaleniem drewna do węgla drzewnego potraciły klientów w Niemczech, gdy pojawiła się ukraińska konkurencja, więc ograniczają produkcję. Na terenie gminy jest zaledwie kilka gospodarstw produkujących mleko od krów oryginalnej rasy nizinna czerwono-biała, ale rolnicy płacą jedynie podatek gruntowy, a z tego przy gruntach V i VI klas przysługuje zwolnienie. Szybko rozwija się za to chów koni do celów rekreacyjnych, bo owiec też mało widać na bieszczadzkich halach.
Najdynamiczniej rozwijającą się „branżą” – nieprzypadkowo – jest sieć sklepów z materiałami budowlanymi. Budowa nowych domów czy modernizacja starych jest widoczna w każdej wsi. Dokonuje tego kolejna generacja bieszczadzkich osadników. Uciekają zapewne od miejskiej cywilizacji, chcą być bliżej natury i ogrzewać domy stosunkowo tanim tu drewnem, sprzedawanym przez Lasy Państwowe. Natura w Bieszczadach jednak się zmienia. Szczególnie chronione wilki przetrzebiły w ostatnich latach – cenione przez leśników – dziki (pozostało ich zaledwie ok. 300 sztuk), a bieszczadzkie stado żubrów nie chce „mieszkać” na terenach Bieszczadzkiego Parku Narodowego, lecz wybrało zasobne w paszę lasy Nadleśnictwa Lutowiska. Mieszkańców gminy nie cieszy też zanik kontaktów z sąsiadami na Ukrainie po wejściu Polski do strefy Schengen.
HENRYK PIEKUT
Cały artykuł w numerze 12/2011 Eurogospodarki.