Pierwsze informacje o sprzedaży przez telefon datuje się na lata 50. Ubiegłego wieku. Po raz pierwszy technika ta pojawiła się oczywiście na rynku amerykańskim, który był wówczas zdecydowanym liderem konsumpcji. Największą zaletą telemarketingu jest możliwość dotarcia do osób, które tylko w ten sposób mogą stać się naszymi klientami. Pod hasłem „telemarketing” kryje się nie tylko sprzedaż telefoniczna, ale również przyjmowanie zamówień, oferowanie katalogów, umawianie spotkań marketingowych, udzielanie informacji, prowadzenie badań czy przyjmowanie reklamacji.
Z badań Global Call Center Report wynika, że Polska i Indie są zdecydowanie najbardziej atrakcyjnymi miejscami do inwestowania w telemarketing. Ciężko znaleźć kraj, w którym za tak niskie wynagrodzenia podstawowe można zatrudniać wykwalifikowanych pracowników dysponujących wysoką kulturą osobistą i szybko rozumiejących istotę pracy „na słuchawce”. Według badania Polacy łatwiej dostosowują się do stylu rozmowy klienta i lepiej rozumieją jego potrzeby. Dobry poziom edukacji, a także duża przedsiębiorczość i elastyczność Polaków pozwalają na to, żeby nasz kraj był jednym ze światowych liderów w optymalizacji zysków uzyskiwanych z pomocą telemarketingu. Jakie są gospodarcze korzyści z tak silnej pozycji polskiego telemarketingu? Call center to nie tylko siedzący przed komputerami sprzedawcy, ale również informatycy, operatorzy infrastruktury technicznej, szkoleniowcy, supervisorzy czy kontrolerzy jakości rozmów. Ilość miejsc pracy nie ogranicza się jedynie do sprzedawców, których rotacja jest olbrzymia.
Zdarzają się osoby, które już po kilku godzinach szkoleń rezygnują z pracy, twierdząc, że się do tego nie nadają. Co innego mówią szkoleniowcy, którzy uważają, że najważniejszych technik sprzedażowych da się nauczyć każdego. W centrach telefonicznych pracują nie tylko studenci czy młodzież licealna, ale również czterdziesto- i pięćdziesięciolatkowie, dla których znalezienie dobrej pracy w tym wieku okazuje się zbyt wielkim wyzwaniem. Pracownicy tego typu firm żartują, że dla młodych ludzi „wszystkie drogi prowadzą do call center”.
Złotouści telefoniści i telefonistki są w stanie opisać produkt w taki sposób, że słuchaczowi staje on przed oczami i sprawia, że jest gotów skusić się na kupienie czegoś, czego nigdy nie widział i nie dotknął. Pytanie tylko, czy natręctwo ukryte za maską wysokiej kultury, na dodatek manipulujące naszymi skłonnościami, jest odpowiednim kierunkiem dla marketingu?
DANIEL WARDZIŃSKI
Cały artykuł w numerze 11/2011 Eurogospodarki.