Strona główna Archiwum Nie taka „zielona”!

Nie taka „zielona”!

0

Mimo unijnych programów, dyrektyw i zobowiązań Czechy nadal pozostają w europejskim ogonie w dziedzinie wykorzystania energii wiatrowej. Czy jednak należy z tego powodu potępiać naszych południowych sąsiadów? Okazuje się bowiem, że przedstawiają oni racjonalne argumenty przeciwko intensywnemu rozwojowi tej gałęzi energetyki. I choć czasami rozwiązania te trącą zaściankowością, trudno odmówić im racji. Również mało kto wie, że naturalnych źródeł energii Czesi używają od wieków.
Chociaż wzrost liczby elektrowni wiatrowych w ostatnich 10 latach jest imponujący (blisko 1900%), to jednak nie stały się one alternatywą wobec konwencjonalnych źródeł energii. O ile w grudniu 2010 r. w Czechach działało blisko 150 elektrowni wiatrowych o łącznej mocy 202,57 MW, o tyle w kwietniu tego roku w czeskim Urzędzie Regulacji Energetyki zarejestrowanych było 12909 (!) elektrowni słonecznych o łącznej mocy 1959 MW. I chociaż 98% z nich to obiekty bardzo małe, nie zmienia to faktu, że pozostałe 150 elektrowni to wielkie farmy o mocy od 3 do 39 MW, dysponujące łączną mocą 798 MW. Mimo że czeska energetyka woli wygrzewać się na słońcu, niż łapać wiatr w żagle, to i tak ogromna większość prądu powstaje przy wykorzystaniu węgla brunatnego, kamiennego i energii atomowej. Dlaczego? Są cztery powody.
Powód 1. – dotacje. Z założenia dotacje wspierające wykorzystywanie odnawialnych źródeł energii są najlepszym sposobem na rozwój tej gałęzi energetyki. Problem polega jednak na tym, że pieniądze trzeba skądś wziąć. Sporne zatem jest nie samo wprowadzenie dotacji, ale to, że są one zbyt wysokie. Wyższe (o 200%) ceny ustalone na zakup energii ze źródeł odnawialnych znalazły odbicie w cenach prądu dla odbiorców końcowych. Inną możliwością byłoby też podniesienie podatków, ale to nigdy nie spotka się z aprobatą społeczeństwa. Tymczasem konsumentom bardziej zależy na tym, żeby ich energia była tania – a niekoniecznie „zielona”. Dotacje na budowę elektrowni wiatrowej wiążą inwestora z gminą, gdzie ma powstać wiatrak. Założenie jest takie, że gmina, która zgodzi się na wybudowanie śmigieł, otrzyma od inwestora wsparcie finansowe, które może być wykorzystane do budowy dróg czy kanalizacji. To jednak tylko założenie. Tymczasem specyfika czeskiego osadnictwa przyczynia się do tego, że hałas powodowany przez obracające się śmigła staje się uciążliwy dla mieszkańców pobliskiej wioski. Co więcej – elektrownia wiatrowa zbudowana na obrzeżu gminy staje się też uciążliwa dla jej sąsiadów, którzy z tytułu powstania budowli nie dostają ani korony. I co najbardziej boli Czechów – dotacje, które inwestorzy przekazują gminom, w końcu i tak pochodzą z budżetu państwa (a więc kieszeni podatnika) lub zysków firmy ze sprzedaży prądu (czyli z kieszeni klienta). Zatem trudno jest lokalnym społecznościom dostrzec realne korzyści z tego, że będą musiały płacić wyższe rachunki za prąd i żyć w sąsiedztwie hałasujących śmigieł.
Powód 2. – krajobraz. Kiedy w wiosce Mała Morava na Šumpersku jeden z koncernów energetycznych chciał zbudować farmę wiatrową, lokalne władze nie wyraziły na to zgody. Poparcie dla decyzji znalazły wśród lokalnej społeczności. Blisko 70% mieszkańców gminy nie chciało powstania farmy, ponieważ obawiali się oni zmian w krajobrazie. O ile w latach 90. wysokość wiatraków oscylowała w granicach 40 m, o tyle obecnie stawia się obiekty ponad dwukrotnie wyższe. Z tego powodu elektrownie wiatrowe są widoczne w promieniu nawet 20 km. Dodatkowo światła ostrzegawcze umieszczone na ich szczytach sprawiają, że nocą są one jedynymi punktami przyciągającymi uwagę. Wprawdzie to tylko walory estetyczne, jednak trudno odmówić racji tym, którzy przytaczają silniejsze argumenty: po wybudowaniu elektrowni wiatrowej znacznie spada wartość gruntów otaczających ten obiekt. Jednak za takie straty nikt nie przewidział żadnej rekompensaty.
Powód 3. – niestabilność. Również czeskie władze uważają wiatr za niestabilne źródło energii. Najlepszym przykładem jest obecny prezydent Czech Vaclav Klaus. W swojej książce „Błękitna planeta w zielonych okowach” z wraca uwagę na to, że w przypadku bezwietrznej pogody elektrownie wiatrowe są zupełnie bezużyteczne. Żeby więc w pełni zastąpić elektrownię atomową w Temelinie, należałoby na pasie o długości 665 km postawić 4750 turbin wiatrowych, a także zaopatrzyć się w zapasowe źródło energii na wypadek awarii. Dlatego nadal spośród wszystkich odnawialnych źródeł energii najbardziej stabilnym jest spadek wody, a nie rozwiązania wiatrowe czy solarne. Tym bardziej że przy stosunkowo niewielkiej powierzchni kraju Czesi szczególną wagę przywiązują do rolniczego wykorzystania swoich gruntów. Oddawanie tych terenów pod budowę elektrowni jest po prostu nieopłacalne.
Powód 4. – mentalność. To argumenty, z którymi chyba najtrudniej dyskutować. Od wielu lat wśród Czechów narasta frustracja i złość wobec koncernów energetycznych, które stałymi podwyżkami cen i różnymi praktykami monopolistycznymi nastawiły przeciwko sobie prawie całe społeczeństwo. Dziś nikt już nie jest w stanie zaufać firmom energetycznym, że te zadbają o lokalny krajobraz czy poziom życia miejscowej społeczności. Czesi mają też w pamięci pierwsze wiatraki z lat 90., dlatego nie wierzą, że nowoczesne rozwiązania ograniczą hałas turbin czy zwiększą ich wydajność. Często zwracają też uwagę na fakt, że energetyka wiatrowa wcale nie jest taka „zielona”. Turbiny wiatrowe wymagają ciągłego stosowania olejów silnikowych, a niedbałość przy smarowaniu części ruchomych ostatecznie doprowadza do zatrucia gleby. Natomiast zaniedbanie regularnego smarowania może doprowadzić do powstania iskier, które – zwłaszcza latem – mogą podpalić całą okolicę. Czechów nie przekonują również obietnice wspomnianych dotacji dla gmin. Zresztą trudno się dziwić, skoro mieszkają w kraju, gdzie przez wiele lat bezrobocie było bliskie zeru, a lokalne społeczności przyzwyczaiły się do dość wysokiego poziomu życia.

W styczniu minie 10 lat od przełomu w rozwoju czeskiej energetyki wiatrowej. I choć w skali kraju wzrost liczby turbin jest imponujący, to jednak trudno porównywać go chociażby do osiągnięć, jakie w tej dziedzinie ma Polska. Czesi po prostu wolą inwestować w energetykę słoneczną i wodną. Niechęć do wiatraków jest mocno zakorzeniona w ich mentalności, dlatego na zmianę sytuacji przyjdzie poczekać jeszcze bardzo długo. O ile w ogóle cokolwiek zmieni się w tej kwestii…
TOMASZ DAWID JĘDRUCHÓW
Cały artykuł w numerze 11/2011 Eurogospodarki.