Strona główna Archiwum Co z tymi łupkami?

Co z tymi łupkami?

0

Ministerstwo Środowiska wydało już 92 koncesje umożliwiające prowadzenie prac poszukiwawczych, w tym 15 dla Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa SA. W gronie tych najbardziej zainteresowanych polskim gazem łupkowym są bardzo znane koncerny energetyczne z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii.
Cieszy się wielu rolników z terenów wytypowanych do pierwszych odwiertów, a samorządy liczą na grube miliony, które zasilą ich kasy z tytułu opłat środowiskowych i eksploatacyjnych, gdy ten gaz zacznie być wydobywany. Środowisko polskich ekologów na razie mówi niewiele, za to w Kanadzie, USA i w kręgu europosłów trwają spory odnośnie szkodliwości eksploatacji tego paliwa. Polska włącza się do dyskusji.
Na znaczące pieniądze liczyła gmina Gniewoszów w powiecie kozienickim na Mazowszu. Pierwszy odwiert w poszukiwaniu gazu łupkowego na terytorium Polski o nazwie Markowola wykonano właśnie w sołectwie Zwola położonym na jej terenie. Pisaliśmy o nim rok temu, gdy w Zwoli widniała wieża wiertnicza z napisem Nafta Piła, a część pól tej wioski była obstawiona ogromną ilością sprzętu służącego do prac poszukiwawczych i szczelinowania skał.
Do Zwoli przyjechałem po roku. Na miejscu zastałem wprawdzie kilku pracowników PGNiG z koordynującego pracami Zakładu Sanok, ale ogromny namiot prezentacyjny wypełniony był głównie samorządowcami z powiatu Kozienice i sąsiadujących z nim gmin. Byli także posłowie i – co ważne – rolnicy, których pola zostały na krótko zajęte przez poszukiwaczy podziemnego bogactwa. Zarząd spółki PGNiG SA postanowił w ten sposób podziękować rolnikom i samorządowcom za współpracę w okresie prowadzonych prac, a przy okazji uświadomić, że nie zaszkodzono środowisku naturalnemu i zasobom wód podziemnych w okolicy.
Wiele pytań do instytutowych ekspertów padało zwłaszcza ze strony posłów i samorządowców. Europosłów w Markowoli nie dostrzegłem, a powinni być, bo w Brukseli rozpoczęła się batalia groźna dla gazu łupkowego. W czerwcu br. pięciu posłów do Parlamentu Europejskiego wystąpiło z wnioskiem o zakaz eksploatacji gazu ziemnego z łupków skalnych. Można przypuszczać, że niebawem Komisja Europejska zajmie się ich wnioskiem. Jest on – w pewnym stopniu – pokłosiem dyskusji za oceanem. W 2009 r. władze stanu Nowy Jork zajęły się badaniem złoża Marcelus pod kątem oddziaływania jego eksploatacji na środowisko. Natomiast zakaz eksploatacji gazu z łupków wydano w lutym br. we francuskojęzycznym stanie Quebek w Kanadzie (Kanada nie eksploatuje takich złóż). Dokładne badania na temat ewentualnej szkodliwości eksploatacji złóż tego gazu zlecono w Wielkiej Brytanii. W liczącym 150 stron raporcie stwierdzono „brak podstaw do zakazu eksploatacji”.
Sygnały zmierzające do zakazu eksploatacji gazu łupkowego płyną natomiast z bogatej w ten gaz Francji. Są podejrzenia, że stoi za tym tamtejsze atomowe lobby dostarczające technologie do elektrowni jądrowych. Wiedząc, jak duże jest przełożenie francuskich pomysłów na to, co dzieje się w Unii Europejskiej, można i trzeba udowadniać, że eksploatacja gazu łupkowego nie zagraża środowisku.
Opisane warsztaty w Zwoli wpisały się w tego typu działanie. W rozmowach kuluarowych z osobami zajmującymi się poszukiwaniami w PGNiG SA usłyszałem, że są znakomite prognozy dotyczące nowych złóż gazu ziemnego ze źródeł konwencjonalnych u podnóża Karpat. Pierwszy odwiert Niebieszczany wywiercono na 4200 m głębokości, ponieważ zbyt wysokie ciśnienie uniemożliwiło osiągnięcie zaplanowanych 5200 m. Obecnie wykonywany jest drugi odwiert – Dukla.
JERZY GMURCZYK
Cały artykuł w numerze 9/2011 Eurogospodarki.
UWAGA! Dla zalogowanych, stałych użytkowników naszego serwisu, pełna wersja artykułu dostępna jest w strefie płatnej poniżej.