Moda na zakup zagranicznych nieruchomości wynika nie tylko z chęci zaimponowania znajomym czy spełnienia snobistycznej zachcianki. Poza najbogatszymi Polakami i celebrytami na rynku pojawiła się spora grupa inwestorów z mniej zasobnym portfelem, dla których nabycie apartamentu na przykład w dalekiej Tajlandii to gruntownie przemyślana decyzja podjęta w wyniku chłodnej, biznesowej kalkulacji. Kluczowe znaczenie mają ceny. Podczas gdy zakup ciasnej kawalerki na warszawskim Mokotowie to wydatek nawet 300 tys. zł, za granicą za tę kwotę można nieźle poszaleć.
Przykładowo: dwupokojowe mieszkanie w Dublinie to 150-190 tys. euro, niewielki apartament w jednym z bułgarskich kurortów nad Morzem Czarnym można mieć od 60 tys. euro, trzypokojowe lokum w pierwszej linii brzegowej w Egipcie – 25-30 tys. euro, 100-metrowy dom na zamkniętym osiedlu z basenem w Tajlandii to koszt 120 tys. euro, a ekskluzywny apartament o tej samej powierzchni w sercu Istambułu – 120-150 tys. euro. Do modnych kierunków należą również: Portugalia, Niemcy, Węgry i Chorwacja, do której inwestorów przyciągają nie tylko piękne wybrzeże i ponad 300 słonecznych dni w roku, ale również przyjazne prawo i perspektywa wejścia do Unii Europejskiej zapowiadająca rychły wzrost cen nieruchomości w tym kraju.
Nabycie zagranicznej nieruchomości w odpowiednim momencie może okazać się prawdziwym interesem życia. Ostatnie wydarzenia polityczno-gospodarcze, które miały miejsce na świecie, spowodowały, że ceny domów i mieszkań w wielu krajach znacznie zmalały, stając się atrakcyjne również dla polskich inwestorów. Groźba bankructwa Irlandii, Portugalii i Grecji, kryzys gospodarczy na Węgrzech oraz zamieszki w Afryce Północnej odbiły się na lokalnych rynkach nieruchomości, ale ceny nie będą tak niskie już na zawsze i jest niemal pewne, że w przyszłości znowu wzrosną. To oznacza szansę na sprzedaż zakupionych okazyjnie rezydencji i apartamentów ze sporym zyskiem, znacznie przekraczającym to, co oferują banki za ulokowanie środków na rachunku oszczędnościowym lub nieco lepiej oprocentowanej lokacie. Zarobić można również na wynajmie. Dzięki rozwiniętym systemom zarządzania nieruchomościami i dużej liczbie specjalistycznych biur pośredniczących, które wyszukują klientów i kompleksowo załatwiają wszystkie formalności, można spokojnie siedzieć w domu i z satysfakcją podliczać zyski.
WOJCIECH KUDER
Cały artykuł w numerze 8/2011 Eurogospodarki.